"Weird City", czyli gdyby "Black Mirror" było absurdalną komedią – recenzja nowej antologii science fiction

"Weird City" (Fot. YouTube Premium)

0

Jak wyglądałoby "Black Mirror", gdyby od straszenia nas technologią wolało się z niej po prostu pośmiać? Nowy serial YouTube Premium "Weird City" ma na to odpowiedź.

Pomiędzy nadchodzącym filmem "Us", premierą serialu dokumentalnego "Lorena" a zbliżającym się rebootem "Stefy mroku" Jordan Peele jest obecnie jednym z najbardziej wziętych hollywoodzkich twórców. Zeszłoroczny laureat Oscara za "Uciekaj!" sygnuje swoim nazwiskiem tyle projektów, że łatwo wśród nich przeoczyć "Weird City" stworzone do spółki ze scenarzystą "Key & Peele" Charliem Sandersem, i dostępne w serwisie YouTube Premium. Satyryczna antologia science fiction w swoich najlepszych momentach okazuje się niespodziewanym antidotum na pesymizm "Black Mirror" i po prostu czysto absurdalną zabawą.

Jak obwieszcza widzom pierwszy odcinek "Weird City", w nieodległej przyszłości i mieście, wcale nieróżniącym się od tych, w których mieszkamy, zamożni mieszkańcy postanowili odgrodzić się murem od części zamieszkanej przez uboższe warstwy. Dosłownie nazwana Linia oddziela świat powyżej niej (Above the Line) i poniżej (Below the Line). Przy czym granica między tymi dzielnicami nie jest wcale murem nie do sforsowania i miejscem licznych potyczek między dwoma światami, jak by pokazały to bardziej sensacyjne dystopie, wydaje się raczej zadziwiająco zwyczajna.

Ciężko nie widzieć w tym obrazie wyolbrzymionego portretu obecnych amerykańskich miast, w którym ultrabogaci są w stanie żyć kilka przecznic od najbardziej ubogich. Mur między nimi wydaje się tu naturalną (ale i zatrważającą) konsekwencją. Pomimo interesującego pomysłu na pokazanie tak silnie podzielonego społeczeństwa, "Weird City" nie stawia na pierwszym planie kolejnych socjologicznych diagnoz. Elementy swojej wizji futurystycznej miejskiej dystopii woli przekazywać raczej serią dowcipnych gagów i powracających dziwactw tego świata, które prześcigają się w byciu bardziej szalonymi.

weird city recenzja

I tak, mieszkańcy Above the Line oficjalnie zamienili jakiekolwiek czułości na sexting, poranna gazeta dostarczana jest do domów na jednorazowych tabletach, a jeśli ktoś boryka się z poważnym kryzysem, to może wybrać się do "automatu do terapii", w którym po kliknięciu swojego problemu otrzyma receptę z jego rozwiązaniem. Widzowie zainteresowani wizją przyszłości według Peele'a i Sandersa będą w stanie wychwycić więcej informacji o "Dziwnym mieście" z licznych informacji o świecie, którzy twórcy dodają na marginesach historii, ale serial skupia się przede wszystkim na wycinkach z życia swoich dziwacznych bohaterów.

Historie mieszkańców "Weird City", które potrafią być absurdalne, groteskowe, a czasem nawet całkiem poruszające, stoją tutaj zawsze na pierwszym planie. Na przestrzeni tylko sześciu odcinków serial w poszczególnych odsłonach dotyka licznych problemów dobrze znanych z innych produkcji science fiction, ale wzbogaca je o swój wyjątkowy, szalony humor. W przeciwieństwie do "Black Mirror", produkcja YouTube Premium od budzenia w widzach przerażenia i trwogi nad przyszłością ludzkości, woli po prostu wykorzystać ten gatunek do czystej zabawy i pośmiania się z nadchodzącej przyszłości, która wcale nie jest tak różna od dzisiejszych czasów.

