"Zabójstwo Versace: American Crime Story", odcinek 6 - co jest prawdą, a co fikcją?

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" (Fot. FX)

0

W odcinku "Descent" byliśmy świadkami imprezy urodzinowej rodem z "Wielkiego Gatsby'ego" i szybkiego upadku człowieka, któremu wydawało się, że jest kimś. Co z tej części historii Andrew Cunanana jest prawdą?

6. odcinek serialu "Zabójstwo Versace: American Crime Story" zaprezentował wydarzenia, które miały miejsce w sierpniu i wrześniu 1996 roku, czyli niecały rok przez zabójstwami Jeffreya Traila, Davida Madsona, Lee Miglina, Williama Reese'a i Gianniego Versacego. Andrew Cunanan mieszkał wtedy w willi Normana Blachforda, fantazjując jednocześnie o wspólnym życiu z Davidem Madsonem, z którym wcześniej spędził noc.

Co z wydarzeń, które właśnie zobaczyliśmy w "American Crime Story", miało miejsce w rzeczywistości, a co niekoniecznie? O tym pisze serwis Vulture, który wraz z dziennikarką Luisą Yanez (obecnie "Miami Herald", w latach 90. "Sun-Sentinel"), bada dokładnie odcinek "Descent".

CO JEST PRAWDĄ W 6. ODCINKU "ZABÓJSTWA VERSACE"

Napięcia pomiędzy Andrew a znajomymi Normana Blachforda. Andrew Cunanan faktycznie był przez jakiś czas utrzymankiem Blachforda i faktycznie jego znajomi mieli z tym problem. W serialu pojawia się tylko jeden z nich, David Gallo (Terry Sweeney z dawnej obsady "Saturday Night Live"), który mówi Andrew całą prawdę prosto w oczy. Nie wiadomo, czy scena konfrontacji z imprezy urodzinowej była oparta na faktycznym spięciu Cunanana z konkretną osobą, czy miała dać sygnał, że takie spięcia w ogóle były. Niemniej jednak kiedy Cunanan mieszkał z Blachfordem w willi w La Jolla, jego znajomi traktowali go jak intruza.

Weekend w Los Angeles z Davidem Madsonem. Andrew rzeczywiście spędził kilka rozrzutnych dni w Los Angeles z Davidem, zanim wszystko w jego życiu kompletnie się posypało. "Cunanan lubił fundować ludziom takie ekstrawaganckie rzeczy i zrobił coś takiego z Davidem. Wspominali to jego znajomi i myślę, że oni też brali w tym udział. To była część jego stylu życia wtedy" - mówi dziennikarka, która badała historię Cunanana. FBI dotarło do informacji, że Cunanan przebywał przez niemal tydzień w Hollywood w słynnym hotelu Chateau Marmont i dzwonił w tym czasie do Minneapolis, gdzie mieszkał David Madson. Nawet rachunek, który widzimy w "Descent" - na 2 742 dolarów i 72 centy - jest w stu procentach zgodny z tym, co można znaleźć w aktach FBI.

Cunanan w klubie Flicks. Andrew rzeczywiście regularnie bywał we Flicks w San Diego. W "Descent" widzimy go, jak zanudza tam barmana swoimi historiami i wpada coraz głębiej w narkotyki. To się zgadza z rzeczami, które odkryli na jego temat dziennikarze w 1997 roku. "Wiedzieliśmy, że on miał swoje stałe miejsce i właśnie tam uzyskaliśmy dużo informacji od ludzi, którzy też bywali w tym barze. Oni wiedzieli o nim więcej niż ktokolwiek inny" - mówi Luisa Yanez w rozmowie z Vulture.

Wszelkie anegdoty na temat Cunanana dziennikarze przyjmowali z nieufnością, ale to był jakiś punkt zaczepienia. Często w materiałach prasowych je drukowano z zastrzeżeniem: "Według znajomych Cunanana powiedział on, że...". Nie traktowano tego jako faktów, bo bardzo szybko zorientowano się, że on był kłamcą, który opowiadał o sobie niestworzone historie. Ale też nie ignorowano tego całkiem. Jak mówi Yanez, "musieliśmy to najpierw zważyć i zmierzyć".

Cunanan i główna sypialnia w domu rodziców. Kiedy David pyta Andrew w "Descent" o rodziców, a ten zaczyna opowiadać o tacie maklerze giełdowym, plantacji ananasów, głównej sypialni i jeszcze na dodatek kanapkach z homarem, David w nic z tego nie wierzy. Widzowie zapewne też myślą, że to kłamstwa. A tu niespodzianka, jest w tym więcej prawdy niż mogłoby się wydawać.

