Mistrzowski trolling i burzenie ścian. "South Park" - recenzja premiery 21. sezonu

"South Park" (Fot. CC)

0

"South Park" rozpoczyna 21. sezon i pokazuje, że wciąż może. Na pewne elementy można narzekać, ale jedno trzeba przyznać - trolling nadal wychodzi twórcom znakomicie. Spoilery!

Matt Stone i Trey Parker obiecali po zakończeniu 20. sezonu, że dalej będzie mniej serializacji. W nowym sezonie mieliśmy wrócić do starego dobrego "South Parku", w którym nie rządzi wątek przewodni sezonu. I po tym, co robił Cartman w jego premierze, można stwierdzić, że twórcy dotrzymują słowa.

To nie znaczy, że zrezygnowali z odnoszenia się do bieżących wydarzeń (co zresztą zawsze im dobrze wychodziło), bo wątek Randy'ego miał duży związek z wydarzeniami w Charlottesville.

Przede wszystkim dostaliśmy jednak sporo starego dobrego Cartmana lubującego się w sprośnych żartach i przeklinaniu. To właśnie on zafundował nam najśmieszniejsze momenty odcinka. To niesamowite, ale dowcipy o ssaniu jaj itp. nadal serialu Comedy Central śmieszą, pod warunkiem że zostaną odpowiednio podane.

A w tym wypadku podano je razem z mistrzowskim trollingiem wszystkich urządzeń, które w zamyśle producentów mają być domowymi asystentami. Alexa czy Google Home może nie są jeszcze licznie obecne w domach, ale zasadę ich działania każdy mniej więcej ogarnia, a że jest ona prosta, to Parker i Stone świetnie to wykorzystali.

Twitter był pełen wpisów o tym, jak "South Park" strollował urządzenia widzów i jak niektórzy znaleźli na swojej liście zakupów "cycuszkowe czipsy" czy słuchali, jak ich Alexa mówi o ssaniu jaj. Niektórym urządzenia wpadły rzekomo w pętlę identyczną do tej, jaką zafundował Cartman, gdy miał już pod ręką zarówno Alexę, jak i Google Home oraz Siri.

Trolling ten był najlepszą rzeczą, jaką "South Park" zrobił od dawna. Szkoda więc, że poza tym odcinek był raczej przeciętny. Choć daj losie taką "przeciętność" każdemu serialowi w jego 21. sezonie (i tak, o 20. sezonie pisałem to samo).

Parker i Stone zręcznie podsumowali mentalność skrajnie prawicowych demonstrantów prostą metaforą burzenia murów. Obsesja Randy'ego, będąca motywem przewodnim jego programu "Biali ludzie odnawiają domy" (inne nazwy były zajęte, nawet takie jak "Czarni ludzie odnawiają białe domy"), wykorzystana została przyzwoicie. A do tego została podana razem ze szpilką wbitą wszystkim programom TV, w których gwiazda ma obsesję na punkcie czegokolwiek i pojawia się ona w każdym odcinku.

Przy okazji twórcy "South Parku" zwrócili uwagę, że popularność skrajnej prawicy nie bierze się znikąd. Tak, chodzi oczywiście o zamknięte umysły (metafora burzenia murów między kuchnią a salonem zobowiązuje), ale także o godność i pracę. Nie podali oczywiście żadnych gotowych rozwiązań, choć trzeba przyznać, że zburzenie ściany zadziałało. To także jest stary dobry "South Park", potrafiący celnie pokazać jakiś problem w krzywym zwierciadle.

Otwarcie 21. sezonu daje więc nadzieję, że nadal będziemy się dobrze bawić z dzieciakami z South Parku i może unikniemy, jak w poprzednim sezonie koncentracji na wyśmiewaniu się z jednej, konkretnej postaci. "Trump Show", jakim przez znaczną część poprzedniego sezonu był "South Park" było zabawne, ale męczące, gdyż rzeczywistość wyprzedzała satyrę (podobny problem mają nasze polskie programy satyryczne).

Oczywiście, pan Garrison jako prezydent nadal pozostaje opcją do wykorzystania, a Parker i Stone rozwiązują wątki z poprzedniego sezonu (Cartman zrywający z Emily), ale to już nie jest takie trzymanie się wątku przewodniego, jak wcześniej. Wygląda na to, że "South Park" wraca do źródeł, czyli do oderwanych od siebie odcinków, które łączy miejsce i bohaterowie, a nie próby ścigania się z jakimś politykiem na głupotę.

Pozostaje więc mieć otwarty umysł i cieszyć się, że "South Park" trzyma formę i wciąż potrafi dać czadu.

REKLAMA