Już pierwszy odcinek serialu z udziałem Dylana O'Briena i Eda O'Neilla pokazuje od razu, że "Weird City" to absolutnie nie kolejne "Black Mirror". Bez zdradzania wielu szczegółów "The One" opowiada o pozornie idealnie działającej aplikacji randkowej. Z jednej strony twórcy pokazują tu satyrę na świat takich aplikacji i współczesnego randkowania, ale jednocześnie odcinek jest w stanie zaskakująco potraktować historię, którą gorszy serial zamieniłby w źródło prostego, czy wręcz obraźliwego dowcipu. W efekcie dostajemy niespodziewaną i czułą historię miłosną. Właśnie w takich momentach, w których "Weird City" pokazuje, że nie jest kolejną całkowicie przerażającą wizją przyszłości, za to jej bardziej złożoną i niejednoznaczną wersją, serial zaskakuje najbardziej.

Przez sześć odcinków "Weird City" nieustannie zmienia się w każdej kolejnej odsłonie, przez co też nie wszystkie części reprezentują podobny poziom. Szczególnie dobrze wypada jednak finał sezonu, w którym dwie aktorki z serialu oglądanego przez bogaczy z Above the Line orientują się, że grają w jego ostatnim odcinku i starają się uwolnić z produkcji, ratując tym samym swoje życie. "Below" z udziałem Awkwafiny i Yvette Nicole Brown co chwilę burzy czwartą ścianę i wchodzi tak wysoko na poziom "meta", że opowiadanie Stefanowi w "Black Mirror: Bandersnatch" o istnieniu Netfliksa wydaje się przy tym całkiem zwyczajne.

Oczywiście tego typu postmodernistyczne gry nie są żadną nowością, ale w swoich najlepszych odcinkach "Weird City" opowiada historie, które nawet jeśli nie są całkowicie oryginalne to nieustannie zaskakują kolejnymi zwrotami akcji i pogłębiającą się aurą absurdu. Dzięki znakomitej obsadzie potencjalnie przewidywalne scenariusze nabierają dodatkowego koloru – jak choćby w odcinku 4., w którym małżeństwo grane przez Laverne Cox i Sarę Gilbert wprowadza się do inteligentnego domu. Nie trzeba długo czekać, aby dom obrócił się przeciwko swoim lokatorkom, ale fakt, że przemawia głosem Marka Hamilla czyni z oglądania historii czystą przyjemność.

weird-city3

Momentami "Weird City" potrafi za bardzo popaść w absurdalny ton, który przerasta opowiadaną historię i bardziej męczy niż bawi. Gorsze odcinki sprawiają wrażenie skeczy w klimatach science fiction, zbyt łatwo parodiujących pewne współczesne problemy, które zostały rozciągnięte do długości odcinka. Na szczęście, nawet wtedy obsada potrafi uczynić te odsłony co najmniej znośnymi, a fakt, że sezon trwa w sumie nie dłużej niż 2,5 godziny, tym bardziej zachęca do obejrzenia produkcji w całości. Wytrwali i uważni widzowie zostaną nagrodzeni licznymi easter eggami, umiejętnie schowanymi we wszystkich odcinkach.

Ostatecznie "Weird City" jest więc nierównym serialem, który jednak wyróżnia się swoim zadziwiająco pozytywnym i dowcipnym podejściem do dystopii, będąc swego rodzaju "anty-Black Mirror". Oczywiście ciężko spodziewać się, że produkcja YouTube Premium osiągnie poziomy popularności serialu Charliego Brookera. Być może jednak fakt, że projekt tak dziwaczny, bo chyba to słowo najlepiej oddaje "Weird City" i z tak fantastycznie dobraną obsadą w ogóle mógł powstać już jest pewnym sukcesem (i znakiem czasów "telewizyjnego przesytu"). Nawet jeśli serial miałby skończyć się na krótkim pierwszym sezonie, to przynajmniej zdołał wzbudzić jeszcze większy apetyt na nadchodzącą w kwietniu "Strefę mroku" Jordana Peele'a.

Dwa pierwsze odcinki "Weird City" są udostępnione do obejrzenia za darmo na YouTube.