"Outlander" kończy sezon pełen przygód i zmierza w kierunku rewolucji – recenzja finału 4. serii

"Outlander" (Fot. Starz)

0

Nieco chaotyczny, ale wypchany emocjami i prowadzący w kilku ciekawych kierunkach fabularnych – taki był 4. sezon "Outlandera". Podsumowujemy ze spoilerami z finału.

Jako że nie czytałam książek Diany Gabaldon z serii "Obca", każdy kolejny sezon serialu "Outlander" czymś mnie zaskakuje, jednocześnie przypominając mi, jak bardzo kiedyś uwielbiałam typowo przygodowe historie. Ten sezon, oparty na "Jesiennych werblach", miał w sobie coś z powieści Alfreda Szklarskiego czy Karola Maya, którymi zaczytywałam się w szkole. A do tego oczywiście romanse, dramaty, podróże w czasie i odważne sceny erotyczne już nie jednej, a dwóch par.

Najlepszą niespodzianką okazali się dla mnie Brianna (Sophie Skelton) i Roger (Richard Rankin) – to, jak dobrze wypadli w roli głównych bohaterów kilku odcinków i jak angażujące pod względem emocjonalnym okazały się ich perypetie. Choć zdarzało mi się mieć pewne wątpliwości co do tego, czy facet tak konserwatywny jak Roger aby na pewno jest najlepszym materiałem na miłość życia dla wyzwolonej, śmiałej, temperamentnej córki Jamiego (Sam Heughan) i Claire (Caitriona Balfe), udzieliło mi się jej finałowe wyczekiwanie na jego powrót. Razem z nią przeżyłam zawód, kiedy jej rodzice przyjechali sami do River Run, i cieszyłam się jak szalona, kiedy okazało się to jednak (choć cliffhanger też miałby swój urok).

To fantastyczna para, która ma w sobie mnóstwo ognia, a słowa Rogera z końcówki odcinka – "Zabierz mnie do mojego syna" – świadczą o jego przemianie. Szkocki historyk z XX wieku został sponiewierany w XVIII-wiecznej Ameryce, by dojrzeć i udowodnić sobie i nam – a także Bree – że koniec końców przede wszystkim jest przyzwoitym człowiekiem. Ale nawet nie znając ciągu dalszego z książek, możemy chyba założyć, że to nie będzie takie tradycyjne, spokojne, szczęśliwe małżeństwo. Oboje potrafią być porywczymi ludźmi, co sprawia, że ich związek zawsze będzie mieć w sobie nutkę nieprzewidywalności.

Outlander sezon 4

A że nieprzewidywalny bywa także Jamie, który nie zawsze od razu rozumie, o co w ogóle chodzi młodym ludziom wychowanym w XX wieku w okresie szybkich przemian społecznych, iskry pewnie jeszcze nieraz będą latać w powietrzu. Choć niekoniecznie już w ruch pójdą pięści – okazja do zbicia Jamiego na kwaśne jabłko była tylko jedna i Roger wykorzystał ją najlepiej jak mógł w jednej z najzabawniejszych scen sezonu.

Sam wynik starcia z rdzennymi Amerykanami bardzo mnie nie zdziwił. Wiadomo było, że Roger zostanie odzyskany, mogliśmy tylko spekulować, jaka będzie cena. Tego, że w zamian za wykupienie ukochanego Brianny młody Ian (John Bell) – tytułowy "Man of Worth", choć oczywiście można odnieść to określenie także do innych serialowych mężczyzn i ich decyzji w tym odcinku – zostanie praktycznie członkiem plemienia Mohawków, zdecydowanie nie przewidziałam. Tym bardziej nie przewidziałam, że będzie to coś, od czego Ian cały dosłownie rozpromienieje. Niemniej jednak jego szeroki uśmiech ma sens i będzie jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie zapamiętam z tego finału.

Wiele (gorzkiego) uroku miała także niezwykła historią Otter Tooth, który tym się różni od moich ulubionych bohaterów z dzieciństwa, że podróżował w czasie i wiedział, jaka przyszłość czeka rdzennych mieszkańców Ameryki. Serial zgrabnie wyjaśnił krążące wśród Mohawków przepowiednie, jak i srebrną plombę w zębie czaszki znalezionej na początku sezonu przez Claire, raz jeszcze dodając twist do historii, którą w jakiejś formie już znamy.

outlander04

Czadu dali Jocasta (Maria Doyle Kennedy) i Murtagh (Duncan Lacroix), kolejna temperamentna para w "Outlanderze". Przy tym, co wyprawiali zarówno oni, jak i Brianna z Rogerem, dramatyczny pocałunek Jamiego i Claire – kiedy myśleli, że znowu zostaną rozłączeni – wypadł tak sobie. Ten sezon udowodnił, że "Outlander" ma więcej seksownych par niż tylko ta, od której wszystko się zaczęło.

