7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

Fot. GoldenGlobes

0

Ten tydzień rozpoczął się od najbardziej niezwykłej gali Złotych Globów, jaką pamiętam, a zakończył się zaskakującym wyznaniem dawnego szefa "Community". Będzie więc dzisiaj o zmianach, a także o nowym serialu Alana Balla i nie tylko.

1. Najbardziej niezwykła gala Złotych Globów, jaką pamiętam

W branży rozrywkowej, gdzie seksizm był obowiązującą religią od stu lat, wreszcie coś się zmienia. Kobiety przestają być ozdobami i obiektami seksualnymi, a zaczynają opowiadać swoje historie, pisać, stawać za kamerą. To dopiero początek tych zmian i widać, jak wiele osób nie czuje się z tym komfortowo. W akcji Time's Up jest trochę hipokryzji i pewnie niejeden z tych, którzy ją wsparli, sam coś ma za uszami (wystarczy wspomnieć przypinkę Jamesa Franco), ale cała sala ubrana na czarno i tak robi wrażenie.

Widać zmiany na horyzoncie i to są dobre zmiany, także dla nas jako egoistycznych widzów, którym zależy przede wszystkim na tym, żeby oglądać dobre seriale. Im większe będzie zróżnicowanie wśród twórców, tym lepsze, bardziej oryginalne i wyjątkowe historie będziemy oglądać na naszych ekranach. "Wielkie kłamstewka", "Opowieść podręcznej", "The Marvelous Mrs. Maisel" - tych tytułów by nie było w telewizji, gdyby nie zmieniało się myślenie telewizyjnych włodarzy o tym, czym są i czym powinny być seriale o kobietach.

2. HBO zaprezentowało nasze nowe "Sześć stóp pod ziemią"

Zwiastun "Tu i teraz" Alana Balla wygląda dobrze - jak "Sześć stóp pod ziemią" w nowych okolicznościach przyrody. Jestem przekonana, że Tim Robbins, Holly Hunter i ich serialowe dzieciaki będą w stanie godnie zastąpić Fisherów, a ojciec filozof okaże się równie interesującym i skomplikowanym człowiekiem co właściciel domu pogrzebowego, który umiera w pierwszym odcinku. Z pewnością nie zabraknie dyskusji o rzeczach, o których dziesięć lat temu jeszcze się w telewizji nie mówiło - w każdym razie nie na taką skalę - a Portland wydaje się być doskonałym miejscem na takie dyskusje.

Spodziewam się po tym serialu wszystkiego co najlepsze i cieszę się, że HBO nie porzuca całkiem kameralnych historii o zwykłych ludziach i ich "tu i teraz" na rzecz blockbusterów. Oby produkcja Alana Balla wypełniła lukę po "Pozostawionych".

3. Powrót "Opowieści podręcznej" coraz bliżej

Nie ma drugiego serialowego powrotu, na który czekam tak ja na ten. Zwiastun wygląda niesamowicie - każda kolejna scena jest piękniejsza i bardziej koszmarna od poprzedniej.

4. Nowy "Geniusz" wygląda znakomicie

W czasach kiedy Hollywood nie jest w stanie zaoferować Antonio Banderasowi sensownej roli, nasz dawny El Mariachi ma szansę odnaleźć się w telewizji. Zwiastun 2. sezonu "Geniusza", którego bohaterem będzie Pablo Picasso, pokazuje, że to raczej nie będzie zmarnowana szansa.

5. Powraca "UnReal", a główną rolę zagra Caitlin FitzGerald

Nie jestem przekonana po tym zwiastunie, że "UnReal" wróci do formy z 1. sezonu, ale Caitlin FitzGerald i tuzin kawalerów to i tak nie najgorsza perspektywa. Nawet jeśli to będzie tylko guilty pleasure - będę oglądać!

6. Bardzo dobra premiera "The Chi"

Jeśli zastanawiacie się, co przypomina nowy serial Leny Waithe - którą znacie chociażby z "Master of None" - to najlepiej ujął to Mateusz w swojej recenzji, kiedy napisał: ulice rodem z "The Wire" spotykają emocje à la "This Is Us". Rzeczywiście tak jest i jest też niestety odrobina niepewności, czy za chwilę serial nie skręci w kierunku melodramatu. Ale na razie kupuję go w takim a nie innym kształcie i chętnie popatrzę, co z niego wyrośnie.

7. Wreszcie wiemy, co właściwie stało się z "Community"

Jeśli "Community" było dla Was swego czasu najlepszą, najbardziej niedocenianą komedią we wszechświecie, to pewnie do dziś zadajecie sobie pytanie, co tam się u licha stało i dlaczego NBC w pewnym momencie pozbyło się Dana Harmona i skazało nas na nieszczęsny 4. sezon, po którym nic już nie było takie jak kiedyś. Niby pojawiały się jakieś strzępy informacji, że showrunner pił, ćpał i uwikłał się w dziwną relację z jedną ze scenarzystek, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy, o co chodzi i czyja to wina.

Teraz wreszcie o takich rzeczach się mówi i już wiemy, co się stało: Dan Harmon zapałał uczuciami do młodej scenarzystki, która tych uczuć nie odwzajemniała i w praktyce zamienił writers' room w trzecią klasę podstawówki, gdzie chłopcy ciągną dziewczynki za kucyki i dziwią się, kiedy te protestują. Szczera opowieść Harmona o tym, co zrobił z własnym serialem, nie będąc sobie w stanie poradzić z osobistymi sprawami, robi wrażenie (zaczyna się w 19. minucie najnowszego odcinka jego podcastu, link znajdziecie w tweecie poniżej), a najlepsze, że osobą, która poleciła jej wysłuchać, jest właśnie owa dręczona niechcianymi awansami scenarzystka.

Megan Ganz po latach wreszcie otrzymała potwierdzenie, że niczego sobie nie ubzdurała. Harmon rzeczywiście zalecał się do niej jak 10-letni chłopiec, nie rozumiejąc, w jak trudnej sytuacji stawia ją i cały pokój scenarzystów. Sytuacja ciągnęła się latami, a do tego doszły jeszcze pigułki i alkohol, którymi Harmon najwyraźniej zagłuszał swój ból istnienia. NBC nie wytrzymało i wyrzuciło niesfornego showrunnera, a serial już nigdy potem nie powrócił do czasów świetności. A winny temu wszystkiemu był jeden człowiek, który właśnie zrobił coś, czego nie robi prawie nikt: opowiedział ze szczegółami, jak pobłądził.

Chętnie bym posłuchała podobnej opowieści Jamesa Franco - który znikł z radaru po oskarżeniach o nadużycia w relacjach z własnymi studentkami - bo jestem przekonana, że też miałby sporo do powiedzenia. Podobnie jak Harmon, Franco sprawia wrażenie człowieka, który w pewnym momencie mocno się pogubił i dziś tego żałuje. Nie sądzę, żeby branża miała go skazać na wieczne potępienie, ale uważam, że jest winny nam wszystkim wyjaśnienia, zanim będziemy go oglądać w 2. sezonie "Kronik Times Square" (w którym Franco będzie, nie mam co do tego żadnych wątpliwości).