Nie tylko Sherlock – mniej znane telewizyjne wcielenia Benedicta Cumberbatcha

"Van Gogh: Malowane słowami" (Fot. BBC)

Wydaje się wam, że filmografię Benedicta Cumberbatcha znacie na pamięć? Przyjrzeliśmy się bliżej kilku mniej popularnym wcieleniom aktora i coś nam mówi, że możecie być zaskoczeni.

Nie będzie przesadą stwierdzić, że każdy skądś zna Benedicta Cumberbatcha. Jeden z najlepszych współczesnych aktorów z Wielkiej Brytanii (albo i w ogóle) już od jakiegoś czasu znajduje się u szczytu sławy, z powodzeniem łącząc znakomite kreacje w ambitnych produkcjach typu "Gry tajemnic" z rolami w największych kasowych przebojach, na czele z Doktorem Strange'em z marvelowskiego uniwersum. Do tego dochodzą seriale, jak znakomity "Patrick Melrose" z tego roku, oraz występy teatralne. I pomyśleć, że to wszystko zaczęło się od "Sherlocka".

To właśnie rola w serialu BBC przyniosła Cumberbatchowi międzynarodową sławę, czyniąc z niego gwiazdę pierwszej wielkości. Ale bynajmniej nie rozpoczęła jego kariery – ta wystartowała dobrych kilka lat wcześniej, na początku obecnego stulecia, by po pierwszych występach na deskach teatrów i niewielkich rolach w telewizji, szybko zacząć się dynamicznie i intensywnie rozwijać.

Tak bardzo, że przeglądając dziś jego filmografię, trudno uwierzyć, jak wiele w niej tytułów, które nie muszą wam nic mówić. A szkoda żeby tak pozostało, zwłaszcza że pełno w niej prawdziwych perełek, z których część jest łatwo dostępna w strefie ABO serwisu TVP VOD. Tak jak choćby "Wysepka", dwuczęściowy film telewizyjny z 2009 roku, będący adaptacją powieści autorstwa Andrei Levy.

© BBC 2009

© BBC 2009

Gdy dziś patrzy się na tę trzygodzinną produkcję, można zachwycić się już samą obsadą. W tej, oprócz Cumberbatcha, znaleźli się bowiem Naomie Harris ("Moonlight"), Ruth Wilson ("The Affair") i David Oyelowo ("Selma"). Tak znakomity kwartet w głównych rolach musiał poskutkować czymś wyjątkowym i rzeczywiście – "Wysepka" robi wrażenie nie tylko jako kolejna wystawna produkcja kostiumowa BBC, ale też wysokiej klasy telewizyjny dramat, poruszający trudne i całkiem aktualne tematy.

Historia rozgrywa się w powojennym Londynie i opowiada o pochodzącym z Jamajki małżeństwie, próbującym odnaleźć się w świecie pełnym biedy, uprzedzeń i nadużyć. Całość wciąga, emocjonuje i świetnie się ogląda, pomimo pewnych scenariuszowych uproszczeń wynikających z formatu. Te jednak obchodzone są bezbłędnie przez obsadę, której gra sprawia, że każdy z bohaterów wyrasta na pełnowymiarową postać. Także grany przez Cumberbatcha Bernard – mężczyzna pełen wad i słabości, ale na swój sposób wzbudzający współczucie.

Mając w pamięci najbardziej efektowne role aktora, ta może wydać się niezbyt atrakcyjna, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Wcielając się w sztywnego i z trudem wyrażającego emocje bohatera, aktor skromnymi środkami zdołał oddać cały jego skomplikowany charakter. Z jakim skutkiem, świadczy zgarnięta za ten występ nominacja do nagrody BAFTA.

Ta była już drugą w jego karierze, bo pierwszą uzyskał w 2004 roku, dzięki występowi w biograficznym filmie o Stephenie Hawkingu. "Hawking" to pierwsza główna rola Cumberbatcha w karierze i do dziś jedna z najlepiej ocenianych. Wcielając się w zaledwie 21-letniego przyszłego słynnego astrofizyka, aktor bezbłędnie zmierzył się z wymagającą także pod względem fizycznym rolą, świetnie oddając targające młodym naukowcem emocje i wątpliwości.

Po tym sukcesie znaczenie Cumberbatcha zaczęło rosnąć. Pojawiały się pierwsze istotne role filmowe i kolejne pierwszoplanowe w telewizji, ujawniające przy okazji talent niedającego się zaszufladkować aktora. Tu jako przykład można wymienić "The Last Enemy", 5-odcinkowy thriller BBC z 2008 roku, w którym wcielił się w Stephena Ezarda, matematycznego geniusza wplątanego w rządową aferę w dystopijnej Wielkiej Brytanii z nieodległej przyszłości. W tej kreacji aktora wyraźnie było już czuć echa wczesnego "Sherlocka".

