O co chodziło w tym eksperymencie? Bracia Dufferowie bronią kontrowersyjnego 7. odcinka "Stranger Things 2"

"Stranger Things" (Fot. Netflix)

0

Skupiający się na Jedenastce 7. odcinek 2. sezonu "Stranger Things" zbiera skrajne opinie wśród widzów. Bracia Dufferowie wyjaśniają, dlaczego go zrobili w taki a nie inny sposób. Spoilery!

Jeśli widzieliście już całe "Stranger Things 2", zapewne macie jakąś opinię na temat 7. odcinka, czyli "The Lost Sister". To swego rodzaju "butelkowy odcinek", oderwany od reszty fabuły. Jedenastka (Millie Bobby Brown) jedzie w nim do Chicago, by odnaleźć Kali (Linnea Berthelsen), dziewczynę, z którą kiedyś ją zamknięto. w jednym pokoju Jej dawna "siostra" okazuje się członkinią specyficznego gangu nastolatków, wymierzających sprawiedliwość tym, którzy eksperymentowali na dzieciach w laboratorium.

Nie dość że odcinek dzieje się poza Hawkins, to jeszcze budzi masę kontrowersji ze względu na jednowymiarowe postacie dzieciaków, które - jak to potem pięknie ujął szeryf Hopper, widząc odmienioną Jedenastkę - wyglądają jak punki z MTV. W rozmowie z "Entertainment Weekly" Ross i Matt Dufferowie tłumaczą, czemu zdecydowali się pójść w tym kierunku i mówią, że zdawali sobie sprawę z potencjalnego ryzyka.

- Niezależnie od tego, czy według ludzi to działa czy nie, mogliśmy trochę poeksperymentować. Dla mnie i Rossa jest ważne, żeby próbować nowych rzeczy i nie mieć poczucia, że w kółko robimy to samo. To prawie jak zrobienie całego małego pilota w środku sezonu. Rzeczywiście jest to dość szalony pomysł, ale świetnie się bawiliśmy, kiedy to pisaliśmy, obsadzaliśmy i pracowaliśmy nad tym - wyjaśnia Matt Duffer.

I choć widzowie mogli się poczuć dziwnie, kiedy w środku ważnych wydarzeń w Hawkins przenieśliśmy się do Chicago, Dufferowie uważają, że było to potrzebne.

- Testowaliśmy ten odcinek. Próbowaliśmy całkiem go wyjąć z serialu, tylko po to by upewnić się, że go rzeczywiście potrzebujemy. Bo nie chcieliśmy, żeby tam był jako wypełniacz - nawet jeśli niektórzy krytycy właśnie o to nas oskarżają. Ale podróż Jedenastki rozpadła się, zakończenie w ogóle nie działało bez tego. Więc stwierdziłem, że nieważne, czy to działa czy nie, potrzebujemy tej cegiełki w tym miejscu, bo inaczej cały serial się zawali, nie skończy się to dla nas dobrze - tłumaczy Matt Duffer.

Jego brat Ross dodaje z kolei, że historia Jedenastki to prawdopodobnie największe ryzyko, jakie zostało podjęte. Ale było to ryzyko konieczne, bo ona nie mogła pojawić się nagle i wszystkich uratować w magiczny sposób. Podobnie jak Luke Skywalker, potrzebowała udać się sama w podróż i dowiedzieć się czegoś na swój temat.

Co więcej, Ross Duffer mówi, że takich ryzykownych kroków będzie podejmowanych więcej w kolejnych sezonach. "Stranger Things" prawdopodobnie będzie miało jeszcze dwa albo trzy sezony i ważne jest, aby nie znudziło się wcześniej ani widzom, ani samym twórcom.