Nasze podsumowanie tygodnia – dziś mamy tylko hity!

"Deadwood" (Fot. HBO)

0
1 2 3 4 5

Skończyła się "Gra o tron", a wraz z nią kity tygodnia. Mamy za to znakomity powrót "Deadwood" po latach, robiące wrażenie "Jak nas widzą" czy jak zawsze mocny "Czarnobyl". Podsumowujemy tydzień w serialach.

Hit tygodnia: Film Deadwood – godne pożegnanie serialowego arcydzieła

Deadwood film

"Deadwood" (Fot. HBO)

"Trixie nie straciła swojego daru" – komentuje powracająca do Deadwood po latach Alma (Molly Parker), oglądając powitanie, jakie temperamentna była prostytutka (Paula Malcomson) zgotowała George'owi Hearstowi (Gerald McRaney). "Rzeczywiście nie straciła, czas nie jest w stanie tego dotknąć" – odpowiada Charlie Utter (Dayton Callie). A my już wiemy, że podobną konwersację moglibyśmy sami odbyć o serialu Davida Milcha.

Film "Deadwood", będący tak naprawdę finałem skasowanego trzynaście lat temu serialu, to powrót do domu pod każdym względem. Pomimo fabularnych skrótów (których nie dało się uniknąć przy takim formacie) wszystko gra, wszystko jest dokładnie takie jak być powinno i, jeśli pominąć modernizację, która przyszła do Deadwood, upływ czasu nie zmienił nic. Aktorzy, na czele z Ianem McShane'em, Timothym Olyphantem i niesamowitą Malcomson, ani przez chwilę nie mają problemu z powrotem do dawnych ról i kwiecistych dialogów Milcha.

Deadwood z miejsca ożywa na naszych oczach, a serialowi bohaterowie udowadniają raz po raz, że to wciąż oni – czasem w wersji niemal identycznej co kiedyś, czasem mocno postarzonej albo zmienionej przez czas, ale bez rewolucji. Powracają dobrze znane problemy egzystencjalne ukryte pod płaszczykiem zabawy w kowbojów, a także neurozy, depresje i wszystko to, co sprawiło, że ci ludzie kiedyś byli nam tak bliscy. Krótko mówiąc, to nie żadne sentymentalne spotkanie po latach. To "Deadwood", jakie znamy i kochamy, przywrócone na chwilę z niebytu.

Milch zadbał o to, żeby były i satysfakcjonujące zakończenia, i ogromne emocje dla dawnych fanów serialu. W ciągu niecałych dwóch godzin jesteśmy więc świadkami morderstwa, pogrzebu, wesela, paru strzelanin i publicznego linczu. Nie ma mowy o słodzeniu i happy endach dla wszystkich, to raczej zakończenie słodko-gorzkie.

To też zakończenie nie w stu procentach zamknięte, ale na tyle pełne, że "Deadwood" może zyskać drugie życie. Wszyscy ci, którzy unikają seriali niedokończonych, nie mają już wymówki: arcydzieło HBO już jest dokończone i czeka na nową publiczność. Zasługuje na nią tak samo, jak "The Wire", "Rodzina Soprano" i inne wielkie produkcje HBO sprzed kilkunastu lat. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5