Złote Globy 2019 – kogo brakuje wśród nominowanych?

"Maniac" (Fot. Netflix)

0

Dużo świetnych nominacji, ale i poważne braki. Przyglądam się liście nominowanych do Złotych Globów i pytam: gdzie jest "Better Call Saul"? "Nawiedzony dom na wzgórzu"? "Maniac"?

Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej zaskakuje nas co roku tak jak zima drogowców. I w zasadzie nie potrafimy powiedzieć, czy to dobrze, czy źle, bo w nominacjach do Złotych Globów na pewno jest zawsze sporo świeżości. Jest też bardzo dużo dziwnych wyborów, nagród za nazwiska i czegoś, co z braku lepszego określenia nazywamy totalnym odlotem. Dokładnie tak wygląda tegoroczna lista nominacji do Złotych Globów.

Ciekawy jest zwłaszcza zestaw nominowanych seriali dramatycznych – żadnego z nich nie było przed rokiem, a cztery z pięciu to produkcje całkiem nowe. W komediach też mamy zmianę warty, bo z zestawu sprzed roku ostała się tylko "The Marvelous Mrs. Maisel", a do tego mamy "The Good Place" i trzy nowości. Uporządkujmy ten bałagan i przede wszystkim zastanówmy się, czego brakuje.

ZASKOCZENIA NA PLUS:

Bardzo dużo świeżości. Można mieć wątpliwości co do tego, czy nominowano te tytuły, które "trzeba", ale pewna jest jedna rzecz: tegoroczna lista znacząco różni się od tej sprzed roku. I nie chodzi tylko o to, że "Gra o tron", "Stranger Things" czy "The Crown" mają przerwę. Całkiem zignorowano "This Is Us" (które wciąż oglądam i lubię, ale i tak mówię: wreszcie!) i "House of Cards". "Opowieść podręcznej" ma tylko nominacje aktorskie. W komediach wycięto "Black-ish". Z "Westworld" nominowano tylko Thandie Newton. To wszystko przetasowania, które zdecydowanie popieram.

"The Americans"! "The Americans"! "The Americans"! Miałam nadzieję, że nie zapomną o moim najlepszym serialu tego roku, ale trzech nominacji się nie spodziewałam. Nie mam pojęcia, jak duża jest szansa na wygraną w głównej kategorii, ale w tym momencie fani jednego z najbardziej niedocenianych seriali ostatnich lat mają się z czego cieszyć.

"Pose" – i to podwójnie! Pierwsze podsumowania roku wg krytyków pokazują, że serial Ryana Murphy'ego o społeczności transgenderowej zbierze sporo pochwał. Co mnie bardzo cieszy. To zdecydowanie jeden z najlepszych seriali 2018, a rola Billy'ego Portera to czyste złoto.

"Killing Eve" też razy dwa. Powinno być razy trzy, ale marudzić będę niżej. Tymczasem cieszę się, że doceniono jedną z najbardziej wdzięcznych tegorocznych niespodzianek serialowych.

"Homecoming" i Stephan James. W tym przypadku nie ma zaskoczenia: "Homecoming" i Julia Roberts musieli na tej liście być. Ale Stephan James, odtwórca roli Waltera Cruza, to już spora niespodzianka, bo mówimy o młodym i stosunkowo nieznanym aktorze. Super, że go dostrzeżono.

"Barry" razy trzy. Najlepsza moim zdaniem obok "Atlanty" tegoroczna komedia zdobyła nominację w głównej kategorii, a także dwie aktorskie – dla Billa Hadera i Henry'ego Winklera. Obu panom życzę wygranej, uważam, że w tym roku byli absolutnie bezkonkurencyjni.

Wreszcie nie zignorowali "The Good Place" i Kristen Bell. Zignorowali Teda Dansona, ale i tak jesteśmy do przodu w porównaniu z rokiem poprzednim.