Andrew Cunanan jako dzieciak rzeczywiście był w uprzywilejowanej pozycji. W 2009 roku w "San Diego Reader" ukazały się anonimowe wspomnienia dawnej sąsiadki i przyjaciółki Andrew, która wspomniała, że chłopak mieszkał w największej sypialni w domu (to samo zresztą mówiła jego matka, MaryAnn, w wywiadzie z 1997 roku). A kiedy Cunananowie mieli potem problemy finansowe i przenieśli się do małego mieszkanka, jedyny telewizor w domu był w pokoju Andrew. "Dorastał w poczuciu, że ma prawo do wszystkiego, i traktował z lekceważeniem tych, którzy odnosili większe sukcesy niż on" - napisała wspomniana znajoma.

Uzależnienie od narkotyków. Andrew Cunanan faktycznie brał narkotyki, o czym gazety niewiele pisały w 1997 roku. "Kiedy zaczęliśmy przyglądać się sprawom w San Diego, usłyszeliśmy o narkotykach. To interesująca kwestia, bo wydaje mi się, że wtedy nie poświęciliśmy na to wystarczająco dużo czasu. Powinniśmy byli bardziej zwrócić uwagę na to, że on był osobą uzależnioną. W tamtym czasie był 'gejem, który zabijał ludzi', a nie 'gejem uzależnionym od narkotyków'. Kiedy dotarł do Miami Beach, widziano jak próbował kupować narkotyki w klubach" - opowiada Luisa Yanez.

Praca w aptece Thrifty. W serialu Norman przeprowadził śledztwo na temat przeszłości Andrew, odkrywając, że pracował w aptece Thrifty w San Diego. Potwierdzają to inne źródła, w tym także akta FBI, wymieniając konkretne miejsce. Vulture pisze, że apteka w tym miejscu już nie istnieje, teraz można tam kupić lody.

CO SERIAL PODKRĘCIŁ ALBO DODAŁ OD SIEBIE

Miglin i Madson w La Jolla. Ścieżki Lee Miglina, Davida Madsona i Jeffreya Traila teoretycznie mogły się kiedyś skrzyżować, ale na pewno nie miało to miejsca na urodzinach Andrew w La Jolla. W książce Maureen Orth, na podstawie której powstał serial, są opisy tych urodzin i jest informacja, pochodząca od znajomego Traila, że Andrew rzeczywiście zmuszał Jeffa, aby udawał kogoś lepszego, niż naprawdę był. Tyle że przed Normanem, a nie Davidem. Informacja o tym, że Norman urządził Andrew wystawne przyjęcie urodzinowe w domu przy plaży, pojawiła się także w "The San Diego Reader".

Nigdzie nie ma jednak sugestii, że na imprezie był obecny Lee Miglin, tym bardziej nie ma zdjęcia Cunanana z tej imprezy z dwiema przyszłymi ofiarami. Ponadto Norman Blachford, przesłuchiwany przez FBI, mówił, że nie znał Madsona i nie wiedział o żadnych powiązaniach między Cunananem i Miglinem. Krążyły plotki, że Cunanan mógł znać Duke'a, syna Lee Miglina, który wtedy próbował swoich sił jako aktor. Nigdy jednak niczego nie udowodniono. Co ciekawe, w aktach FBI jest zdjęcie z urodzin, na którym znajduje się kilka niezidentyfikowanych osób.

Ostatnia wizyta u MaryAnn Cunanan. Matka Andrew rzeczywiście mieszkała w tamtych czasach w San Diego w bardzo skromnych warunkach i prawie na pewno odmawiała zaakceptowania prawdy o swoim synu. W 1997 roku, w programie "Hard Copy" - w jednym z niewielu udzielonych wywiadów - powiedziała, że jej syn był święty, że został zabity przez mafię i że teraz jest "wolny w niebie".

Nie ma dowodów na to, że Andrew faktycznie szukał pocieszenia u matki, zanim zaczął zabijać ludzi. Nie wiadomo, czy w ogóle u niej się pojawił, a wszystkie szczegóły tej wizyty - z kąpielą na czele - to już efekt fantazji twórców serialu. "Oni próbują powiedzieć, że on jest trochę jak ona. On nie jest tym, kim ona myśli, że jest, ale to ona stworzyła tę wizję, że on odnosi sukcesy i trzymała się jej, tak samo jak on" - tłumaczy Luisa Yanez.

Włamanie do domu Blachforda. Nietrudno sobie wyobrazić zdesperowanego Andrew, próbującego dostać się do domu Normana, po tym jak został wyrzucony, ale nie ma dowodów, że coś takiego miało miejsce. W rozmowie z FBI Blachford twierdził, że Andrew nigdy nie próbował do niego wrócić i że nawet zdarzyło im się na siebie wpaść parę razy przy jakiejś towarzyskiej okazji. Co więcej, powiedział on, że po raz ostatni rozmawiał z Cunananem, kiedy ten wykonał pojednawczy telefon - z Minneapolis.

Za tydzień 7. odcinek "Zabójstwa Versace", "Ascent" - czyli historia wspinania się Andrew Cunanana po drabinie społecznej w Kalifornii.

"Zabójstwo Versace: American Crime Story" można oglądać w czwartki o godz. 22:00 na kanale FOX Polska.