Wszystkiego najlepszego, Abbi! "Broad City" – recenzja premiery 5. sezonu

"Broad City" (Fot. Comedy Central)

0

"Broad City" wróciło z 5. sezon, który będzie już ostatni. I najwyraźniej nie zamierza odejść cicho i spokojnie. Recenzujemy ze spoilerami premierowy odcinek "Stories".

Mam wrażenie, że ostatnio większość tekstów zaczynam od stwierdzenia, że nadchodzi czas pożegnania. Ale co poradzić, skoro dopiero co rozstałam się z ostatnimi odcinkami "Unbreakable Kimmy Schmidt", a "You're the Worst" i "Catastrophe" błyskawicznie zbliżają się do końca. I to samo dotyczy "Broad City", które wreszcie wróciło, ale już tylko na finałowy sezon.

Za to jeżeli cała seria miałaby wyglądać tak jak "Stories", to szykuje nam się doskonała zabawa. Poprzedni sezon okazał się nieco zbyt ustatkowany, można było odnieść wrażenie, że wszystko już o Abbi i Ilanie wiemy, że nie damy się zaskoczyć. Seria 5. wkroczyła natomiast z dużą świeżością zarówno pod względem formy, jak i wydarzeń w życiu bohaterek.

Fabularnie mamy tu moment przełomowy: 30. urodziny Abbi. Technicznie natomiast wszystko to zostało ubrane w formę Instagram Stories tworzonych przez Ilanę podczas próby przejścia Mahnattanu z góry na dół. A po drodze jest na co popatrzeć. I nie mam na myśli tylko wideoklipu "Ass of an Ageless Angel", który naprawdę nie powinien być aż tak zabawny i wzruszający, ale po latach spędzonych w tymi dwiema dziewczynami widz musi docenić emocje, które kryją się za kolejnymi ujęciami pupy.

Najnowszy odcinek "Broad City" jest tradycyjnie przezabawny, ale pod masą żartu kryją się tu poważniejsze tematy. Mimochodem Abbi wspomina, że sądziła, że w tym wieku będzie już żoną i matką. A potem dostaje szansę skonfrontowania swojego życia z tym prowadzonym przez Cheese (Cody Lindquist). I chociaż szybko okazuje się, że sielanka w licznej rodzinie to tylko pozory, to jednak pytanie o dorosłość wybrzmiewa w "Stories" wyraźnie.

Chodzi w końcu o Abbi, która za dojrzałość uważa wzięcie drugiej karty kredytowej i która nie potrafi wyjść z działu papierniczego, zafascynowana markerami. A świadomość, że mogłaby być przecież matką małego dziecka, zdaje się dla jubilatki wielkim odkryciem. No i jeszcze Ilana, której największy problem po poważnym zranieniu nogi jest taki, że nie potrafi wyjść ze studzienki, równocześnie filmując wszystko telefonem.

Na szczęście "Broad City" nie zamierza być kazaniem o konieczność zachowywania się "odpowiednio do wieku". Pozwala jednak bohaterkom czegoś się nauczyć. Choćby tego, żeby nie pokazywać danych karty kredytowej w internecie i że Titanic nie dopłynął do Nowego Jorku.

Broad City sezon 5

Abbi i Ilana, trzydziestoletnie i niepoukładane, mogą być sobą i pokazywać światu, że nie ma jednej recepty na życie. Ich osiągnięciem jest spacer przez Manhattan wbrew czyhającym na drodze przeciwnościom losu. A ich siłą przyjaźń, która w dużym stopniu obejmuje też innych ludzi, którzy chcieli spędzić ten dzień z Abbi. Dobrze było po takiej przerwie przypomnieć sobie, jak cudowni są Jaime (Artur Castro) i Lincoln (Hannibal Buress). Na dodatek pierwszy z nich ma nowego chłopaka, a w tej roli świetnie bawi się kojarzony z rolą twardziela w "Skandalu" Guillermo Díaz.

Przy całym szaleństwie wydarzeń, do którego dokłada się szaleństwo skaczącego obrazu ozdobionego komicznymi dodatkami, "Stories" okazuje się opowieścią z morałem, ale ten jest tu świetnie wypracowany. "Broad City" wykorzystuje bowiem zabawę instagramową formę przeciwko Instagramowi i zawłaszczaniu przez media społecznościowe życia całej generacji.

Sprytnie rozsiane po całym odcinku sygnały, że życie w sieci wyrwało się dziewczynom spod kontroli, a przez to zatraciły umiejętność doświadczania tego, co się dzieje, bez robienia temu zdjęcia, w końcówce dochodzą do głosu wprost. Czy teraz zobaczymy inne, odcięte od Instagrama Abbi i Ilanę? Trudno powiedzieć, bo po tak szalonym początku można się w kolejnych odcinkach spodziewać wszystkiego. Czekam. Z nową wiarą w serial, wcześniej nieco nadwątloną 4. sezonem.