Jest "Kidding" i Jim Carrey. To z kolei serial bardzo niedoceniany w pierwszych topkach krytyków, które już się ukazały. Szkoda, bo moim zdaniem to świetna rzecz – mądra, zrobiona z pomysłem i uderzająco depresyjna, nawet jak na współczesne komedie.

"The Marvelous Mrs. Maisel" powraca. Nie miałam wątpliwości, że ten tytuł tutaj będzie – i oczywiście jest. Już po raz drugi – rok temu zadebiutował i zgarnął, co się dało.

Nominacje dla Donalda Glovera i Alison Brie. Dobrze, że są, choć to niestety nagrody pocieszenia, bo i "Atlantę", i "GLOW" niestety zignorowano w głównej kategorii.

Yvonne Strahovski też tu jest. Nie będę płakać, że "Opowieść podręcznej" została pominięta w głównej kategorii, a Elisabeth Moss pewnie swoją kategorię przegra, może z Julią Roberts, może z Sandrą Oh, a może (oby!) z Keri Russell. Ale Yvonne nominacja rzeczywiście się należała, bo w 2. sezonie przemieniła królową śniegu Serenę w wielowymiarową istotę ludzką.

Dużo świetności w miniserialach. Mam tu pewne "ale", niemniej jednak plusów jest bardzo dużo: "American Crime Story" i Darren Criss, "Ostre przedmioty" i Amy Adams, "Ucieczka z Dannemory" i Patricia Arquette, a do tego jeszcze Benedict Cumberbatch, choć tylko w kategorii aktorskiej. Wygląda to wręcz oscarowo, zwłaszcza że o jedną nagrodę rywalizują Hugh Grant i Antonio Banderas – a ja i tak liczę na to, że sprzątnie im ją sprzed nosa chłopak z "Glee", który w tym roku przemienił się w charyzmatycznego psychopatę.

I chyba będę musiała nadrobić "Skandal w angielskim stylu". Do tej pory myślałam, że to tylko ciekawostka w świetnej obsadzie. Tymczasem tutaj serial BBC ma trzy nominacje, a "Patrick Melrose" tylko jedną. Nawet jeśli nie traktuję Złotych Globów jak wyroczni, to dla mnie sygnał, żeby jednak zerknąć na serial o skandalicznej angielskiej polityce. Jakby co – Mateusz poleca.

ZASKOCZENIA NA MINUS:

Co w tym gronie robi "Bodyguard"? Dlaczego sensacyjniak o klasę słabszy od "Line of Duty" zdobył dwie nominacje do Złotych Globów? Nie potrafię tego wyjaśnić inaczej niż jego popularnością. Ja "Bodyguarda" uwielbiam, ale jednak stawiam go jednak na półce z oznaczeniem "guilty pleasure". Nie mam też nic do odgrywającego główną rolę Richarda Maddena, ale uważam, że jest naprawdę długa lista tych, którzy zasłużyli bardziej.

"Better Call Saul" porzucone i zapomniane. Podczas gdy wielu krytyków po najnowszym sezonie uznało, że serial nie tylko się zrównał, ale wręcz prześcignął pod względem dawki emocji "Breaking Bad", tutaj został zignorowany. Do elitarnego grona nominowanych nie dopuszczono także tym razem Boba Odenkirka – po sezonie, w którym przeszedł samego siebie. Nie rozumiem tego. I serial, i odtwórcę głównej roli nominowano wcześniej, kiedy jeszcze nie pokazywali pełni swoich możliwości.

Nic dla "Nawiedzonego domu na wzgórzu". Tego akurat się spodziewałam, bo jeżeli serial należy do gatunku "horror", jest ignorowany przez wszystkie szacowne gremia. Chyba że tworzy go Ryan Murphy, wtedy jest doceniany bardziej niż powinien. Wbrew rozsądkowi liczyłam choćby na jedną, malutką nominację, a tu zupełnie nic.

Brakuje Jodie Comer. W "Killing Eve" przyciągała wzrok co najmniej tak jak Sandra Oh, a może nawet bardziej.

