Złote Globy 2020 - kogo brakuje wśród nominowanych?

"Watchmen" (Fot. HBO)

0

Ogłoszono nominacje do Złotych Globów i jak zwykle jest to bardzo specyficzna lista. Z jednej strony strzały w dziesiątkę, z drugiej poważne braki, z trzeciej typy, które budzą zdumienie.

Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej bardzo lubi zaskakiwać i serialowych twórców, i krytyków typami, które nam prawdopodobnie by nie wpadły do głowy. W tym szaleństwie zdecydowanie nie ma metody, ale zdarzają się tytuły naprawdę fajne, świeże i takie, których nigdy w życiu nie doceniłaby Akademia Telewizyjna. Jak to wypadło w tym roku? Zapraszam na mój szybki komentarz. Lista nominacji do Złotych Globów 2020 jest tutaj.

Złote Globy 2020 – zaskoczenia na plus

Złote Globy 2020 nominacje

"Sukcesja" wśród najlepszych seriali dramatycznych, czyli dokładnie tam, gdzie jest miejsce. Nominacje dostali także Kieran Culkin i Brian Cox, więc jestem całkiem usatysfakcjonowana, choć najbardziej kibicowałam Jeremy'emu Strongowi i Sarze Snook. Nie będę jednak kręcić nosem – to świetna wiadomość, że serial, który dla mnie jest objawieniem tego roku, jest doceniany.

Prawie całkowite zignorowanie "Gry o tron". Tak, to jest zaskoczenie, bo choć 8. sezon GoT był gniotem jakich mało, najwyraźniej nie widzą tego nawet amerykańscy krytycy, ci sami, którzy jeszcze pół roku temu serial obsmarowywali. Nie bardzo wiem, jak to tłumaczyć, niemniej jednak brak "Gry o tron" to dobra wiadomość. Nie ma sensu nagradzać bylejakości, kiedy wokół jest tyle świetnych rzeczy.

Na liście nie brakuje Billy'ego Portera. Brakuje co prawda "Pose" w głównej kategorii, ale znów, nie będę narzekać. Konkurencja jest ogromna, znanych nazwisk jest więcej niż kiedykolwiek, cieszę się więc, że fenomenalny Pray Tell dostał możliwość zmierzenia się z prawdziwym gigantem – Kitem Haringtonem. Ostatnio przegrał z Richardem Maddenem, więc może być ciężko. Ale jest szansa, że i tak wszystkich zmiecie Brian Cox albo Rami Malek (witamy z powrotem!).

Tym razem nie pominięto Jodie Comer. Laureatka nagrody Emmy zasługuje nie tylko na to, żeby być w tym gronie, ale i to wygrać. To właśnie za nią będę ściskać kciuki najmocniej pomimo przeciętnego 2. sezonu "Obsesji Eve".

"Fleabag" razy trzy. Jest seksowny ksiądz, jest dobrze!

Mimo wszystko Ben Platt. Tak, obecność "The Politician" w tym gronie to odlot na miarę "Smash" ileś lat temu. Ale jeśli jest jakiś powód, żeby obejrzeć szkolno-polityczny bałagan Ryana Murphy'ego, to jest nim właśnie Ben Platt. Niesamowicie utalentowany aktor broadwayowski, dla którego zobaczę 2. sezon serialu Netfliksa i pewnie wszystko, w czym się pojawi w najbliższym czasie.

Ramy, jest Ramy! Nominacja dla Ramy'ego Youssefa za inspirowany własnymi doświadczeniami serial "Ramy" to dla mnie ogromne i zarazem fantastyczne zaskoczenie. Oczywiście wygrać się nie uda, ale skromna produkcja Hulu zasługuje na to, żeby więcej się o niej mówiło.

Kirsten Dunst i Natasha Lyonne. Nie wiem, której z pań kibicować bardziej, a jakby tego było mało, muszę jeszcze trzymać kciuki za Phoebe Waller-Bridge. I co teraz?