Czy mógł to być spójniejszy zarówno finał, jak i cały sezon? Pewnie tak. Skakanie po różnych wątkach i miejscówkach – tu River Run, tam Brianna z Rogerem, tu znów problemy rdzennych Amerykanów i budowa nowego domu Fraserów – bywało irytujące. Zmieszczono w tym sezonie naprawdę dużo nie do końca pasujących do siebie historii, często spychano Claire i Jamiego na drugi plan, a potencjał nowych postaci nie został w stu procentach wykorzystany (mówię zarówno o Jocaście, jak i Stephenie Bonnecie). Starych zresztą też – ot, choćby Marsali z Fergusem pojawiali się tylko wtedy, kiedy było zadanie do wykonania.

Ale dano nam w zamian wystarczająco dużo, bym przymknęła oko na panujący w serialu chaos. Zapowiadany powrót do Fraser's Ridge, małżeństwo Bree i Rogera, jak również zbliżanie się amerykańskiej rewolucji i niepewność co do dalszych losów Stephena Bonneta – chyba słusznie zakładam, że pirat wcale nie musiał zginąć w wybuchu w więzieniu? – pozwala mi optymistycznie patrzeć w przyszłość. 3. sezon "Outlandera" podobał mi się tak sobie, zwłaszcza w części dziejącej się na Karaibach. W 4. sezonie serial znów sporo w moich oczach zyskał, z jednej strony opowiadając wciągające historie przygodowe, a z drugiej dostarczając emocji, jakich nie było od czasów, kiedy Claire postanowiła wrócić do Jamiego.

Outlander sezon 4

Biorąc pod uwagę, jak długa i wielowątkowa jest seria Diany Gabaldon, nie spodziewam się, że "Outlander" zawsze będzie równy. To nie jest możliwe – wszystkie tak skomplikowane sagi, włącznie z "Grą o tron", mają swoje lepsze i gorsze momenty. Nie spodziewam się też, że to będzie serial, który w stu procentach spełni nadzieje co do zawartych w nim trudnych kwestii społecznych. Zapowiedzi twórców, że w 4. sezonie odniosą się do tego, co Ameryka zrobiła swoim rdzennym mieszkańcom, moim zdaniem zostały spełnione tylko częściowo. Ale pamiętajmy, że to – tylko i aż – produkcja typu guilty pleasure.

Tej ostatniej w 4. sezonie zdecydowanie nie brakowało. "Outlander" wciągał jak za najlepszych czasów, zapierał dech w piersi pięknymi widokami, oferował tonę emocji i przedstawił kolejnych wyrazistych bohaterów, na czele z ciotką Jocastą. Nie zapomniał też o mocniejszym cliffhangerze, bo nie dość że wróciła kwestia tego, po której stronie staną Fraserowie w czasie amerykańskiej rewolucji, to jeszcze cała sprawa zrobiła się dla nich osobista. W końcu oczekujący lojalności gubernator kazał Jamiemu ścigać i zabić własnego ojca chrzestnego.

Szykujcie się więc na kolejne emocje i kolejną wojnę w "Outlanderze", którego 5. sezon oparty będzie na książce "Ognisty krzyż". A na razie przed nami Droughtlander, czyli bardzo, bardzo długi okres oczekiwania na kolejne odcinki.

"Outlander" jest dostępny w serwisie Netflix.

  • BMR

    Zważywszy, że seria "Outlander" od 28 lat ciągle "się pisze" (na horyzoncie dziewiąty tom- a po drodze była jeszcze seria o Lordzie Johnie), wszelkie założenia co do dalszych losów bohaterów są uprawnione :)
    "Outlander" nie jest i nie będzie równy, bo i książki nie są równe- od niektórych rozdziałów nie sposób się oderwać, a inne ciągną się jak flaki z olejem. Ale nawet w przypadku najnudniejszych wątków jest na czym oko zaczepić (bo wizualnie jest ślicznie). A czwartego sezonu zdecydowanie nie można zaliczyć do nudnych- bawiąc się wątkami, mieszając w scenariuszu i zmieniając go w porównaniu do książkowego pierwowzoru, twórcy zrobili kawał naprawdę dobrej roboty. Oby tak dalej.