Znów nic dla "The Good Fight" i Christine Baranski. Bardzo niedoceniany serial i to się chyba już nie zmieni.

Nie ma "Kronik Times Square". Wycięto także Maggie Gyllenhaal, jeszcze przed rokiem tu obecną.

Zapomniano o "Genialnej przyjaciółce". Nie żebym liczyła na nagrodę dla serialu, który nie jest anglojęzyczny. Ale tak się składa, że akurat ten zrobił furorę wśród amerykańskich krytyków – moim zdaniem zasłużenie. Więc czemu nie wśród zagranicznych dziennikarzy?

J.K. Simmons zignorowany razy dwa. Ktoś tu chyba nie widział, jak ten pan gra dwóch Howardów w "Odpowiedniku".

"Atlanta" pominięta w głównej kategorii. A tak się składa, że miała rewelacyjny 2. sezon – nawet lepszy niż pierwszy! – i pewnie wygra wiele rankingów pt. serial roku. Tak, wygra ze wszystkimi serialami, nie tylko z komediami. W głosowaniu Metacritic w tym momencie prowadzi, choć to oczywiście dopiero początek zliczania głosów.

"GLOW" również niedocenione. Podobnie jak Betty Gilpin, która powinna być na tej liście razem z Alison Brie. Te panie chyba nominowane są na zmianę – jedną lubi Akademia Telewizyjna, drugą Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej.

"Murphy Brown"? "Will & Grace"? Serio? Jest tyle świeższych komedii i lepszych ról. Rozumiem, że sentymenty robią swoje, ale po to, żeby aktorki z tych dwóch tytułów mogły być na liście, zignorowano chociażby Issę Rae, Rachel Bloom czy Mayę Rudolph z "Forever".

Nie ma "Sorry for Your Loss". I jest mi naprawdę przykro. Elizabeth Olsen zrobiła cudowną rzecz i zasłużyła na więcej. Tymczasem serial zostanie pewnie skasowany, bo Facebook nie był w stanie z nim dotrzeć do ludzi (albo liczył, że ludzie sami go znajdą).

Zapomnieli o "The End of the F***ing World". A ode mnie Alex Lawther dostałby wszystkie nagrody tego świata za rolę chłopaka, który na dzień dobry nam oznajmił, że jest psychopatą.

Gdzie jest "Maniac"? Zadziwiająca sprawa. OK, "Maniacowi" pewnie daleko do największego hitu roku. Ale to bardzo wdzięczna popkulturowa perełka, która zasługiwała na swoje miejsce w miniserialach. Powiedziałabym, że nawet potrójne: wśród najlepszych miniseriali, aktorek (Emma Stone) i aktorów (Jonah Hill lub/i Justin Theroux). Wygrać raczej by nie wygrała, ale powinna tu być.

Co z "Patrickiem Melrose'em"? Dla mnie bezapelacyjnie jeden z najlepszych miniseriali roku. Dla tutejszego jury serial słabszy niż "Alienista". Hm...

Gdzie jest "Mała doboszka" i Florence Pugh? "Nocny recepcjonista" zrobił furorę. Trochę trudniejszy w odbiorze serial z mniej znaną dziewczyną w roli głównej już tego sukcesu nie powtórzył. A wielka szkoda, bo jest o klasę lepszy.

Brakuje również "Terroru" albo chociaż Jareda Harrisa. Powód pominięcia prawdopodobnie ten sam co w przypadku "Nawiedzonego domu na wzgórzu": jeśli serial jest horrorem, ma trudniej już na starcie.

Connie Britton i "Dirty John" to jakieś WTF. Przy całej mojej sympatii do Britton, która jest naprawdę duża – ten serial to absolutny koszmar. Nie powinno go tu być.

Liczyłam na Judith Light z "American Crime Story". Uważam, że odcinek o małżeństwie Miglinów był najlepszy z całości, a Judith Light przebiła swoim występem Penelope Cruz. No ale tutaj uważają inaczej.

Nic dla "The Romanoffs"!? OK, żartuję.