Nasze podsumowanie tygodnia – pięć hitów, zero kitów i jeden wielki nieobecny

0
1 2 3 4 5

W "Grze o tron" w tym tygodniu naszym zdaniem minusy i plusy się wyzerowały, stąd jej brak w zestawieniu. Doceniamy za to m.in. "Obsesję Eve", "Gentleman Jack" i odjechany odcinek "Barry'ego".

Hit tygodnia: Barry kompletnie zwariował

"Barry" (Fot. HBO)

"Barry" (Fot. HBO)

"Barry" i absurd to doskonale znane połączenie. Co więcej, to połączenie, które do tej pory świetnie funkcjonowało, w zestawie z poważniejszymi nutami serialu tworząc jedyną w swoim rodzaju całość. Odcinek "ronny/lily" kazał nam jednak o tym wszystkim zapomnieć, serwując szaleństwo przekraczające wszelkie granice i zostawiając w niemym szoku.

Szoku, na który z początku wcale się nie zanosiło, bo zaczęło się bardzo spokojnie. Gdy powoli orientowaliśmy się w sytuacji, poznając niejakiego Ronny'ego Proxina (Daniel Bernhardt), nie mogliśmy jeszcze przypuszczać, w jakim kierunku to zmierza. A raczej, w jakim dokładnie kierunku, bo pewne sprawy były oczywiste. Jak to, że mistrz w taekwondo nie zaufa dobrym radom Barry'ego i nie ucieknie bez słowa do Chicago, by nasz bohater nie musiał go mordować.

Straszliwą jatkę, z której jeden wyszedł mocno poobijany, a drugi z uszkodzoną tchawicą dało się zatem przewidzieć, tego co nastąpiło po niej – już absolutnie nie. I sam nie wiem, którą część dokładnie mam na myśli. Tę ze skaczącą jak oszalała i wściekle atakującą Barry'ego córką szatana? Tę gdy robiła za gargulca, skakała po dachach i odgryzała Fuchesowi kawałek twarzy? Tę ze "zszywaniem" za pomocą super glue i przyklejaniem się do kierownicy? A może tę z bijatyką w markecie zakończoną dwoma śmiertelnymi ofiarami?

Powiedzieć, że "Barry" zrobił coś innego niż do tej pory, to nic nie powiedzieć. Bill Hader, który sam wyreżyserował ten odcinek, stworzył serialowy ekwiwalent zastrzyku z adrenaliną. Pokręconą mieszankę slapsticku z krwawą groteską, jakiej nie powstydziliby się bracia Coenowie czy Quentin Tarantino, o ile w ogóle by na to wpadli. A przecież "ronny/lily" to nie tylko czyste szaleństwo, ale też uświadomienie sobie Barry'ego, że diabeł, w którego objęcia wpadł po wojnie, wciąż go kusi.

Pytanie oczywiście, czy dla przedstawienia relacji bohatera z Fuchesem trzeba było posuwać się tak daleko? Nie wystarczyłaby sama sekwencja surrealistycznego pustynnego snu? Pewnie tak, ale ile zabawy byśmy przy tym stracili! Jasne, twórcy muszą teraz bardzo uważać, bo niebezpiecznie zbliżyli się do granicy, za którą ich serial przestanie być poważnie traktowany. Jeśli jednak nie zrobią z dziewczynki nie z tego świata i tego typu rzeczy reguły, to można im tylko pogratulować fantazji i umiejętności przeniesienia jej na ekran. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5