"Stumptown", "Emergence", "Mixed-ish" – oceniamy nowe seriale telewizji ABC. Które z nich warto oglądać?

"Emergence"/"Stumptown"/"Mixed-ish" (Fot. ABC)

0

Procedural kryminalny z Cobie Smulders w roli głównej, tajemniczy thriller z Allison Tolman i prequel "Black-ish". Recenzujemy "Stumptown", "Mixed-ish" i "Emergence" – nowe seriale ABC.

Jesień z serialami telewizji ogólnodostępnej z roku na rok jest coraz mniej ciekawa, ale tegoroczne premiery ABC wypadają na tym tle całkiem przyzwoicie. Oceniamy w skrócie trzy nowe produkcje tej stacji, które wystartowały w tym tygodniu.

Emergence – o czym jest ten serial?

Emergence serial recenzja

"Emergence" to thriller z tajemnicą w roli głównej, który początkowo miał być w NBC, ale został przejęty przez ABC. Jo (Allison Tolman), szefowa policji w miasteczku na Long Island, pewnej nocy zostaje wezwana na miejsce wypadku samolotowego. Nie wiadomo, co się stało z ofiarami, pojawia się za to dziewczynka (Alexa Skye Swinton), która nic nie pamięta, a wraz z nią sugestie, że chodzi o większy spisek.

Emergence – czy warto obejrzeć serial?

Na tle banalnych procedurali i sitcomów "Emergence" wyróżnia się tym, że ma pomysł na siebie, ciągłą fabułę i już w pilocie rzuca wystarczająco dużo wskazówek, żeby widza wkręcić, nie zdradzając jednocześnie, o co właściwie chodzi. Akcja wartko toczy się od jednego tajemniczego zdarzenia do drugiego, a wszystkie tropy prowadzą na pewną wyspę i w kierunku wspomnianej dziewczynki.

Czy to będzie thriller łączący państwowe spiski z wątkami nadprzyrodzonymi, jak "Stranger Things"? Czy może to wszystko, co sugeruje pilot, to jedna wielka zmyłka? Po 40 minutach z "Emergence" jestem tego ciekawa, ale to nie jest ta sama ciekawość, która towarzyszyła oglądaniu "Lost" czy właśnie "Stranger Things". Nie sądzę, żeby serial ABC miał do zaproponowania coś nowego. To raczej zabawa motywami, które dobrze znamy i które mogą, ale nie muszą obronić się w tej wersji.

Jeśli jest jakiś powód, aby serial oglądać, to jest nim przede wszystkim Allison Tolman, grająca podobną rolę co w "Fargo". To właśnie ona do intrygującego, ale opartego na schematach thrillera wprowadza element zwykłego, ludzkiego ciepła. I nie chodzi tylko to, że przygarnia dziecko, choć procedury jej tego zabraniają. Jo jest tak po prostu sympatyczna, podobnie zresztą jak całe jej otoczenie – chory na raka ojciec (Clancy Brown), córka Mia (Ashley Aufderheide), a nawet były mąż Alex (Donald Faison, czyli Turk ze "Scrubs"). I to właśnie dla bohaterów, których losy z miejsca zaczęły mnie obchodzić, będę oglądać "Emergence".

Po wątku spiskowym nie spodziewam się niczego wybitnego, pamiętając, że to mainstreamowy serial, który nie ma takich ambicji jak "Lost". Jeśli zostanę pozytywnie zaskoczona, oczywiście nie będę narzekać.

Mixed-ish – o czym jest ten serial?

Mixed-ish serial recenzja

Nowy spin-off "Black-ish", jednej z najlepszych mainstreamowych komedii, opowiada o dorastaniu Rainbow Johnson (w tej wersji Arica Himmel), matki rodziny Johnsonów. Jej rodzice, Paul (Mark-Paul Gosselaar) i Alicia (Tika Sumpter), byli parą hipisów, którzy w połowie lat 80. wciąż mieszkali z dzieciakami w komunie, dopóki wszystko nie rozpadło się po aresztowaniu jej członków.

