Serialowe hity wracają – nasze podsumowanie tygodnia

"Seria niefortunnych zdarzeń" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5

Nowy rok, nowe hity. Na początek doceniamy m.in. "Serię niefortunnych zdarzeń", "Outlandera" i finał "Ucieczki z Dannemory". "Luther" został oszczędzony, choć niewiele zabrakło do kitu.

HIT TYGODNIA: Rodzinne spotkanie w "Outlanderze"

"Outlander" (Fot. Starz)

"Outlander" (Fot. Starz)

Kiedy hity i kity miały świąteczną przerwę, "Outlander" zaliczył serię świetnych odcinków, w których pierwsze skrzypce grali Brianna (Sophie Skelton) i Roger (Richard Rankin). W ich relacji od początku iskrzyło zarówno w dobrym, jak i złym sensie tego słowa, kiedy więc ona udała się do XVIII-wiecznej Szkocji, a następnie do Ameryki, on zaś podążył za nią, wiadomo było, że będzie się działo. I rzeczywiście, mieliśmy szybkie zaślubiny, seks, kłótnię, spotkanie z Bonnetem i gwałt, a teraz jeszcze niechcianą ciążę. Jak u Shondy Rhimes za najlepszych czasów.

Żarty jednak na bok, bo zarówno dwa poprzednie odcinki, jak i najnowszy, "The Birds & The Bees", oglądało mi się świetnie. Rodzinne spotkanie Fraserów zaczęło się od zabawnego momentu (mam na myśli tę jakże przyziemną sytuację, w której Bree spotkała swojego prawdziwego ojca), by przemienić się w emocjonalną petardę i melodramat z kilkoma twistami.

Brianna nie od początku, ale jednak złapała kontakt z Jamiem. Na jaw wyszła prawda o jej ciąży. Dowiedzieliśmy się, że Frank – facet, który zawsze obrywał od życia, choć niczym nie zawinił – znał prawdę o powrocie Claire do Jamiego. Okazało się też, że córka do teraz wini się za jego śmierć, bo być może mogła w pewnym momencie postąpić inaczej i tym samym zmienić bieg zdarzeń.

A jakby tych atrakcji było mało, na koniec jeszcze Rogerowi spuszczono porządny łomot za coś, czego nie zrobił (choć raz czy dwa sama bym go spoliczkowała za paskudne, seksistowskie traktowanie Bree), i nie wiemy w jakim jest stanie. Takie rodzinne spotkania możliwe są tylko w przypadku Fraserów. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5