Niebezpieczne związki. "The Girlfriend Experience" - recenzja 2. sezonu

"The Girlfriend Experience" (Fot. Starz)

Chłodny świat, w którym liczy się władza, seks i pieniądze, powraca w 2. sezonie "The Girlfriend Experience", tym razem w formie dwóch równolegle prowadzonych historii. Oceniamy, jak wyszło.

1. sezon "The Girlfriend Experience" (w polskiej wersji "Dziewczyna z doświadczeniem", emisja w HBO) składał się z 13 odcinków, opowiadających historię studentki prawa o imieniu Christine (świetna rola Riley Keough), którą coraz bardziej wciągał mroczny i pokręcony świat seksu za pieniądze. Telewizja Starz wypuściła całość naraz, więc łatwo było się wkręcić i zapomnieć o wszelkich wadach tej produkcji, zwłaszcza że 30-minutowe odcinki mijały naprawdę szybko.

2. sezon to 14 odcinków, wypuszczanych po dwa tygodniowo. Na zmianę opowiadane są w nim dwie historie dziewczyn do towarzystwa, z których jedna dzieje się w Waszyngtonie, w politycznym domku z kart, a druga w Nowym Meksyku, gdzie kobieta o imieniu Bria ucieka przed pełnym przemocy związkiem do programu ochrony świadków. To dość nietypowa konstrukcja, zwłaszcza że obu tych opowieści nic nie łączy, poza osadzeniem w tym samym chorym świecie, w którym kobiety uzależniają się od płatnego seksu dokładnie w ten sam sposób co nasza dawna znajoma, Christine. Obie historie są od siebie wyraźnie oddzielone i robione przez innych twórców - waszyngtońską pisze i reżyseruje Lodge Kerrigan, z kolei tę drugą Amy Seimetz.

W Waszyngtonie rzecz się dzieje w okresie przedwyborczym. Z jednej strony poznajemy dziewczynę do towarzystwa o imieniu Anna (Louisa Krause), a z drugiej Ericę (Anna Friel), twardą i skuteczną dyrektor finansową republikańskiego PAC, czyli grupy wspierającej partię. Ta pierwsza traktuje seks z chłodnym profesjonalizmem, ale bardzo szybko się okazuje, że pewnych rzeczy po prostu znosić nie chce i nie zamierza. Ta druga to jedna z tych nielicznych kobiet, które lądują na okładkach magazynów, okupowanych zazwyczaj przez facetów. Osoba, o której piszą, że stoi za waszyngtońskimi elitami.

Panie zapoznają się, szantażując razem wpływowego polityka, a potem zaczyna się między nimi prywatna relacja, która zapewne nie skończy się dobrze. Są w niej elementy magnetycznej niemalże wzajemnej fascynacji, nie sprowadzającej się tylko do kwestii erotycznych, ale to zaledwie początek. "Erica & Anna" równie dobrze może okazać się piękną historią miłosną, osadzoną w najbardziej cynicznym ze światów, jak i niebezpieczną grą, być może nawet podwójną. Może też się okazać największym życiowym błędem Eriki, która zdaje się zapominać przy Annie o podstawowych środkach ostrożności.

Zarówno pod względem zawartości cynizmu w tej opowieści, jak i chłodu bijącego dosłownie z każdego kadru "Erica & Anna" mocno przypomina "House of Cards". To ten sam świat - elegancki, zimny i z jednej strony wyrafinowany, a z drugiej totalnie zezwierzęcony. W tutejszej palecie barw nie ma miejsca na żywe kolory. Dominuje biel, czerń i wszelkie możliwe odcienie szarości, a poczucie wyobcowania dodatkowo pogłębia nowoczesny wystrój wnętrz, w których przebywają bohaterki. Im bardziej oszczędna jest forma, tym bardziej czuć podskórne napięcie i ludzką samotność.

the-girlfriend-experience-01

Druga historia jest zupełnie inna, zarówno jeśli bierzemy pod uwagę treść, jak i stronę wizualną. Główną bohaterką jest Bria (Carmen Ejogo, właśnie obsadzona w jednej z głównych ról 3. sezonu "Detektywa"), tajemnicza kobieta, o której wiemy tylko, że była dziewczyną do towarzystwa, a teraz ucieka przed niebezpiecznym i bogatym facetem, z którym była związana. Razem z jego córką ląduje w programie ochrony świadków w Nowym Meksyku, gdzie opiekuje się nimi Ian Olsen (Tunde Adebimpe) z biura szeryfa.

