10 powodów, aby obejrzeć "Rok za rokiem" – serialową petardę z Wielkiej Brytanii

"Rok za rokiem" (Fot. BBC)

0

"Rok za rokiem" to świeże spojrzenie na współczesny świat, ciepła saga rodzinna i dystopia mocniejsza niż 5. sezon "Black Mirror". Polecamy serial BBC z Emmą Thompson w roli Trumpa w spódnicy.

W maju na HBO GO zadebiutowało "Rok za rokiem", miniserial BBC, który już chwaliliśmy na Serialowej, ale mam wrażenie, że niewystarczająco. To jedna z najlepszych, najświeższych, najbardziej zaskakujących premier 2019 roku. Russell T Davies, twórca "A Very English Scandal", znów udowadnia, że ma bardzo dużo do powiedzenia w czasach, kiedy wydaje się, że w serialach powiedziano już wszystko.

"Rok za rokiem" to w największym skrócie produkcja, która łączy w sobie cechy serialu politycznego z satyrą, futurystyczną dystopią i dramatem rodzinnym. Davies wybiega w przyszłość, by pokazać losy pewnej zwykłej brytyjskiej rodziny splecione z szalonymi wydarzeniami politycznymi. Co robić, kiedy do władzy dochodzą ekstremizmy, a świat dookoła wydaje się wariować? Można reagować waleniem głową w ścianę jak Diane z "The Good Fight", można też walczyć jak Lyonsowie.

1. Rok za rokiem to serial, jakiego jeszcze nie było

"Rok za rokiem" to zadziwiająco trafna, odważna, pokręcona i możliwe, że całkiem prawdopodobna wizja najbliższej przyszłości świata. Zmiany klimatyczne, polityczne ekstremizmy wchodzące do mainstreamu, futurystyczne technologie na wyciągnięcie ręki, problemy ekonomiczne wywołane wydarzeniami gdzieś na drugiej półkuli i normalne życie normalnych ludzi pośród tego szaleństwa. To wszystko w serialu Daviesa przeplata się ze sobą, popychając głównych bohaterów do działania. Ale taka konstrukcja świata przedstawionego to tylko część sukcesu.

"Rok za rokiem" nie nudnym dramatem obyczajowym ani tym bardziej politycznym kazaniem. Jest popkulturowym cukierkiem, który przyciąga szybką akcją, mocnymi twistami, dynamicznymi montażami muzycznymi i innymi niezbyt subtelnymi pomysłami. Choć skala koszmaru w brytyjskiej produkcji nie dorównuje 1. sezonowi "Opowieści podręcznej", niektóre chwyty kojarzyły mi się z tym właśnie serialem.

2. Mocniejsza wizja przyszłości niż w Black Mirror

To lepsze "Black Mirror" niż 5. sezon "Black Mirror" – przeczytałam na forum Serialowej i mogę tylko pod tym się podpisać. Podczas gdy Charlie Brooker powtarza się i nawet mając do dyspozycji nowe, drogie zabawki, tworzy coraz bardziej wtórne historie, Russell T Davies udowadnia, że da się straszyć widzów zupełnie inaczej, bardziej kreatywnie. Czerpiąc chociażby z telewizyjnych sag rodzinnych, pokazujących historie zwykłych ludzi na tle zmieniającego się świata.

Dokładnie tym jest "Rok za rokiem", a wizja przyszłości, którą prezentuje, ma niesamowitą moc, bo choć zdrowo przerysowana, nie jest czymś rodem z kosmosu. To nasz świat, tylko trochę szybciej pędzący ku upadkowi. To nasi politycy, tylko mający trochę bardziej w nosie zasady obowiązujące w cywilizowanym świecie. To nasze technologie, tylko trochę lepsze i bardziej niebezpieczne. To nasze katastrofy, tylko już nie da się o nich nie myśleć, bo potrafią dotknąć każdego.

Rok za rokiem czy warto obejrzeć

3. Serialowa rodzina, której nie da się nie lubić

Członkowie rodziny Lyonsów z Manchesteru, którzy śledzą z roku na rok coraz bardziej popadający w szaleństwo świat, to kolejna składowa sukcesu serialu. I to nie tylko dlatego, że wzorem postaci z klasycznych sag rodzinnych pchają się w samo centrum zdarzeń. Tych ludzi z miejsca się lubi, i jako sympatyczną zgraję bohaterów, która ma swoje rytuały i zawsze trzyma się razem; i każdego z osobna.

Trochę tak jak w "Six Feet Under" albo "This Is Us", mamy całą gromadkę dorosłego rodzeństwa, a do tego starsze i młodsze pokolenie. Stephen jest finansistą, który mieszka w Londynie z piękną żoną Celeste i dwiema córkami. Daniel to pracownik administracji, którego poznajemy tuż przed ślubem z drugim mężczyzną. Edith jest aktywistką, więcej czasu spędzającą w egzotycznych krajach niż na Wyspach. Z kolei poruszająca się na wózku Rosie pracuje w szkolnej stołówce, ma dwójkę dzieci, aktywnie szuka miłości i stara się żyć pełnią życia. Całą ekipę trzyma w ryzach twardo stąpająca po ziemi babcia, u której co jakiś czas wszyscy się spotykają.

Podobnie jak w "Six Feet Under", to rodzina blisko ze sobą związana, momentami niekonwencjonalna, ciągle błądząca i czegoś poszukująca, choćby mocniejszych wrażeń. Siła serialu "Rok za rokiem" tkwi w emocjach, rodzinnym cieple i zwykłym przywiązaniu do bohaterów, które pojawia się bardzo, bardzo szybko.

