Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie ostatnich dwóch tygodni

"Terror" (Fot. AMC)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

HIT TYGODNIA: Przerażający Teddy Perkins - Donald Glover przechodzi samego siebie w "Atlancie"

"Atlanta" (Fot. FX)

"Atlanta" (Fot. FX)

W dwóch ostatnich odcinkach "Atlanty" rządziły duety. Alfred i najbardziej irytujący fryzjer na świecie zdecydowanie mieli swój urok, nawet jeśli niejakiego Bibby'ego (Robert Powell) najchętniej byście własnoręcznie udusili, ale Darius i Teddy Perkins przebili ich bez wysiłku, fundując nam jedno z najdziwniejszych telewizyjnych przeżyć, jakie kiedykolwiek widzieliśmy.

Podczas ponad półgodzinnego odcinka ciekawość przeradzała się w stopniowo coraz mocniejszy dreszcz, gdy znana z "Atlanty" abstrakcja skręcała w stronę surrealistycznego horroru. A zaczęło się przecież niewinnie, w stylu bardzo pasującym do Dariusa – kto mógł wówczas przypuszczać, że zmierzając po pianino z kolorowymi klawiszami, nasz zawsze wyluzowany bohater kieruje się w sam środek koszmaru?

Oczywiście bardzo nietypowego, tak samo jak gospodarz upiornego domu, tytułowy Teddy Perkins (nazwisko z pewnością nieprzypadkowe). W tego w fenomenalny sposób wcielił się Donald Glover we własnej osobie, "wybielony" niczym Michael Jackson, do którego życia i problemów osobistych odcinek się zresztą bezpośrednio odnosi. Kreacja Glovera to coś, co powinno od razu przejść historii telewizji, bo tak pokręconej i niepokojącej postaci jak Teddy nie spotyka się często.

Przypominająca maskę twarz, nienaturalne ruchy, wywołujący ciarki, cienki głos – wszystko wręcz krzyczało do Dariusa, by czym prędzej się stamtąd wynosił, a nas jeszcze mocniej przykuwało do wypełnionego niestworzonymi rzeczami ekranu. Począwszy od obrzydliwego strusiego jaja na miękko, poprzez wycieczkę po wyglądającym na muzeum domu z całą aulą poświęconą okrutnemu ojcu, aż po brata - Benny'ego - który wydawał się tylko wytworem wyobraźni chorego człowieka. Do czasu oczywiście, bo pełnowymiarowy horror, jaki ujrzeliśmy na końcu, rozwiał wątpliwości (przynajmniej w pewnym stopniu).

Powiedzieć, że pozostawił mnie ten odcinek "Atlanty" w osłupieniu, to nie powiedzieć nic. Sposób, w jaki koszmar połączył się tu z absurdalną komedią (googlowaliście już "Sammy Sosa hat"?) w niezwykłą groteskę to absolutne mistrzostwo świata. Przepięknie zrealizowane, wypełnione horrorowymi i muzycznymi odniesieniami pół godziny zdołało nawet przekazać w tym wszystkim, że wielka sztuka niekoniecznie musi się rodzić z ogromnego bólu. Z pewnością zapamiętamy. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13