KJ Apa z "Riverdale" wspomina Luke'a Perry'ego i opowiada o bliskiej relacji ze swoim serialowym tatą

"Riverdale" (Fot. CW)

0

Dla KJ Apy, czyli Archiego z "Riverdale", śmierć Luke'a Perry'ego to naprawdę bolesna strata. Aktor mówi, jak bliską mieli relację i że Perry był dla niego tatą nie tylko w serialu.

Od śmierci Luke'a Perry'ego za chwilę miną dwa miesiące, a żałoba w ekipie "Riverdale" wciąż trwa. Serial w zeszłym tygodniu zaprezentował ostatnią scenę z granym przez Perry'ego Fredem Andrewsem, ojcem Archiego, ale wciąż nie wiadomo, co stanie się z jedną z najsympatyczniejszych postaci w serialu.

Riverdale – KJ Apa wspomina Luke'a Perry'ego

KJ Apa, który pojawił się ostatnio w "The Tonight Show", nic na temat tych planów nie zdradził, ale widać, że nie przebolał straty swojego przyjaciela, mentora i przybranego taty. 21-letni aktor powiedział, że wszyscy byli w ogromnym szoku po śmierci Perry'ego.

– Luke jest takim człowiekiem, który robił wszystko, żeby każdy – nieważne, jak duży czy mały – czuł się komfortowo i zawsze mile widziany. Trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Nie każdego dnia spotykasz kogoś takiego jak Luke – mówił aktor.

Odtwórcy roli Archiego kilka razy załamał się głos, kiedy opowiadał o bliskiej relacji, jaką miał ze swoim serialowym tatą.

– Mieliśmy naprawdę bliską relację. Dzwonił co tydzień do moich rodziców i mówił im na bieżąco, jak sobie radzę. A kiedy byłem przeziębiony czy coś w tym stylu, opowiadał na przykład: "Zaniosłem mu Gatorade do mieszkania". Z moim tatą ciągle SMS-owali. Od samego początku dokładał starań. A ja myślałem: "Chciałbym być taki" – opowiadał Apa.

Luke Perry zmarł 4 marca w wieku 52 lat po rozległym udarze mózgu. Pochowany został tydzień później w Tennessee, gdzie miał własne ranczo.

Oprócz ekipy "Riverdale" i fanów z całego świata opłakują go także koledzy i koleżanki z "Beverly Hills, 90210". Tego lata mają oni powrócić na ekran w serialu limitowanym, niestety już bez odtwórcy roli Dylana McKaya.

Nowe odcinki Riverdale w czwartki na Netfliksie