Rodzina przeniosła się wtedy do domu dziadka, korporacyjnego prawnika (Gary Cole), i dla wszystkich przyszedł czas, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Co okazało się najtrudniejsze dla dzieciaków – Bow, Johana (Ethan William Childress) i Santamoniki (Mykal-Michelle Harris) – które dopiero po pójściu do zwykłej szkoły dowiedziały się, co to znaczy mieć rodziców różnych ras w Ameryce lat 80.

Mixed-ish – czy warto obejrzeć serial?

"Mixed-ish" od początku idzie tą samą drogą co "Black-ish", to znaczy w ramach komediowej historii znajduje miejsce na rozmowy o rzeczach ważnych. Pilot to z jednej strony wprowadzenie do opowieści, którą w jakimś stopniu znamy z serialu-matki, a z drugiej, zderzenie światów w nieco innym niż w "Black-ish" wydaniu. Krótko mówiąc, jest to zniuansowana, mądra, ale i zabawna historia o dzieciakach szukających swojej tożsamości w świecie, gdzie rasizm jest faktem.

Społeczne zacięcie, inteligentny humor i serwowane z dużą naturalnością momenty edukacyjne to największe zalety "Black-ish" i wszystko wskazuje na to, że ze spin-offem będzie podobnie. Dodatkowy plus to specyficzny klimat lat 80., tutaj zupełnie inny niż choćby w "Goldbergach", bo to rodzina o zupełnie innym pochodzeniu.

Po dwudziestu minutach mam wrażenie, że jeszcze nie ma tej chemii i naturalności co w pierwszych odcinkach "Black-ish", a dzieciaki, choć urocze, dopiero uczą się pracy przed kamerą. Ale nie ma powodu myśleć, że ta ekipa się nie wyrobi. "Mixed-ish" jest nieźle napisane, ma sporo do powiedzenia i na dodatek jeszcze wygląda na jeden z najsympatyczniejszych seriali tej jesieni. Jestem na "tak".

Stumptown – o czym jest ten serial?

Stumptown serial recenzja

"Stumptown" to oparty na powieści graficznej serial, którego bohaterką jest Dex Parios (Cobie Smulders), weteranka wojenna, zaczynająca pracę prywatnej detektywki w Portland. Nie jest to nic wymyślnego – zwykły procedural kryminalny, ale w nieco innej oprawie, niż jesteśmy przyzwyczajeni, i z nieco inną bohaterką, niż większość kobiet ścigających przestępców na szklanym ekranie.

Stumptown – czy warto obejrzeć serial?

Mimo że w "Stumptown" nie ma nic odkrywczego – taki kryminał mógłby powstać 10 czy 20 lat temu – na tle jesiennych pilotów seriali telewizji ogólnodostępnej wypada naprawdę dobrze. To zasługa Dex, skomplikowanej kobiety zmagającej się z tysiącem problemów, z których większość ma źródło w wojennych doświadczeniach z Afganistanu. Dex zagłusza PTSD przygodnym seksem, alkoholem i grą w karty, przez co dorobiła się sporego długo. Kiedy nadarza się okazja, żeby go spłacić, nasza bohaterka korzysta i tak zaczyna się jej nowa kariera.

Schematy, schematy i jeszcze raz schematy? Tak, ale w tym przypadku diabeł tkwi w szczegółach. Najważniejszy z nich to Cobie Smulders, świetnie obsadzona w "Stumptown". Aktorka, mająca doświadczenie zarówno w komediach, jak i akcyjniakach, tutaj łączy jedno z drugim, rozdając na zmianę celne kopniaki i cięte riposty. Ma też fajnego kumpla, który prowadzi bar i wygląda zupełnie jak Nick z "New Girl" (Jake Johnson), brata, który wymaga opieki, i wdzięczną, acz poplątaną relację z detektywem policji o imieniu Miles (Michael Ealy).

Choć samo bieganie za kryminalistami to serial typu podstawowego, "Stumptown" ma szansę obronić się dzięki lekkiej konwencji, charyzmatycznej i energicznej głównej bohaterce, a także klimatowi, na który składa się m.in. specyfika Portland i rozpadające się auto Dex z kasetą ze starymi hitami. Będę oglądać, dopóki nie zniechęci mnie powtarzalność spraw tygodnia.