"Niepewne" pytają, czy to już pora na dojrzałość. Recenzja finału 3. sezonu

"Niepewne" (Fot. HBO)

0

Finał 3. sezonu "Niepewnych" przyniósł jedno istotne wydarzenie w życiu Issy oraz bardzo ważną kłótnię. Trzeba więc zadać sobie pytanie: czyżby ktoś tu zdecydował się w końcu dorosnąć? Spoilery.

Po trzech sezonach z Issą (Issa Rae), w trakcie których zdążyliśmy na wylot poznać zarówno ją samą, jak też jej problemy osobiste i zawodowe, aż trudno uwierzyć, że w serialowym świecie minął zaledwie rok. A jednak, panna Dee – jak dotąd z różnym powodzeniem próbująca zapanować nad swoim życiem 29-latka – wkroczyła w odcinku "Ghost-Like" w ten poważny wiek z trójką z przodu, gdy ponoć wypada dorosnąć.

Nie zaryzykuję wprawdzie stwierdzenia, że po finale główna bohaterka "Niepewnych" jest na najlepszej drodze ku poważnie brzmiącej dojrzałości, ale nie ulega wątpliwości, że jej sytuacja uległa wyraźnej poprawie. Ot choćby w kwestii kanapy. Zaczynała wszak sezon, śpiąc na tej należącej do Daniela (Y'lan Noel), nie mając się gdzie podziać. A teraz proszę – rozfoliowała swoją w mieszkaniu, które nie wygląda już na przejściowe rozwiązanie, by na koniec pozwolić sobie nawet na uśmiech i głęboki oddech. Obydwa zasłużone, choć długo nic tego nie zapowiadało.

insecure2

Wręcz przeciwnie, 30. urodziny Issy wydawały się raczej jednym z dni typu "zapomnij o tym całym szajsie i baw się dobrze". Jak sama powiedziała, chce by były po prostu pozbawione dramatów i szczęśliwe. To drugie się udało, to pierwsze prawie, ale najważniejsze, że w obydwu przypadkach wyszło jej to na dobre, a my (wreszcie!) możemy powiedzieć, że widać postęp. Do przełomu jeszcze trochę, ale spokojnie, porządkowanie życia to nie taka prosta sprawa, wszystko po kolei.

Tak też wydaje się podchodzić do tego nasza bohaterka, która w końcu postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Począwszy od urządzenia mieszkania, poprzez poszukiwania pracy i organizację ulicznego festiwalu, aż do dania sobie czasu z wracającym po tajemniczej nieobecności Nathanem (Kendrick Sampson). Myślicie, że to niewiele? Zastanówcie się w takim razie, czy dawna Issa w każdej z tych spraw zareagowałaby podobnie. Bo ja dotąd widziałem kobietę, która nie ma szczególnego pomysłu na samodzielne życie i nie robi wiele, jeśli coś jej nie odpowiada. Kogoś, kto niewątpliwie przyjąłby z powrotem skruszonego Nathana, zbytnio się nad tym nie zastanawiając.

Tymczasem bogatsza w różne doświadczenia Issa mówi "może" i daje sobie czas na przemyślenia. Wścieka się również na Molly (Yvonne Orji), gdy ta bez jej wiedzy załatwia sprawę z Nathanem, kierując w jej stronę kilka bolesnych, ale prawdziwych słów. Bo "nowa" Issa ma dość tego, że ktoś podejmuje za nią decyzje. Jasne, intencje Molly były szlachetne, ale samo postępowanie, choć do pewnego stopnia słuszne, zdecydowanie wykraczało poza jej rolę. Dlatego też dobrze, że wszystko skończyło się ostrą konfrontacją pary przyjaciółek. Nic nie zobrazowałoby nam dojrzewania Issy lepiej.

insecure3

Zwłaszcza że pamiętne momenty tej dwójki mieliśmy w każdym sezonie, przez co stały się one swego rodzaju wyznacznikiem miejsca, w jakim znajdują się aktualnie "Niepewne". Gdy poprzednio dostaliśmy "Maroko", można było ulec fałszywemu wrażeniu, że jakoś to będzie, z którego wyprowadził nas kolejny sezon. Tym razem jednak, choć było mniej przyjemnie, wszyscy mogą na tym lepiej wyjść. Issa, bo powiedziała na głos, co myśli, wreszcie będąc aktywną nie tylko we własnej głowie czy przed lustrem. Ale także Molly, która najwyraźniej wzięła sobie do serca gorzkie słowa przyjaciółki, przyjmując do wiadomości, że sama może być swoim największym problemem.

"Niepewne" mogą czasami wyglądać, jakby zmierzały donikąd. Ale takie odcinki jak ten pokazują, że to jeden z lepiej przemyślanych komediodramatów w telewizji. Bez wszystkiego, co przechodziły w tym sezonie bohaterki, ani ich kłótnia nie brzmiałaby zbyt dramatycznie (miewały już gorsze), ani jej konsekwencje nie wyglądałyby na tak znaczące. A jednak mam wrażenie, że otrzymaliśmy w niej coś na kształt punktu zwrotnego. Molly przepraszająca za swoje zachowanie i dająca szansę facetowi? Tego jeszcze nie było i serial nam o tym przypomniał, nie bez powodu wracając tu do Jareda (Langston Kerman) – geja, który nie okazał się gejem.

