"Gra o tron": Nuda i śmierć, a poza tym śmierć i nuda

Sean Bean jako Ned Stark na zdjęciu promującym "Grę o tron"

Sean Bean jako Ned Stark na zdjęciu promującym "Grę o tron"

Niezbyt ciekawy odcinek zakończył się w jedyny możliwy sposób – głową toczącą się po bruku.

W pierwszej serii "Rzymu" kluczową bitwę pod Farsalos ukazano w następujący sposób: Juliusz Cezar w błyszczącej zbroi wychodzi z namiotu, Juliusz Cezar w pobrudzonej zbroi wraca do namiotu. Ten sam patent zastosowali w odcinku 9. ("Baelor") twórcy "Gry o tron".

Dla widzów znających treść książki nie stanowiło tajemnicy, że akcja serialu zmierza ku pierwszym zbrojnym starciom. Nie mogłem się już doczekać bitwy, w której Tyrion, nieco przypadkiem, został bohaterem.

Niestety, scenarzyści nie pozwolili wykazać się najniższemu z rodu Lannisterów. W serialu Tyrion przypadkowo obrywa bojowym młotem od własnego wojownika, a gdy się budzi jest już po bitwie. Ciekawe, jak w takim razie będzie ewoluować w serialu postać karła. Na kartach książki udział w bitwie nad Tridentem był dla Tyriona istotnym wydarzeniem.

Równie krótko ukazano starcie, w którym Robb Stark wziął do niewoli Jaimego Lannistera. Jak możemy się domyślać, powód takiego akurat kształtu odc. 9. jest prozaiczny – pieniądze. Mimo zainwestowania milinów w produkcję "Gry o tron" i przygotowania z pietyzmem szczegółów scenografii oraz strojów, HBO nie stać na nakręcenie porządnej sceny batalistycznej.

I w sumie HBO robi słusznie – lepsza żadna scena bitwy, niż kiepska scena bitwy. Co się dzieje, gdy filmowcy zabierają się za kręcenie wojny bez pieniędzy, możemy oglądać w polskich produkcjach.

Niezrozumiałe za to jest, że w 9. odcinku większość wątków związanych z intrygami w Królewskiej Przystani zostało wykastrowanych niczym Varys. Cała pajęczyna zdarzeń została zastąpiona kilkoma dialogami, w efekcie których Ned Stark ląduje pod toporem kata.

Czyżby scenarzyści nie radzili sobie ze skomplikowaną akcją książki G. R. R. Martina? Zapewne po prostu próbują panicznie zmieścić pierwszy tom sagi w 10 odcinkach – ale coraz gorzej im to wychodzi.

Co w takim razie wypełniło najnowszy odcinek "Gry", skoro nie epickie bitwy? Otóż problem w tym, że niewiele. Znaczną część epizodu zajęła kolejna opowieść o przeszłości postaci – tym razem zwierzał się Tyrion. Do obsady dołączyła również kolejna aktorka gotowa na szybkie zrzucanie sukienki – Niemka tureckiego pochodzenia Sibel Kekilli w roli prostytutki Shae.

Możemy więc być pewni jednego – bitew nie ma, scenariusz szwankuje, ale seksu nam w dalszych odcinkach "Gry o tron" nie zabraknie.