Rok za rokiem czy warto obejrzeć

4. Russell T Davies + BBC = trzeba zobaczyć

Jeśli lubicie brytyjską telewizję, gwarantuję, że jakiś serial Russella T Daviesa już oglądaliście i uwielbiacie. To może być na przykład "Doktor Who" z czasów przed Stevenem Moffatem, "Torchwood", "Queer as Folk" albo "A Very English Scandal". Davies to jeden z najbardziej płodnych brytyjskich scenarzystów. A marki BBC chyba nie muszę nikomu przedstawiać.

5. Emma Thompson w roli populistycznej polityk

Emma Thompson nie gra co prawda głównej roli w "Rok za rokiem", ale gra rolę ważną i chyba najbardziej charakterystyczną. To populistyczna polityk Vivienne Rook, tutejsza wersja ekstremizmów, które przerabiamy w prawdziwym świecie. Kiedy ją poznajemy, wydaje się totalnie egzotyczną kandydatką, której łatwo nie doceniać. Wystarczy jednak parę lat, żeby rozwaliła system w Wielkiej Brytanii.

Davies sam najlepiej wyjaśnił, co ta pani reprezentuje – nas wszystkich w wersji bez żadnych zahamowań.

– Ludzie porównują Viv Rook do Nigela Farage'a czy Borisa Johnsona albo Trumpa. Tymczasem chodzi o to, że Vivienne Rook jest jak my. Ona brzmi jak wszyscy na Twitterze cały czas – ma tę agresję, to poczucie humoru, tę dosłowną moc, by zniszczyć każdego człowieka, sprawę czy rzecz. To my.

Rok za rokiem czy warto obejrzeć

6. Oraz inni aktorzy, których skądś znacie

Większość członków rodziny Lyonsów skądś znacie. Najbardziej charakterystyczny casting to Rory Kinnear – czyli nieszczęsny premier z 1. odcinka "Black Mirror" – w roli Stephena. Daniela gra Russell Tovey, znany z roli Kevina w "Looking", a potem m.in. z "Quantico". Edith to Jessica Hynes z brytyjskiego sitcomu "Spaced". Ruth Madeley, czyli Rosie, znacie z "Cold Feet", a T'Nię Miller, serialową Celeste, z "Marcelli". W Muriel, czyli babcię, wciela się Anne Reid z "Last Tango in Halifax". Męża Daniela gra Dino Fetscher z "Humans", a Wiktora, ukraińskiego uchodźcę, z którym Daniel romansuje, Maxim Baldry z "Rzymu".

7. Przesadzony serial, który wciąga jak diabli

Choć dla mnie to petarda, wiem, że nie każdy kupi wizję losów świata à la "Rok za rokiem". To serial na sterydach – przerysowany, przesadzony, pozbawiony odrobiny subtelności. I taki, który pędzi do przodu, nie dając czasu na reakcję. Zawirowania, których świadkami i uczestnikami stają się Lyonsowie, to nie jakieś drobiazgi. To wydarzenia mające ogólnoświatowe reperkusje. Serial nie boi się mocnych twistów i uśmiercania bohaterów. Nikt nie jest nietykalny, każdego może spotkać tragedia ogromnych rozmiarów. Jedni widzowie ten styl pokochają, inni niekoniecznie.

8. Rok za rokiem, czyli co jeśli się nie ogarniemy

Czy to, serwuje nam Davies, rzeczywiście mogłoby się wydarzyć w takim kształcie, to już kwestia wysoce dyskusyjna. Ale stopień prawdopodobieństwa serialowych wydarzeń nie jest aż tak istotny. Istotne jest to, że pokazano tutaj, w jakim kierunku będzie zmierzać świat, jeśli się nie ogarniemy – nie przestaniemy wybierać szkodników politycznych, nie zaczniemy poważniej traktować ostrzeżeń ekologów, oddamy głos tym, którzy nie mają szacunku do nikogo ani niczego. "Rok za rokiem" to nasza rzeczywistość w krzywym zwierciadle. I nikomu nie jest do śmiechu.

Rok za rokiem finał

9. Wszystko to razem jest zaskakująco świeże

Największe zaskoczenie dla mnie jest takie, że dawno nie miałam takiego wrażenia świeżości, oglądając nowy serial. "Rok za rokiem" przynajmniej w jakimś stopniu robi to co "The Good Fight" – pokazuje zwykłych ludzi pośród współczesnego politycznego szaleństwa – ale robi to inaczej, przy całym swoim przerysowaniu wciąż mocno stąpając po ziemi i pozostając bliskie naszego codziennego świata.

W Lyonsach łatwo zobaczyć jakąś wersję siebie, bo są zupełnie zwyczajną, prostolinijną gromadką ludzi, którzy szeroko otwartymi oczami wgapiają się w ekrany telewizorów, nie mogąc uwierzyć, że to rzeczywistość, a polityką zajmują się dopiero wtedy, kiedy ta puka do nich sama. Dokładnie tak jak większość z nas. I zupełnie inaczej niż żyjąca w dużo bardziej ekskluzywnym światku Diane Lockhart.

10. Rok za rokiem to zamknięta historia

Russell T Davies na przestrzeni sześciu odcinków pokazał 15 lat z dziejów Wielkiej Brytanii i życia Lyonsów i na tym – jak zapewnia – poprzestanie. "Rok za rokiem" to miniserial, który co prawda dałoby się kontynuować, ale twórca nie zamierza tego robić. I dobrze, bo w jednym krótkim sezonie powiedział wszystko i jeszcze więcej.

Rok za rokiem finał

Rok za rokiem finał

Rok za rokiem jest dostępne w HBO GO