Nasz top 10: Najlepsze seriale października 2019 roku

"Sukcesja" (Fot. HBO)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

1. Kroniki Times Square (awans z 3. miejsca)

"Kroniki Times Square" (Fot. HBO)

"Kroniki Times Square" (Fot. HBO)

Czy "Kroniki Times Square" pójdą śladem choćby "The Wire", zyskując należny sobie szacunek dopiero kilka lat po zakończeniu telewizyjnej emisji? Na pewno nie mielibyśmy nic przeciwko, bo zakończony w październiku serial Davida Simona i George'a Pelecanosa zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos.

I to nie tylko dlatego, że może być jednym z ostatnich przedstawicieli swojego gatunku – w końcu w czasach pędzącego naprzód streamingu praktycznie nie ma już miejsca na seriale, którym nigdzie się nie spieszy i które mają przy tym coś do powiedzenia. A "Kroniki Times Square" bez wątpienia miały, snując swoją zwykle ponurą, ale przetykaną optymistycznymi nutami opowieść aż do słodko-gorzkiego końca. Końca nieuniknionego i spodziewanego, bo wszyscy doskonale wiedzieliśmy, w co zmieni się serialowy Nowy Jork, ale mimo to wzbudzającego gamę różnych emocji.

Zanim jednak do nich i finałowego spaceru po współczesnych ulicach doszło, dostaliśmy jak zawsze jedyne w swoim rodzaju opowieści o ludziach próbujących z różnym skutkiem znaleźć swoje miejsce w mało przyjaznym świecie. Vince pomścił brata, jednocześnie uwalniając się od mafijnych wpływów i rozstając się z Abby. Eileen zdołała skończyć swój film, zmuszona jednak w zamian poświęcić dobrze zapowiadający się związek, a nawet wrócić przed kamerę. Ktoś zmarł samotnie, ktoś inny w otoczeniu bliskich, a jeszcze komuś zdarzyło się nawet wziąć ślub. No i Lori sprawiła, że w jednej chwili pękły nam serca.

Trzeba więc mówić raczej o kroplach słodyczy w całym oceanie goryczy niż na odwrót, ale to przecież nic zaskakującego. W końcu nawet na tych, którzy wydawali się radzić sobie w tej rzeczywistości lepiej od całej reszty, nie czekało tu wiele dobrego. Eileen mogła liczyć co najwyżej na uzyskany po latach status legendy arthouse'u. Alston i Gene nie zmienili miasta na lepsze, a ledwie zamietli problem pod dywan. Vince'owi zostało przechadzanie się po 42. ulicy, już od dawna niepamiętającej, że swego czasu coś na niej znaczył.

A mimo tego trudno było pod koniec chociaż lekko nie uśmiechnąć się pod nosem. Może przez łzy, oglądając bohaterów, których kiedyś znaliśmy, a może nostalgicznie, wspominając czasy, których byliśmy świadkami, ale jednak. A to świadczy najlepiej, że w ciągu trzech sezonów udało się twórcom osiągnąć stopień emocjonalnego przywiązania, o jakim inni mogą tylko marzyć. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
REKLAMA