6. sezon "House of Cards" mógł w ogóle nie powstać – Netflix był o krok od skasowania serialu

"House of Cards" (Fot. Netflix)

Czekacie na finał "House of Cards"? Niewiele brakowało, a nigdy byście go nie zobaczyli. Robin Wright zdradziła, że serial był bardzo bliski skasowania po skandalu z Kevinem Spaceyem.

"House of Cards" wróci tej jesieni z krótszym niż zwykle 6. sezonem, który będzie zarazem finałowym. Główną rolę zagra w nim Robin Wright i jest to jednocześnie osoba, której należą się podziękowania za to, że serial w ogóle doczeka się jakiegokolwiek zamknięcia. Wszystko dlatego, że jak zdradziła aktorka w rozmowie z Net-A-Porter, Netflix chciał skasować "House of Cards" po skandalu i zwolnieniu Kevina Spaceya.

- Serial był bardzo, bardzo bliski skasowania z powodu panującego wówczas klimatu. Wiecie, atmosfera była gęsta. Harvey Weinstein... Ludzie mówili: "Musimy wszystko zamknąć, bo inaczej będzie wyglądało, jakbyśmy gloryfikowali coś złego". Ale "House of Cards" nie było złe. Wierzyłam, że powinniśmy skończyć i wypełnić nasze zobowiązania, także wobec fanów. Czemu mieliśmy rezygnować? - tłumaczyła aktorka.

Dlatego właśnie Robin Wright postanowiła stanąć w obronie serialu, gdy jego przyszłość zaczęła się rysować w ciemnych barwach. W tym celu osobiście spotkała się z przedstawicielami Netfliksa, których przekonywała do zmiany zdania, podnosząc przy tym argument pracujących przy "House of Cards" ludzi.

- Mówiło się, że byłoby to "tylko" 600 ludzi, ale wliczając ochronę, policję, tych pracujących w plenerze w Baltimore, wszystkich - 2500 osób zostałoby bez pracy. A to niesprawiedliwe odbierać im poczucie bezpieczeństwa. Nie zrobili nic złego - powiedziała Robin Wright.

Wcześniej o jej kluczowej roli w uratowaniu "House of Cards" mówiła już Patricia Clarkson, która twierdziła, że to właśnie Wright najmocniej naciskała na powstanie finałowej serii. Robiła to na tyle skutecznie, że 6. sezon serialu, tym razem już z Claire Underwood za sterami, zobaczymy na Netfliksie 2 listopada.

REKLAMA