Fani "One Day at a Time" oburzeni tweetem Netfliksa. Czy serial ma szansę zostać uratowany?

"One Day at a Time" (Fot. Netflix)

0

Netflix skasował "One Day at a Time" i bardzo tego żałuje, ale serialu i tak nie przywróci do życia. Czy jest szansa na 4. sezon na innej platformie albo w innej stacji?

Wczoraj Netflix ogłosił, że skasował "One Day at a Time" i w internetach zawrzało. Nie chodzi tylko o to, że żegnamy jeden z najlepszych seriali platformy, ale też o styl, w jakim Netflix się go pozbywa. Im też jest szkoda. Tak bardzo, że aż płaczą razem z nami na Twitterze. Chociaż serial został skasowany prawdopodobnie nie tylko z powodu niskiej oglądalności – problemem jest także to, że tworzyło go studio Sony.

Najpierw pojawiło się oficjalne oświadczenie Teda Sarandos, jednego z szefów Netfliksa. "Choć to rozczarowujące, że więcej widzów nie odkryło 'One Day at a Time', wierzę, że serial wytrzyma próbę czasu" – napisał, dodając, że decyzja o skasowaniu była naprawdę trudna. A potem zaczęły się tłumaczenia na Twitterze.

One Day at a Time skasowane po 3. sezonie

Z serii tweetów dowiedzieliśmy się, że Netflix naprawdę starał się ratować "One Day at a Time", trwały długie rozmowy na ten temat, ale serial zwyczajnie nie miał wystarczająco dużej publiki, aby usprawiedliwić kolejny sezon. Następnie były podziękowania dla autora oryginału, Normana Leara, twórców netfliksowego remake'u i aktorów.

Fanów oburzyło jednak to, co przyszło na końcu – zapewnienie, że Netfliksa naprawdę obchodzą wszystkie problemy przedstawione w "One Day at a Time" i że będzie szukać sposobów, aby dalej opowiadać takie historie.

– Do każdego, kto czuł się dostrzeżony bądź reprezentowany – czasem po raz pierwszy – przez ODAAT, prosimy, żebyście nie odbierali tego jako znaku, że wasza historia nie jest ważna. Ogrom miłości wobec tego serialu przypomina nam, że musimy dalej znajdować sposoby, aby opowiadać te historie.

Reakcje fanów i krytyków telewizyjnych na tego tweeta, delikatnie mówiąc, najlepsze nie były. Czołowi amerykańscy krytycy zauważyli, że tak po prostu nie wypada: skasować serial poruszający ważne problemy społeczne, a następnie wmawiać publiczności, że jesteśmy tymi dobrymi i te problemy są wciąż dla nas ważne.

Tłumaczenia, że Netfliksa nie stać na utrzymywanie tak niszowych seriali jak "One Day at a Time", też do nikogo nie trafiły. Po pierwsze, Netflix wydaje miliony dolarów na znacznie mniej trafione projekty. Po drugie, takie produkcje utrzymuje się niekoniecznie dla pieniędzy, tylko ze względów wizerunkowych.

Poniżej macie przegląd tweetów dziennikarzy zajmujących się serialami, od "Rolling Stone", przez Vulture, Slate, aż po serwis Pajiba. Wszyscy wytykają Netfliksowi hipokryzję i wyjaśniają, że jeżeli serial się skasowało, takie tłumaczenia, jakie popełnił Netflix, są mocno nie na miejscu.

Norman Lear: chciałbym zrozumieć tę decyzję

Na Twitterze uaktywniła się także ekipa serialu – wszystkie ich tweety zostały zebrane przez TV Guide. Płaczą aktorzy i twórcy, odezwał się także 96-letni Norman Lear, autor oryginału. "W moim wieku mogę powiedzieć, że nigdy nie jest za późno, żeby mieć złamane serce" – napisał legendarny twórca. Następnie podziękował ekipie remake'u i fantastycznym aktorom. A jeśli chodzi o Netfliksa...

– Nie mógłbym nie podziękować Netfliksowi i naszym partnerom z Sony za trzy sezony. Ale chciałbym zrozumieć decyzję Netfliksa, żeby nie zamawiać 4. sezonu. Czy naprawdę w biznesie jest tak mało miejsca na miłość i śmiech? – zapytał Lear.

One Day at a Time – czy jest szansa na 4. sezon?

Akcja #SaveODAAT już ruszyła, a na czele stoi m.in. Lin-Manuel Miranda, który w zeszłym roku ratował "Brooklyn 9-9". Broadwayowski aktor zwrócił się do NBC z pytaniem, czy nie przygarnęliby "One Day at a Time". Następnie zaś zaczął tweetować do kolejnych stacji i serwisów streamingowych.

Krytyk Eric Goldman zauważył, że złota era seriali weszła w ciekawy etap, skoro amerykańskie stacje ogólnodostępne proszone są o ratowanie seriali Netfliksa.

A jakie są faktycznie szanse na ratunek? Deadline twierdzi, że jakieś są, bo akcja #SaveODAAT zmobilizowała miliony ludzi i to widać. Studio Sony Pictures już szuka nowego domu dla serialu i niewykluczone, że uda się dogadać z którąś ze stacji ogólnodostępnych.

Deadline wskazuje przede wszystkim ABC jako telewizję, która uwielbia ambitniejsze rodzinne sitcomy i od jakiegoś czasu szukała projektu dla mniejszości latynoskiej (nie wypaliła m.in. "Cristela" i "George Lopez").

FOX również mógłby być zainteresowany "One Day at a Time", bo to sitcom o klasie pracującej, który mógłby być emitowany z "Last Man Standing". CBS z kolei pokazywał oryginalne "One Day at a Time" Normana Leara i lubi sitcomy ze śmiechem z puszki – ale z drugiej strony tworzy teraz pilota "Broke" z Jaime Camilem, więc może nie być miejsca.

Na stacjach ogólnodostępnych opcje się nie kończą. Sony zamierza zapukać do wszystkich możliwych drzwi, także kablówek, jak TBS. Nie jest też wykluczone, że sitcom przejmie ktoś ze streamingowej konkurencji Netfliksa.

Pytanie brzmi, jak naprawdę wyglądają statystyki oglądalności serialu i czy mała publika nie będzie przeszkodą. Netflix niczego na ten temat ujawnia, ale Deadline twierdzi, że oglądalność "One Day at a Time" – choć pozostała dość niska – rosła z sezonu na sezon. Problemem ponoć była nie tyle oglądalność, co fakt, że serial tworzyło studio zewnętrzne. A Netflix dąży do tego, żeby mieć wyłączne prawa do większości swoich seriali.

Sytuacja "One Day at a Time" z pewnością nie jest beznadziejna. I tak, rzeczywiście żyjemy w czasach, kiedy trzeba ratować seriale Netfliksa przed Netfliksem.

One Day at a Time można oglądać na Netfliksie