I tutaj również zaczyna się niebezpieczna gra, na kilku poziomach, bo Bria nie jest w stanie dostosować się do wymogów nowego, depresyjnego życia, składającego się z ciasnego mieszkania, kiepskiej pracy i nienawidzącej jej nastolatki. Nie dość że zaczyna igrać z ogniem, umawiając się z facetem z internetu, to jeszcze gdzieś na horyzoncie majaczy proces i konieczność stawienia czoła swojemu byłemu.

Dwie historie opowiadane równolegle w 2. sezonie "The Girlfriend Experience" prawdopodobnie nigdy się ze sobą nie spotkają, co samo w sobie jest interesujące. Czegoś takiego po prostu jeszcze nie było - to jak dwa sezony antologii, przeplatające się ze sobą. A jednak czynników, które łączą obie historie i przede wszystkim ich bohaterki, jest cała masa. Erica, Anna i Bria egzystują w dokładnie tym samym świecie - świecie wielkiej kasy, polityki, szantażu, seksu traktowanego instrumentalnie. Świecie odrzucającym i fascynującym jednocześnie, pełnym moralnych szarości i niejednoznacznych kobiet.

Dokładnie tak jak Christine z 1. sezonu, te panie nie są łatwe do polubienia. To nie takie dziewczyny jak prostytutki z "The Deuce", wciągnięte w życie, od którego nie są w stanie się uwolnić. W "The Girlfriend Experience" obie strony traktują seks instrumentalnie, jako drogę do celu. Bria, tkwiąca w mieścinie pośrodku niczego i ubrana w fabryczne drelichy, wyraźnie tęskni za luksusami związanymi z życiem escort girl. Anna w pewnym momencie oznajmia, że to praca, którą lubi i w której jest dobra. Erica, choć dziewczyną do wynajęcia nie jest, skonstruowana jest na podobnej zasadzie, i ma z przedstawicielkami najstarszego zawodu świata więcej wspólnego, niż chciałaby przyznać.

the-girlfriend-experience-02

To nie są słabe kobietki ani tym bardziej ofiary. To dorosłe osoby, które poprzez szereg dokonywanych przez lata wyborów dotarły, prawdopodobnie zasłużenie, do takiego a nie innego miejsca. Jeśli więc te wybory złamią im życie - a prawdopodobnie tak właśnie będzie w każdym przypadku - trudno będzie im współczuć. I na tym właśnie polega dramatyzm ich sytuacji. To kobiety ukształtowane przez cyniczny, ohydny świat, które same wybrały ze względu na korzyści z tego wynikające.

Ale to tylko jedna warstwa i bardzo wstępna interpretacja czegoś, co dopiero się zaczyna. Spodziewam się, że "The Girlfriend Experience" w kolejnych odcinkach zajrzy głębiej do dusz swoich bohaterek, odsłaniając więcej prawdy o ich skomplikowanych motywacjach i o tym wszystkim, co stanęło za ich życiowymi wyborami. Anna w tym momencie wydaje mi się chłodna, nieprzenikniona i zdolna do wszystkiego, a Erica - paradoksalnie - jest dla mnie tą połówką tego duetu, która przez swoje emocjonalne zaangażowanie może dużo stracić. Z kolei Bria wydaje się być uzależniona od życia, którego już mieć nie może. Nie wiemy jednak, co za tym stoi i jakie traumy mogą w sobie skrywać te kobiety.

Jedno możemy powiedzieć na pewno już w tym momencie. "The Girlfriend Experience" to wciąż serial wysokiej jakości - taki, który pod względem zdjęć czy kreacji aktorskich może rywalizować z najlepszymi - a ten sezon jest wart uwagi choćby ze względu na nietypową konstrukcję. Z treścią może być jednak różnie. Tak jak historia Christine z 1. sezonu koniec końców nie okazała się aż tak oryginalna, tak i teraz już widać pewne schematy, zwłaszcza w części Anny i Eriki, która zdecydowanie za bardzo przypomina kobiece "House of Cards". Z drugiej strony, naprawdę trudno jest oprzeć się Annie Friel w takiej wersji, w jakiej tutaj się pojawia.

Oglądam więc dalej, trzymając kciuki za to, żeby całość okazała się równie wciągająca, a jednocześnie nie tak miałka jak 1. sezon.

REKLAMA