"The Cry", czyli matka na skraju załamania nerwowego – recenzja nowego serialu BBC z Jenną Coleman

"The Cry" (Fot. BBC)

Dopracowany, zniuansowany portret głównej bohaterki, zagranej brawurowo przez Jennę Coleman, wyróżnia "The Cry" na tle innych thrillerów skupionych wokół rodzinnej tragedii.

Skończył się "Bodyguard", zaczęło się "The Cry". I chociaż w nowym miniserialu BBC, który zastąpił w ramówce przebój Jeda Marcurio, również istotne są tajemnice, to mamy tu do czynienia ze sporą zmianą klimatu. W adaptacji powieści Helen FitzGerald dostajemy bowiem skomplikowaną psychologicznie opowieść rodzinną, a elementy zagadki i śledztwa schodzą na drugi plan w tej brytyjsko-australijskiej koprodukcji napisanej przez Jacquelin Perske ("Seven Types of Ambiguity") i wyreżyserowanej przez Glendyn Ivin ("Safe Harbour").

Joanna (Jenna Coleman, "Doktor Who", Wiktoria") to matka kilkumiesięcznego Noah i żona Alistaira (Ewen Leslie, "Top of the Lake"). Dochodzi do tragedii: niemowlę na chwilę zostawione bez opieki zostaje przez kogoś porwane z samochodu. To jednak sytuacja w jednym planie czasowym – tym najtrudniejszym do oglądania, bo przed zaginięciem Noah obserwujemy matkę, która sobie nie radzi, a nie ma odwagi, by się do tego przyznać. Sceny, w których Joanna porównuje się z innymi matkami, pada z wyczerpania, ucieka myślami lub wręcz dosłownie ukrywa się przed krzykiem dziecka, to kawał porządnego dramatu dotyczącego wciąż rzadko poruszanego wątku trudnej sytuacji młodych matek.

Na dodatek Joanna musi zmierzyć się z wyczerpującą podróżą do Australii. Alistair chce odzyskać córkę, Chloe (Markella Kavenagh, "Piknik pod Wiszącą Skałą"), którą matka, Alexandra (Asher Keddie), po rozpadzie małżeństwa zabrała z powrotem na drugą stronę globu. Co ważne, twórcy miniserii pokazują nam również perspektywę tamtych kobiet z rodziny Alistaira, dodatkowo niuansując i tak złożone relacje między bohaterami.

the-cry-1

"The Cry" to gatunkowo thriller, mamy tu więc też sceny, w których Joannę przesłuchuje sądowy psychiatra, a także fragmenty procesu i medialnego spektaklu związanego z zaginięciem Noah. Nie chcę w tej kwestii za dużo zdradzać, zresztą trudno byłoby powiedzieć coś z całkowitą pewnością. Twórcy bowiem tak prowadzą fabułę, by widz miał wrażenie, że tylko domyśla się tego, czego jeszcze nie pokazano – a równocześnie należy założyć, że wszystko może wyglądać zupełnie inaczej, niż się wydaje.

"The Cry" sięgają również do początków znajomości Joanny i Alistaira, z każdą kolejną sceną sugerując, że jesteśmy daleko od bajkowego romansu radosnej nauczycielki ze statecznym doradcą politycznym, na co mogłoby wskazywać urocze pierwsze spotkanie. Śledzenie relacji między tą parą, pozornie życzliwych i stabilnych, a w praktyce wyraźnie podporządkowanym wymogom dominującego w związku Alistaira, to bardzo dobra warstwa serialu.

Pilotowy odcinek rozkręca się dość długo, a twórcy nie ułatwiają zaangażowania się od razu emocjonalnie w tę historię, bo trochę nadużywają przeskoków między planami czasowymi. Efekt jest ładny montażowo, ale serialowi lepiej wychodzą długie sekwencje, gdy w ramach jednej "wersji" bohaterki Coleman ma szansę pokazać narastającą tłumioną rozpacz. Aktorka jest świetna w tej roli, ze swoim niepokojącym uśmiecham niby niewinnej dziewczynki, która zdecydowanie coś ukrywa. Joanna zmienia się między planami czasowymi – i mocno przeraża fakt, że najbardziej świadoma, pewna siebie jest po wszystkim, co się wydarzało.

the-cry-2

Warstwa tajemnicy intryguje, nie psuje całości. Bardzo chętnie dowiem się, co się stało z Noah w Australii i jak doszło do procesu jego matki. Zwłaszcza że pojawia się tu też wątek medialnego szału, który z Joanny i Alistaira zrobił celebrytów. Jednak ciekawsze było dla mnie oglądanie, jak Joanna, niedoświadczona w roli matki, biernie poddająca się tradycyjnemu modelowi, w którym mąż pracuje, więc ona nie śpi w nocy, bo dziecko płacze, zaczyna się rozpadać.

Można wskazać niewielkie minusy. Mam nadzieję, że sprawy zawodowe Alistaira okażą się ważne dla dalszego rozwoju akcji, bo jeśli nie, to straciliśmy na nie zdecydowanie za dużo czasu w pilocie. Nie mam też pewności, czy po obiecującym naszkicowaniu portretu głównej bohaterki oraz jej relacji z innymi postaciami twórcy nie pójdą w bardziej tabloidowe wątki. Ale po obiecującym odcinku otwierającym miniserial jestem gotowa dać "The Cry" kredyt zaufania.

Pierwsze minuty wydały mi się nieco chaotyczne i z nadmiarem monologów wygłaszanych tak, jakby było odkrywcze (a nie są). Ale potem opowieść naprawdę wciąga, nawet jeśli jej warstwa psychologiczna bywa bolesna. A że "The Cry" składać się będzie z zaledwie czterech odcinków, to na pewno warto spróbować.

REKLAMA