Helena Bonham Carter nie została zapomniana. Świetna wiadomość, bo moim zdaniem to właśnie przede wszystkim ona zasługuje na laury za 3. sezon "The Crown".

Kaitlyn Dever obok Michelle Williams i Helen Mirren. Młoda aktorka z serialu "Niewiarygodne" jest równie utalentowana co Julia Garner, dziewczyna, która jesienią pokonała pół kobiecej obsady "Gry o tron" w wyścigu po Emmy. Bardzo się cieszę ze wszystkich nominacji dla skromnej produkcji Netfliksa, ale z tej zdecydowanie najbardziej.

A skoro przy młodych aktorkach jesteśmy, bardzo fajnie też widzieć w tym gronie Joey King. Wygra oczywiście Michelle Williams, ale to świetna sprawa, że młode zdolne panie są dostrzegane.

Złote Globy 2020 – zaskoczenia na minus

Złote Globy 2020 nominacje

Znów patrzyli na nazwiska, nie na jakość. Wiem, co na tej liście robi Meryl Streep i może Nicole Kidman. Nie wiem, co robią "Wielkie kłamstewka" wśród najlepszych seriali. Tym bardziej nie wiem, jakim cudem wśród najlepszych seriali znalazł się pretensjonalny, rozkrzyczany i niewyobrażalnie nadęty "The Morning Show". To, co ten serial reprezentuje, nie ma nic wspólnego z jakością, chyba że zestawiamy go z produkcjami Shondy Rhimes. Ale widać magia nazwisk działa.

Jest "The Politician", nie ma "Russian Doll". Wiem, główna kategoria komediowa to "Fleabag" i wszyscy ci, którzy nie mają szans w starciu z "Fleabag". Ale wolałabym tu widzieć "Russian Doll" – dla mnie jeden z najlepszych seriali tego roku – niż bałagan Murphy'ego.

Całkowity brak "Jak nas widzą". W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć: jest przeciętny "Paragraf 22", jest przyzwoity, ale jednak dość łopatologiczny "The Loudest Voice", a nie ma serialu, który wzbudził ogromne dyskusje i był jednym z największych tegorocznych hitów Netfliksa? Produkcja Avy DuVernay obowiązkowo powinna się znaleźć na liście pięciu najlepszych miniseriali, a Jharrel Jerome powinien wygrać kategorię aktorską. Tymczasem nie ma ani jednej nominacji.

"Watchmen" podzieliło los "Pozostawionych". Nie rozumiem, czemu seriale Damona Lindelofa traktowane są przez różne ważne gremia jak powietrze i doceniane tylko przez krytyków i garstkę widzów. OK, "Watchmen" mogło zniechęcić niedzielnych widzów na samym początku, ale do takich nie powinni zaliczać się ludzie, którzy wybierają jedne z najbardziej prestiżowych nagród w branży. Tym bardziej trudno przegapić wielką rolę Reginy King. Co się tutaj stało?

"Sprawa idealna" znów zignorowana. I za rok pewnie napiszę to samo.

Nic dla "Euforii". To nie zwykły serial młodzieżowy, to HBO. I tak się składa, że roli Zendayi jest wielka.

Brak "GLOW" i "Dobrego Miejsca". Nie spodziewałam się, że którykolwiek z tych tytułów podbije główną kategorię, ale już kategorie aktorskie jak najbardziej.

Nie ma filmu "Deadwood". Wielka produkcja HBO nigdy nie należała do najbardziej nagradzanych tytułów. I niestety teraz, kiedy startuje w teoretycznie łatwiejszych kategoriach niż 15 lat temu, wciąż musi ustępować miejsca średniakom.

Gdzie jest Mahershala Ali i "Detektyw"? Trzy płaszczyzny czasowe, trzy różne wersje tego samego bohatera, zero nominacji do Złotych Globów.

Nic dla "Veepa" i Julii Louis-Dreyfus. Ci państwo naprawdę postanowili nie nagradzać finałowych sezonów seriali HBO. Tych dobrych też.

Po cichu liczyłam też na "Rok za rokiem". I oczywiście się przeliczyłam.