Pytanie na weekend: Który serial widzieliście najwięcej razy od początku do końca?

Fot. NBC/AMC

0

Powracanie do ulubionych seriali to świetna sprawa, ale czy ktokolwiek ma na to czas w erze ponad 500 premier rocznie? Oto seriale, które widzieliśmy najwięcej razy.

W poprzedniej edycji Pytania na weekend wymienialiśmy popularne seriale, których nawet nie zaczęliśmy oglądać. Dziś idziemy w drugą skrajność, czyli produkcje, które oglądaliśmy po kilka razy. Zastrzeżenia są dwa: po pierwsze, chodzi o oglądanie ponownie całości, a nie ulubionych odcinków. Po drugie, z zabawy wykluczyliśmy miniseriale, bo co innego obejrzeć ponownie 5 odcinków, a co innego ponad 100.

Marta Wawrzyn: Mad Men

"Mad Men" (Fot. AMC)

W czasach ponad 500 premier rocznie zdarza mi się mieć dość swojej pracy, a dokładniej tego, jakimi średniakami jesteśmy zalewani z każdej strony. Wracanie do kultowych seriali traktuję jako odtrutkę na otaczającą mnie bylejakość – i robię to bardzo, bardzo często. Ostatnio na przykład, po świetnym odcinku "Kronik Times Square", uznałam, że czas na powtórkę "Treme". Dwa razy widziałam "The Wire", "Rodzinę Soprano", "Six Feet Under", "Deadwood", "Breaking Bad", "Parks and Recreation", "Fleabag", "Grę o tron" i wiele innych tytułów. Dodatkowo często zdarza mi się obejrzeć konkretny odcinek ze środka serialu – z różnych powodów.

"Mad Men" jest wyjątkowe. To prawdopodobnie moja najulubieńsza produkcja telewizyjna wszech czasów; serial, który oczarowuje mnie za każdym razem, nieważne, że znam go niemal na pamięć. Całość od A do Z widziałam trzy razy, sezony 5-7 więcej ze względu na obowiązek recenzencki (napisanie porządnej recenzji odcinka ambitnego serialu wymaga dwukrotnego obejrzenia), a dodatkowo często wracam do niektórych odcinków. Bardzo długą rozmowę Dona i Peggy z "The Suitcase" obejrzałam – nie przesadzam – jakieś 20 razy. Kto da więcej?

Mateusz Piesowicz: Parks and Recreation

Parks and Recreation

Jak się zastanowić, to sporo seriali widziałem od początku do końca więcej niż raz. Większość stanowią jednak rzeczy w miarę krótkie, bo choć chęci, by powrócić do lubianego tytułu mi nie brakuje, z czasem jest gorzej. Dlatego mając kilka sezonów, na ponowny seans trzeba sobie naprawdę zasłużyć i być albo produkcją wybitną ("Mad Men"), albo moją pierwszą wielką serialową fascynacją ("Lost"), albo chociaż sprawiać, że czas szybko mija ("Przyjaciele").

Co więc jest takiego niezwykłego w "Parks and Recreation", że wszystkie 125 odcinków widziałem aż trzy razy? W sumie zadecydował zwykły przypadek. Pierwszy raz wiadomy - jeszcze w trakcie pierwotnej emisji na NBC, choć na bieżąco oglądałem bodajże dopiero od 5. sezonu. Niedługo po jej zakończeniu powtórka, ze zwykłej tęsknoty za Leslie i resztą. No i wreszcie niedawno, już dzięki dostępności na Amazonie, gdy serial poleciłem, zacząłem oglądać do towarzystwa i tak zostałem na 7 sezonów. A że bawiłem się przy tym tak, jakbym trafił do Pawnee po raz pierwszy, to chyba na trzech razach się nie skończy.

Kamila Czaja: Przyjaciele

Przyjaciele  serial

Moja odpowiedź jest na pewno mało oryginalna, ale równocześnie jedyna możliwa. Widziałam "Przyjaciół" zawrotną liczbę razy – mianowicie… dwa. Nie mam zwyczaju wracać do seriali, żeby obejrzeć je ponownie w całości. Zdarza mi się czasem sięgać po konkretne odcinki, znacznie częściej po pojedyncze sceny albo youtube'owe montaże z ulubionymi bohaterami. Takie wybiórcze powroty najczęściej dotyczą moich ukochanych tytułów jak "Battlestar Galactica" czy "Gilmore Girls", ale czasami, choć już coraz rzadziej, przypominam sobie sceny z czasów, kiedy kibicowałam jakiejś serialowej parze (House i Cuddy, Castle i Beckett).

"Przyjaciół" natomiast pierwszy raz w całości widziałam lata temu na TVN 7, z lektorem i w wersji telewizyjnej. Dlatego później, jakoś na studiach, nie odmówiłam sobie przyjemności maratonu ze wszystkimi sezonami z angielskimi napisami i w nieco rozszerzonej opcji DVD ("uncut"). Teraz wciąż zdarza mi się do ulubionego sitcomu wracać, ale tylko do pojedynczych odcinków, wygodnie dostępnych na Netfliksie. Wobec nadmiaru seriali bieżących i zaległości w klasykach nie bardzo wyobrażam sobie znalezienie jeszcze kiedyś czasu na ponad 200 odcinków czegokolwiek.