Serialowe hity i kity – nasze podsumowanie tygodnia

"1983" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5

KIT TYGODNIA: "Dirty John", czyli tandeta z Connie Britton

"Dirty John" (Fot. Bravo)

"Dirty John" (Fot. Bravo)

O tym, że z podcastu da się zrobić świetny serial, przekonali nas ostatnio twórcy "Homecoming". Niestety, "Dirty John" gra w znacznie niższej lidze. To antologia, której 1. serię poświęcono romansowi Debry Newell (Connie Britton, "Friday Night Lights", "American Horror Story") z Johnem Meehanem (Eric Bana). Już pierwsza scena, w której główna bohaterka w zwolnionym tempie wędruje korytarzem, monologując z offu o tym, że wierzy w sny, a równocześnie dostajemy "mroczne" przebitki na plamy krwi, pokazuje dobitnie, z czym mamy do czynienia.

"Dirty John" to bowiem tandetny thriller i jeszcze gorsze romansidło. Byłoby z tego może znośne guilty pleasure, ale perypetie bogatej, zamężnej wcześniej wielokrotnie, a przy tym totalnie nijakiej Debry z Johnem, w zamierzeniu pewnie tajemniczym, a w praktyce po prostu skaczącym po zmiennych nastrojach, są równie absurdalne, co nudne. Nie pomaga drugi plan, bo córki zapatrzonej w partnera bohaterki, czyli rozpieszczona Veronica (Juno Temple, "Vinyl") i miła Terra (Julia Garner, "Ozark"), to karykatury postaci.

Serial stworzyła Alexandra Cunningham, scenarzystka "Desperate Housewives", ale z autoironią tamtej opowieści "Dirty John" nie ma nic wspólnego. Ma za to długie teledyskowe montaże luksusowych widoczków oraz koszmarne dialogi i monologi, których nawet Britton nie ratuje.

Naprawdę szkoda tej aktorki. Sądziłam, że marnowała się już w "Nashville", więc co dopiero powiedzieć o najnowszej produkcji z jej udziałem. W roli matki Debry z niezrozumiałych powodów pojawia się natomiast znana ze świetnych seriali Jean Smart ("Fargo", "Legion"). Obie aktorki źle wybrały i utknęły w świecie "Dirty John". Widzowie zdecydowanie nie powinni popełnić tego samego błędu. [Kamila Czaja]

1 2 3 4 5