Nasze podsumowanie tygodnia – dziś mamy tylko hity!

"Deadwood" (Fot. HBO)

0
1 2 3 4 5

Hit tygodnia: Potworne sprzątanie w Czarnobylu

Czarnobyl odcinek 4

"Czarnobyl" (Fot. HBO)

Widzieliśmy eksplozję i jej pierwsze skutki. Widzieliśmy, jak mierzą się z nimi ludzie, wiedzący, że ryzykują przy tym życiem. Widzieliśmy wreszcie przerażające koszty ich bohaterstwa, których twórcy ani myśleli nam oszczędzać. I za każdym razem, gdy można było pomyśleć, że już dość, że gdzieś ten koszmar musi się kończyć, "Czarnobyl" udowadniał, że wciąż nie zobaczyliśmy kresu potworności. Nie inaczej było w 4. odcinku, kolejnym brutalnie depczącym nasz komfort psychiczny.

Może nawet bardziej, niż miało to miejsce w poprzednich tygodniach, bo przecież najgorzej patrzy się na cierpienie niewinnych ofiar. A któż jest bardziej niewinny niż zwierzęta? Te bezlitośnie likwidowane przez specjalne oddziały "sprzątające" obszary w pobliżu elektrowni, stanowiły widok, od którego chciało się jak najszybciej uciec wzrokiem.

Wiedza, że to niezbędne i że uczestniczący w tym koszmarze ludzie robili, co mogli, by jak najszybciej zakończyć cierpienia zwierzaków, niewiele tu niestety pomagała. Nic tylko skorzystać ze sposobów serialowej ekipy, czyli podsumować to jakże gorzkim hasłem "Szczęście ludzkości naszym celem", zapić wódką i starać się nie myśleć.

Przynajmniej do następnej odsłony czarnobylskiego horroru, w których jak zawsze można było przebierać. Wysyłanie ludzi tam, gdzie nie dawały sobie rady maszyny. Torpedowanie śledztwa i prób opanowania sytuacji w Czarnobylu przez KGB. Ciąg dalszy tragedii Ludmiły Ignatenko (Jessie Buckley). I tak dalej, aż do widoku dumnie powiewającej czerwonej flagi na kominie elektrowni. Widoku zafałszowanego, bo wszyscy doskonale wiemy, że znacznie lepszymi symbolami radzieckiego "triumfu" są pozbawiona wyrazu twarz młodego Pawła (Barry Keoghan) i puste łóżeczko przy Ludmile. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5