  • michax

    Zgadzam się z Martą, że to powrót do formy serialu, po trochę słabszym poprzednim sezonie. Ale powiem Ci, że chyba jesteś w mniejszości, tak jak ja, w przypadku oceny finału tej serii, bo podobał Ci się. W polskim internecie raczej wszyscy krytykują finał, ale chwalą sezon. Dla mnie finał to dobry odcinek, któremu postawiłbym 7/10, bo były lepsze w tej serii, ale na tyle fajny odcinek, że dobrze się bawiłem. A spotkałem się już z takimi opiniami, że w 4 serii Outlander to już nie to samo co wcześniej przez odejście Moore'a, które odbiło się na poziomie serialu, a ja przyznam, że gdyby nie to że nie napisał żadnego odcinka w tej serii to jakoś bym nie zauważył jego nieobecności, bo poziom wcale nie jest niższy, serial się nic nie zmienił. Niższy poziom był w 3 serii, która była trochę słabsza, a czwórka to powrót do formy.

    Ale za to w USA sezon czwarty jest bardzo krytykowany przez widzów, dziennikarzy i krytyków. Chyba w każdym odcinku jest coś co nie podchodzi recenzentom (mówię głównie o reckach na denofgeek i avclub, bo te czytałem). Chyba prawie każdemu odcinkowi się obrywa, oceny są w okolicach 2 i 3/5. I jak tak wczytuję się w te recenzje to wychodzi, że nie podoba się amerykanom Brianna i jej ukochany brodacz, a też np. to jak przedstawiono Indian. Oberwało się serialowi to jak przedstawiono ciocię Jamiego, jako sympatyczną osobę. Jocasta jest właścicielem niewolników i jak można mieć ciepłe uczucia do właścicielki niewolników, tak jakby każdy właściciel niewolników był okrutnikiem i psycholem. Pamiętam niskie oceny i krytykę odcinków w których debiutowała Jocasta, która mnie dziwiła, bo uważam, że to jedne z najlepszych w sezonie, ale jak przeczytałem to zrozumiałem skąd się wzięła.

    Ogólnie to dobry sezon w którym w bardzo gładki sposób wprowadzili na pierwszy plan Briannę i Rogera, którzy świetnie się spisują. Więc jak kiedyś Jamie i Claire przejdą na emeryturę to nie będę miał problemu ze zmianą głównych ról, bo pokazali w 4 serii, że pociągnąć mogą odcinki sami, bez Jamiego i Claire. Nie czytałem książek więc nie wiem czy Jamiego i Claire całkowicie zastąpiło z czasem młodsze pokolenie. Ale przyznam, że tak mnie wciągnęła 4 seria, że pierwszy raz w przypadku tej produkcji przeczytałem spoilery, które mnie interesują dotyczącej kolejnych tomów.

    I nie wiem gdzie serial jest kręcony, ale ślicznie wygląda Ameryka XVIII wieku. Jakbym miał obstawiać to może w Kanadzie kręcono 4 sezon.

    • A to ciekawe, co piszesz, bo zupełnie nie zauważyłam, żeby ten sezon zbierał negatywne recenzje. Wymienionych przez Ciebie serwisów raczej nie czytam, ale patrzyłam na oceny odcinków na IMDb (tak, wiem, średnio wiarygodne źródło, ale akurat oceny odcinków w przypadku seriali z ustabilizowanym fandomem odzwierciadlają jako tako rzeczywistość) i w tym sezonie są bardzo wysokie i mniej więcej zgodne z moimi: https://www.imdb.com/title/tt3006802/episodes Rok temu były wysokie i niezgodne z moimi, przynajmniej w tej nudnej karaibskiej części :)

      Co do niewolnictwa i Jocasty, jeśli ktoś żyje dziś w przeświadczeniu, że na systemie niewolniczym dorabiali się wyłącznie "źli ludzie", to powinien zacząć od przeczytania "Przeminęło z wiatrem", a potem sięgnąć może po jakieś książki historyczne. "Outlander" dobrze pokazał, jak działał ten system - on był na Południu obowiązującym prawem przez długi czas. Nie dało się od tego uciec ani temu przeciwstawić - można co najwyżej było się wyprowadzić, czego Jocasta już raczej nie zrobi.

      "Outlander" naprawdę uczciwie to pokazał. I nie tylko to, bo przecież przez sezon przewijała się cały czas kwestia tego, co Ameryka zrobiła swoim rdzennym mieszkańcom.

      Nie sądzę też, żeby Brianna i Roger łatwo odnaleźli się w XVIII wieku. Ona została w Ameryce na dzień dobry zgwałcona przez pirata, on wylądował w niewoli. Tak, pewne rzeczy przyspieszono, ale naprawdę wole takie skróty myślowe od ślamazarności, która była w poprzednim sezonie. To tylko serial typu guilty pleasure, odrobina zaangażowania społecznego nie czyni go drugim "The Wire".

    • BMR

      Do ósmego tomu włącznie (czyli we wszystkich dotychczas opublikowanych) ani Jamiego ani Claire nikt nie zastępuje :)