Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Jessica Jones" (Fot. Netflix)

1 2 3 4 5 6 7 8

HIT TYGODNIA: Wróciła panna Jones, a wraz z nią morze whisky i sarkazmu

Jessica Jones sezon 2

"Jessica Jones" (Fot. Netflix)


2. sezon "Jessiki Jones" jest nierówny, i to zarówno przed, jak i po ujawnieniu wielkiego twistu z tajemniczą przeciwniczką głównej bohaterki. Ale to, że są dłużyzny, wypełniacze i kolejne powtórki z rozrywki, nie zmienia jednego: w centrum tego wszystkiego wciąż znajduje się ta sama niezwykła, charakterna postać, na którą dobrze się patrzy, niezależnie od tego, co się z nią dzieje. Postać tym ciekawsza, im więcej problemów osobistych piętrzy się w jej życiu.

W 2. sezonie nie było już Kilgrave'a (jeśli nie liczyć jednej krótkiej wizyty), ale to nie znaczy, że życie Jessiki nagle stało się różowe. Przeciwnie, stało się jasne, także dla niej samej, że jej problemy nie zaczynają się ani nie kończą się na łotrze o twarzy Davida Tennanta. 2. sezon serialu jest przede wszystkim podróżą w przeszłość i w głąb dziewczyny, która nie może tak po prostu wskoczyć w kostium i ratować świata, bo najpierw musi przegonić własne demony.

Krysten Ritter stworzyła fantastyczny duet z Janet McTeer, a dynamika relacji ich bohaterek napędzała ten sezon i wydawała się do bólu realistyczna, nawet jeśli oparto ją na niezbyt realistycznych podstawach. To była naprawdę porządna psychoterapia, która pozwoliła nam poznać Jessicę jeszcze bardziej i jeszcze bardziej ją polubić. W sezonie, który skupiał się na dramatycznych poszukiwaniach więzi międzyludzkich, bardzo istotne role odegrały także Trish Walker (Rachael Taylor) i Jeri Hogarth (Carrie-Anne Moss), obie walczące z własnymi marami.

I to jest właśnie największa siła "Jessiki Jones" - dobrze napisane, nieprzesłodzone kobiece bohaterki z krwi i kości, dla których chce się do serialu wracać i brnąć nawet przez słabsze odcinki. Gdzieś na końcu zawsze jest nagroda, choćby i w postaci butelki whisky. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8
REKLAMA