Nasz top 15: Najlepsze nowe seriale 2018 roku

"Ostre przedmioty" (Fot. HBO)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15

2. "Pose"

Pose recenzja

"Pose" (Fot. FX)

Ryan Murphy to we współczesnej amerykańskiej telewizji prawdziwy człowiek-orkiestra. A skoro tak, to nikogo nie powinno dziwić, że urządził sobie bal, na który zaprosił absolutnie wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy nie byliby mile widziani nigdzie indziej. Tak w skrócie widzimy "Pose" – serialową bombę wypełnioną tańcem, muzyką i dziką energią, a przede wszystkim ogromem autentycznych emocji.

Najnowsze ekranowe dziecko Murphy'ego (a także Brada Falchuka i scenarzysty Stevena Canalsa) zabiera nas do Nowego Jorku z lat 80., oprowadzając po eksplodujących tysiącem barw kręgach tamtejszej ball culture. Miejsca stworzonego i wypełnionego przez osoby transgenderowe, homoseksualistów i wszystkich pozostałych, którzy w ten czy inny sposób zostali wypchnięci poza społeczny margines.

Spotykając się tam i urządzając jedyne w swoim rodzaju bale, czyli oszałamiające pokazy, na których obnoszenie się z własną innością było absolutnie pożądane, wszyscy ci outsiderzy odnajdywali sposób, by choć przez chwilę poczuć się istotną częścią czegoś większego. A nawet odnieść triumf, na który w "normalnym" świecie nigdy by im nie pozwolono. Tam byli przecież nikim, tu stawali się gwiazdami, które w świetle reflektorów lśniły najjaśniejszym blaskiem.

A że kto jak kto, ale Ryan Murphy w takiej konwencji odnaleźć potrafi się znakomicie, to "Pose" co chwilę częstowało nas zapierającą dech w piersi sekwencją, w której nie wiadomo było, na co patrzeć. Rozbuchane do granic możliwości, roztańczone, przestylizowane, tonące w kiczu i ekstrawagancji – nazywajcie to jak chcecie, słowa i tak nie oddadzą pełni ekranowego szaleństwa.

Szaleństwa, które było tylko jedną ze składowych "Pose". Bo to miało też szereg bohaterów, których historie, choć raczej standardowe, wzbudzały mnóstwo emocji. Z zapartym tchem śledziliśmy więc, jak odrzucona przez wszystkich kobieta walczy o własną rodzinę; wyrzucony z domu nastolatek sięga po swoje marzenia; młoda dziewczyna rozpaczliwie szuka miłości; a żywiołowy mistrz ceremonii staje oko w oko ze śmiercią. Raz było to przybrane w wizualne fajerwerki, kiedy indziej wyciszone, a nawet intymne, ale zawsze niesamowicie poruszające i ani przez chwilę nietrącące sztucznością.

Taki efekt można zaś było osiągnąć tylko w jeden sposób – zbierając na planie ekipę, która osobiście zaangażuje się w projekt, traktując go jako coś więcej, niż tylko kolejny serial. I to się bez wątpienia udało, bo największa transgenderowa obsada w historii telewizji daje tu z siebie absolutnie wszystko. Nieważne, czy wolicie dziką energię Billy'ego Portera, ogień w oczach Mj Rodriguez, delikatność Indyi Moore, czy cokolwiek innego – tych ludzi po prostu nie da się nie uwielbiać.

Podobnie jak całego "Pose", które może odstawać od najlepszych pod względem fabularnego wyrafinowania, ale bije ich na głowę, gdy chodzi o widoczną w każdym kadrze pasję. A to po prostu trzeba docenić. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15