© BBC 2008

© BBC 2008

Ale jeszcze zanim nasz bohater został słynnym detektywem, można go było zobaczyć w roli kolejnej historycznej postaci, a mianowicie Vincenta Van Gogha. W fabularyzowanym dokumencie "Van Gogh – Malowane słowami" (można go znaleźć w TVP VOD) przedstawiono historię życia słynnego artysty opowiedzianą jego własnymi słowami. Poza dokumentalną narracją, film składa się bowiem ze scen, w których kwestie pochodzą z listów autorstwa samego malarza.

Te Van Gogh pisał do swojego brata, Theo, przedstawiając w nich w szczegółach swoje przeżycia – zarówno te piękne, kształtujące jego artystyczną tożsamość, jak i piekielnie mroczne, z których przebijały zaburzenia psychiczne i depresja. Wszystko razem złożyło się na fascynujący portret geniusza i udręczonego człowieka w jednym.

"Van Gogh – Malowane słowami" to opowieść poruszająca, piękna wizualnie (przewijają się w niej dzieła artysty z różnych okresów jego twórczości), ale też przygnębiająco smutna, także dzięki kreacji Cumberbatcha. Jak z niewielkich w gruncie rzeczy fragmentów udało mu się stworzyć wielowymiarową i charyzmatyczną postać, pozostanie jego tajemnicą. A przy tym trzeba zaznaczyć, że to kolejna rola zaprzeczająca wizerunkowi bardzo ekspresyjnego aktora, jaki miał wkrótce uzyskać.

© BBC 2010

© BBC 2010

Coś pomiędzy dwoma aktorskimi obliczami Benedicta Cumberbatcha możemy z kolei obejrzeć w "Końcu defilady" – pierwszej telewizyjnej produkcji z jego udziałem z epoki "post-sherlockowskiej". Czyli takiej, w której nasz bohater stoi już na czele świetnej obsady (m.in. Rebecca Hall, Adelaide Clemens, Rupert Everett, Miranda Richardson) w zrealizowanej z rozmachem koprodukcji BBC i HBO, ekranizacji powieści Forda Madoxa Forda osadzonych w początkach XX wieku.

Miniserial (w TVP VOD znajdziecie jego 6-odcinkową wersję) przedstawia historię Christophera Tietjensa, konserwatywnego angielskiego arystokraty, uwięzionego pomiędzy poczuciem obowiązku wobec okrutnej żony, wiernością społecznym konwenansom, a własnym szczęściem. W pewnym stopniu jest to klasyczny melodramat, po części obraz zmieniającego się świata (akcja zachodzi na okres I wojny światowej), ale w największej mierze przesycona ironią, bolesnym sarkazmem i zwykłym smutkiem opowieść o sytuacji bez wyjścia.

Do tego zawierająca rzecz jasna Benedicta Cumberbatcha w kostiumie z epoki, który nie przeszkodził mu stworzyć kolejnej bez mała genialnej kreacji. Na pozór spokojnej i pozbawionej szczególnych fajerwerków, ale jednocześnie bardzo złożonej pod względem emocjonalnym. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że pod wieloma względami była to wówczas najbardziej wymagająca z dotychczasowych ról aktora i żal, że doceniono ją "tylko" nominacją do Emmy.

Oczywiście na niej wyzwania się nie skończyły. Wręcz przeciwnie, wraz ze skalą produkcji, w jakich pojawiał się Cumberbatch, rosły wobec niego wymagania. Wszystkim jednak stawiał czoła z co najmniej dobrym skutkiem, niezależenie od tego, czy trzeba było zostać superbohaterem, smokiem, kosmicznym zbrodniarzem czy Julianem Assange'em. Przyznacie, że to spory rozmach i jeszcze większy przeskok od czasów jego wcześniejszych ról.

Tych na przestrzeni lat było oczywiście o wiele więcej niż kilka wymienionych w tekście, a w ich różnorodności można przebierać do woli. Lubicie Benedicta Cumberbatcha w lekkim wydaniu? Sprawdźcie "Fortysomething", gdzie zagrał syna Hugh Laurie'ego (!). Wolicie go w dramatycznej wersji? Sięgnijcie po "The Child in Time", film BBC z 2017 roku, w którym wcielił się w ojca zrozpaczonego stratą córki. A może chcielibyście go zobaczyć w historycznym kostiumie? W takim razie wybór musi paść na "The Hollow Crown", ekranizację szekspirowskich sztuk, w której wcielił się w króla Ryszarda III.

Uff, można by tak jeszcze długo, bo wydaje się, że nie ma roli, w której Benedict Cumberbatch by się nie sprawdził. Oby w przyszłości jak najwięcej z nich było w produkcjach telewizyjnych, bo na podanych przykładach świetnie widać, że na małym ekranie jego talent rozkwita jak nigdzie indziej.

"Wysepkę", "Koniec defilady" i film "Van Gogh – Malowane słowami" znajdziecie w serwisie TVP VOD.

REKLAMA