Pytanie na weekend: Który odcinek ze Świętem Dziękczynienia szczególnie zapadł wam w pamięć?

Fot. CBS/CW/Netflix

0

W tym tygodniu Amerykanie obchodzą Święto Dziękczynienia, które znajduje swoje odzwierciedlenie także w serialach. Z setek odcinków wybraliśmy kilka, które zapadły nam w pamięć.

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego w tym tygodniu nic się nie dzieje w serialowym światku, odpowiedź brzmi: Święto Dziękczynienia. Amerykanie spędzają czas z rodzinami, wyciągają indyki z piekarników o wielkości kontenerów i oglądają futbol. "This Is Us" dobrze pokazuje, o co w tym chodzi. My jednak, zastanawiając się nad dzisiejszym Pytaniem na weekend, postanowiliśmy poszukać odcinków o indyczym święcie, które są mniej typowe niż te z "This Is Us". Bo głównie takie pamiętamy po iluś latach.

Kamila Czaja: Jak poznałem waszą matkę – Slapsgiving

Jak poznałem waszą matkę święto dziękczynienia

Porzuciłam "Jak poznałem waszą matkę" jakoś w 5. serii i nadal uważam to za słuszną decyzję. Jednak ten sitcom w czasach swojej świeżości dostarczył mi wiele zachwytów i scen, które utkwiły mi w pamięci. I chociaż nic nie pobije w tym zakresie teledysków Robin Sparkles, to odcinek "Slapsgiving" też jest w czołówce. Ta radość Marshalla, gdy może odebrać nagrodę i spoliczkować Barneya, a potem cudowna ballada "You Just Got Slapped". Nadal nie potrafię się nie śmiać, gdy Neil Patrick Harris przypomina o swoim komediowym i musicalowym geniuszu, dołączając do chóru.

Oczywiście jest więcej serialowych Świąt Dziękczynienia, które zapadły mi w pamięć. Choćby nieśmiertelna scena z "Przyjaciół", ta z Monicą i indykiem na głowę, co sprowokowało Chandlera do wyznania uczuć (i jego szybkiego odwołania) w "The One with All the Thanksgivings". Niewątpliwie wspomnieć trzeba błyskotliwy wyścig z czasem i ograniczonym apetytem w "A Deep-Fried Korean Thanksgiving" w "Gilmore Girls". I zupełnie inny klimat, czyli przejmujące "Thanksgiving" w "Master of None". A jednak to piosenki z "Jak poznałem waszą matkę" nie mogę teraz wyrzucić z głowy…

Mateusz Piesowicz: Master of None – Thanksgiving

Master of None święto dziękczynienia

Jeśli Święto Dziękczynienia na małym ekranie, to na pewno któryś odcinek "Przyjaciół" – pomyślałem w pierwszej chwili i nie było to myślenie bezpodstawne. W tym przypadku wybór najbardziej oczywisty (może wraz ze "Slapsgiving" z "Jak poznałem waszą matkę") nie jest jednak wyborem najlepszym. Bo choć sitcomowym Świętom Dziękczynienia nie można niczego odmówić, najbardziej w pamięć zapadł mi odcinek mający w centrum uwagi coś zupełnie innego.

Co bynajmniej nie znaczy, że "Thanksgiving" z netfliksowego "Master of None" (sezon 2, odcinek 8) nie zawiera standardowego świętowania. Wręcz przeciwnie, bo błyskotliwie wymyślona i napisana historia rozgrywa się na przestrzeni ponad dwudziestu lat i kilku rodzinnych kolacji z indykiem w roli głównej. Główną bohaterką tej bardzo osobistej podróży w czasie jest zaś Denise (Lena Waithe, której własne doświadczenia dały podstawy scenariuszowi), stopniowo odkrywająca swoją tożsamość i seksualność, a potem przechodząca długi proces coming outu i akceptacji.

Mało świątecznie? Są tu przecież emocje, są rodzinne starcia, jest ciepło i poruszająca, a wbrew pozorom także bardzo uniwersalna historia. Wszystko na swoim miejscu, jeszcze z dodatkiem kapitalnego aktorstwa (Angela Bassett!) i pierwszorzędnego humoru. Więcej takich świąt!

Marta Wawrzyn: Plotkara – Blair Waldorf Must Pie!

Plotkara  święto dziękczynienia

Przyznajcie, nie spodziewaliście się tutaj "Plotkary". A jednak! Właśnie ten odcinek jest pierwszym (albo drugim obok "Master of None"), który mi wpada do głowy, kiedy ktoś mi każe pomyśleć o Święcie Dziękczynienia w mniej typowym wydaniu (bo Monica z "Przyjaciół" z indykiem na głowie to jednak wydanie bardzo typowe). To zaledwie 9. odcinek serialu o rozpuszczonych dzieciakach z Manhattanu, wyemitowany prawie równo 12 lat temu, a jednak wciąż go świetnie pamiętam, bo uświadomił mi, jak problematyczne było życie rodzinne tej złotej młodzieży.

Z jednej strony w retrospekcjach oglądaliśmy pijaną w sztok Serenę sprzed roku, zaciągniętą przez Blair na rodzinną kolację u Waldorfów, z drugiej, równie niewesołą teraźniejszość, w której to Blair miała załamanie w indycze święto, bo tata odpuścił przyjazd do domu. Jednocześnie ojciec Nate'a połknął za dużo pigułek, a u Humphreyów rozegrała się istna opera mydlana, kiedy Serena przyprowadziła tam swoją matkę. Porozbijane rodziny, nieszczęśliwi rodzice i samotne dzieciaki, zmuszone do dorastania w absurdalnie szybkim tempie. "Plotkara" od początku to wszystko w sobie miała, ale chyba właśnie "Blair Waldorf Must Pie!" uświadomiło mi to naprawdę mocno. Nawet jeśli zakończenie było po amerykańsku przesłodzone.