"Person of Interest" zaczyna spełniać nadzieje

"Person of Interest" (Fot. CBS)

"Person of Interest" (Fot. CBS)

1. sezon "Person of Interest" powoli zmierza ku końcowi. I jest to serial, który staje się niekwestionowanym hitem telewizji CBS. A czy również jest to dobry serial?

W tekście Z cyklu niespełnione nadzieje: "Person of Interest" pisałem, że produkcja J.J. Abramsa i Jonathana Nolana nie wychodzi poza sztywne ramy sprawnie zrealizowanego procedurala. Brakowało mi wówczas przede wszystkim "mitologii" oraz większego rozwinięcia postaci. Po kilkunastu odcinkach muszę przyznać, że moje oczekiwania zostały spełnione, chociaż nie do końca.

Przede wszystkim "Person of Interest" rozwinął się ze zwykłego serialu proceduralnego w coś znacznie więcej. To już nie jest tylko kolejna "zagadka tygodnia", rozwiązywana w mechaniczny sposób. Coraz lepiej wychodzi twórcom serialu przeplatanie zagadek kryminalnych z wątkami głównymi.

Dzieje się tak przede wszystkim dzięki znakomicie rozbudowanemu wątkowi współpracy dwójki głównych bohaterów - którzy dysponują systemem komputerowym umożliwiającym przewidywanie przestępstw - z nowojorską policją. A konkretniej z detektyw Carter i z detektywem Fusco - którzy niezależnie od siebie zaczęli wspierać Fincha i Reese'a w wykonywaniu ich misji. Szczególnie ciekawie rozwija się postać detektyw Carter, która stała się postacią z krwi i kości, a nie tylko kimś ustawionym na siłę w opozycji do głównych bohaterów.

Po drugie, dowiadujemy się wreszcie czegoś więcej o przeszłości głównych bohaterów. We flashbackach pokazano drogę Reese'a od żołnierza do profesjonalnego, zimnokrwistego zabójcy na usługach CIA. Agencja wywiadowcza zaczyna pełnić coraz większą rolą także w serialowej teraźniejszości - pojawiają się uwikłani w ciemne interesy agenci, którzy byli niegdyś kolegami głównego bohatera. Teraz pojawili się w Nowym Jorku, by się go ostatecznie pozbyć. W serialu pokazano wreszcie początki tajemniczej maszyny, która potrafi przewidywać przyszłość, oraz zasugerowano, że maszyna może dysponować czymś w rodzaju własnej świadomości.

Po trzecie, rozwinięto znacznie wątek mafioza Eliasa, który stał się głównym antagonistą dwójki bohaterów. W ten sposób nie ma już wrażenia, że serial polega tylko na mechanicznym rozwiązywaniu podobnych zagadek.

Podsumowując, "Person of Interest" stał się prawie wszystkim tym, czego oczekiwałem. Oczywiście, wątki główne mogłyby być jeszcze bardziej rozbudowane, ale w porównaniu do początków, serial zyskał bardzo dużo. Dodajmy do tego jeszcze świetne wykonanie - i "PoI" staje się serialową lekturą obowiązkową.