Spisywanie ludzi na straty przy najmniejszych wątpliwościach i dostrzeganie w każdym potencjalnego zagrożenia było problemem Molly od początku. Długi czas, jaki zajęło nam i jej dotarcie do sedna sprawy, nie poszedł jednak na marne. Wręcz przeciwnie, dzięki temu łatwiej docenić precyzję, z jaką twórcy poprowadzili jej wątek, a także znaczenie gestu, jaki wykonała w stronę Andrew (Alexander Hodge). Gestu, którym dała do zrozumienia, że jest gotowa nad sobą pracować. I ona, i Issa wydają się wreszcie świadome, że happy end nie nadejdzie tak po prostu i trzeba o niego zadbać.

insecure4

A wszystko to złożyło się w ładną całość z wątkiem Lawrence'a (Jay Ellis), rozpoczętym jego rozmową z ojcem. Uwielbiam, gdy takie wrzucone ni stąd, ni zowąd sceny w końcowym rozrachunku okazują się kluczem do większej historii. "Nad związkami trzeba pracować. Wam się nie chce" – przecież to słowa, które można w różny sposób odnieść do każdego z bohaterów. Lawrence'a, którego związek z Issą rozpadł się, bo poczuł się zbyt wygodnie, a przygodne relacje skończyły się dla niego chlamydią. Issy, która szukała pasji i ognia, zapominając o solidnych fundamentach. Molly, wykluczającej każdego kandydata, który od początku nie był ideałem. Tu naprawdę nie ma ani grama przypadku.

Mnóstwo seriali mówi o dojrzewaniu, praktycznie każdy stara się rozwijać swoje postaci. Ale ile z nich robi to w naprawdę przemyślany i w stu procentach przekonujący sposób? Niewiele. "Niepewne" co rusz udowadniają, że należą do tego grona, nie będąc tylko kolejnym komediodramatem, który pod wyrazistą powierzchnią skrywa utarte schematy. Twórcy rzeczywiście pracują nad swoimi postaciami, czyniąc z nich ludzi z krwi i kości, a nie scenariuszowe wydmuszki.

A przecież można by łatwiej, choćby skupiając się na Issie i Lawrence'ie. Jego zaskakujący powrót w połowie sezonu (zapowiadano, że w ogóle go nie będzie i muszę przyznać, że w to uwierzyłem) wręcz skłaniał do takiego rozwiązania, a wyczuwalne napięcie między tą dwójką tylko to potwierdzało. Ale nie, to byłoby zbyt proste. Ich kolejne spotkanie, gdy zachowywali się jak para starych kumpli, dało ostatecznie do zrozumienia, że coś się między nimi skończyło. Naturalność tych scen pozwoliła z kolei zrozumieć, że to dobre rozwiązanie dla wszystkich. Jasne, potencjalny nowy związek Lawrence'a sugeruje powrót do tematu, ale nie sądzę, by miało się skończyć jakimiś tandetnymi scenami zazdrości – to po prostu nie ten typ serialu.

insecure1

Prędzej można się spodziewać kolejnego egzaminu dojrzałości dla Issy, która przecież jest ciągle na początku na swojej drogi. A ta im dalej, tym wygląda bardziej wyboiście. Czy jest gdzieś na niej Nathan? Jeśli tak, to bez wątpienia czeka nas trudna przeprawa, zważając na jego trudności z najprostszą komunikacją. Choć możliwe, że stoi za tym coś zupełnie innego, o czym na razie ani my, ani Issa nie mamy pojęcia. W każdym razie czekam z niecierpliwością, by zobaczyć, co z tego wyniknie. I czy bohaterka wytrwa w postanowieniu zorganizowania festiwalu. I czy Molly jest skazana na bycie znienawidzoną partnerką w firmie. I całą resztę, licząc, że dostaniemy więcej Kelli (Natasha Rothwell) i Tiffany (Amanda Seales).

Bo choćby właśnie niedostateczne wykorzystanie potencjału tej dwójki sprawia, że "Niepewne" nie mają za sobą doskonałego sezonu. Było w nim zresztą więcej wyborów, które trudno szczególnie uwielbiać, że wspomnę tylko przedłużającą się obecność Daniela kosztem Lawrence'a, czy dotyczące ich obu, prowadzące donikąd wątki. Może z pewnych rzeczy trzeba było zrezygnować, wszak osiem odcinków to przy takim serialu naprawdę mało czasu. Mają więc twórcy co poprawiać, choć i tak jestem pewien, że gdy Issa i reszta wrócą, znów będą w szczytowej formie. Inna przecież u nich nie występuje.

Wszystkie sezony "Niepewnych" są dostępne w HBO GO.