"Chuck" (5x12, 5x13): Ostatnie tango w Berlinie

"Chuck"

"Chuck"

W dwugodzinnym finale dostaliśmy wszystko to, co Bollywood zaoferowałoby nam w 4-godzinnym filmie. Chusteczki będą potrzebne, bo łzy ciekną same. Także ze śmiechu. Spoilery.

Finał "Chucka" - "Chuck Versus Sarah" i "Chuck Versus The Goodbye" - jest godnym pożegnaniem serialu, z którym zżyliśmy się przez 5 lat. Dostaliśmy w nim wszystko to, co w "Chucku" lubiliśmy, a nawet coś więcej, bo do śmiechu i akcji dołączyła naprawdę solidna porcja wzruszeń. Tak dużej nie było jeszcze nigdy, ale to naturalne - w końcu to było pożegnanie.

W tych dwóch odcinkach dzieje się bardzo, ale to bardzo dużo, a wszystko kręci się wokół Intersectu (notabene, jak to jest, że 5 lat temu ładowanie Intersectu trwało całą noc, a teraz trwa kilka sekund?). Quinn (Angus Macfayden) chce zdobyć Intersect, a Chuck musi mu za wszelką cenę przeszkodzić. Aby zatrzymać Quinna, Chuck jest nawet gotów pogodzić się z utratą Sarah. Choć nie przychodzi mu to łatwo.

Sama Sarah ma poważny problem - nie pamięta niczego z ostatnich pięciu lat i wkracza w finał jako człowiek Quinna, mający za zadanie zabić Chucka. Na przeszkodzie staje jej nie miłość, którą Chuck ją obdarzył i w którą powoli zaczyna wierzyć.

Aby jednak nie zdradzać za wiele treści finału, lepiej napisać o tym, co najlepsze w tych ostatnich dwóch godzinach z "Chuckiem". Naprawdę, jest kilka scen, które sprawiły, że mój śmiech musiał budzić niepokój sąsiadów albo ich zazdrość. Pierwszą znacie ze sneak peeków - to Casey szorujący podłogę w fartuch z napisem "World's best dad". Tango, to ostatnie tango również mogliście już widzieć (ale nie w kontekście i nie z poprzedzającymi i następującymi po nim scenami). Były jeszcze dwie sceny, które wprost mnie powaliły: kiedy do akcji wkracza matka Chucka i w momencie, w którym mierzy z pistoletu do Sarah, zza jej pleców wychodzą Ellie i Awesome (Devon ma małą Klarę w nosidełku na piersi). Ich reakcja na to, że Mary Bartowski mierzy do kogoś z broni... musicie to zobaczyć.

Obowiązkową sceną jest na pewno ta w operze. Bomba pod Beckman ma wybuchnąć w momencie, w którym muzyka przestanie grać. I wtedy do akcji wkraczają Jeff i Lester, czyli Jeffster... "Take On Me" w asyście orkiestry symfonicznej pod batutą Morgana Grimes'a? To trzeba zobaczyć i usłyszeć.

Wzruszeń dostarcza nam zaś ostatnia scena, która wprawiła mnie w entuzjazm mocno nieamerykańskim brakiem dosłowności. I właśnie za to zawsze lubiłem ten serial - że nie wszystko było powiedziane wprost i nie wszystko było na poważnie, choć naprawdę poważne było w nim to, że była to opowieść o miłości, przyjaźni i... dorastaniu do dorosłego życia.

Hm, jeszcze zrobię z "Chucka" kino moralnego niepokoju, więc lepiej zakończę na tym, że finał zobaczyć warto. Będziecie się dobrze bawić.

REKLAMA