"Kontrola", czyli miłość niekontrolowana. Czemu warto obejrzeć głośny serial internetowy 20-letniej Polki?

"Kontrola" (Fot. YouTube)

0

Coś, co ogłoszono fenomenem, niekoniecznie musi się okazać fenomenalne. Na króciutki serial "Kontrola", który widziały miliony widzów spoza Polski, zdecydowanie jednak warto zwrócić uwagę.

Do "zlecenia" przyjrzenia się fenomenowi internetowemu, o którym ostatnio bardzo głośno, podchodziłam sceptycznie. Jak zresztą do większości fenomenów internetowych. Zwłaszcza że od "Skam" odpadłam w 1. serii, rozumiejąc wprawdzie, z jakich powodów robi furorę, ale nie poddając się zachwytowi. Ale po wciągnięciu w jeden wieczór całego sezonu "Kontroli" – fakt, że bardzo krótkiego, złożonego z siedmiu odcinków, trwających do dwóch do prawie czternastu minut – tym razem mogę stwierdzić, że warto czasem pójść za popkulturową modą.

Robi wrażenie popularność dostępnego w serwisie YouTube serialu Nataszy Parzymies, dwudziestoletniej studentki, która 1. odcinek zrealizowała jako etiudę zaliczeniową w Warszawskiej Szkole Filmowej, mając lat osiemnaście. Ponad trzynaście milionów odsłon zamieszczonego na YT wiosną 2018 roku pilota, widzowie z całego świata, liczne artykuły czy choćby fakt, że plakat z autografami na aukcji WOŚP sprzedano za ponad tysiąc złotych… Na ile "Kontrola" oglądana z opóźnieniem, już po fali "ochów" i "achów" spełnia nadzieje?

Polski serial Kontrola to LGBT uniwersalne

Chwalony, doceniany na festiwalach filmów krótkometrażowych pilotowy odcinek mnie zaintrygował, ale nie powalił. "Kontrola 1" to ładnie zrealizowana, pełna napięcia scena na lotnisku między dawnymi kochankami – Majką (Ewelina Pankowska) i Natalią (Adrianna Chlebicka). Pierwsza leci dokądś ze swoim chłopakiem, Antkiem (Bartłomiej Kruk), a druga na lotnisku pracuje, więc musi przeprowadzić wobec dawnej partnerki kontrolę osobistą.

Jest zmysłowo, ale to dopiero zapowiedź tego, co w kolejnych odcinkach. A tam? Doskonała chemia między Majką i Natalią, kolejne zerwania, zdrady i powroty, a to wszystko pokazane zupełnie naturalnie. "Kontrola" zasłynęła już jako pierwszy polski serial LGBT, jednak jego siłą jest fakt, że nie ma tu szokowania "innością", ideologicznych deklaracji, podziałów. Tak, Majka i Natalia się kochają. Miłością silną, ignorującą wszystko i wszystkich na swojej drodze, nieraz toksyczną. Fakt, że chodzi o dwie kobiety, potraktowano jako coś zwyczajnego.

Równocześnie jednak ten układ, skomplikowany dodatkowo przez zainteresowanie Majki i kobietami, i mężczyznami, rozbija od środka pewne gatunkowe konwencje. Jeśli bowiem przyjrzeć się poszczególnym scenom, to mamy tu klasykę melodramatu. Lotnisko i rozpamiętywanie straconej szansy, przypadkowe spotkanie, randka z karaoke, ciągłe dylematy uczuciowe i moralne. Widzieliśmy to już. Ale nie w takiej konstelacji płciowej, bo tego nadal (za) mało. Pisałam kiedyś coś podobnego przy "Gentleman Jack". Tam wprawdzie rozbijano głównie konwencję romansu z epoki, ale pewne elementy wydają się podobne.

Serial Kontrola – konwencje i emocje

Parzymies korzysta zresztą z rozpoznawalnych klocków bardzo zgrabnie. Wprawdzie lubi sięgać po dość wyraźne symbole (pamiątki, utwory muzyczne), kuszą ją nawracające sceny, jednak wystarczy przesunięcie akcentu i taka scena nie wypada wcale konwencjonalnie. Są tu też ciekawe, dające się interpretować detale. Zapadła mi w pamięć na przykład scena, gdy Natalia, licząc na odnowienie związku, zderza się z niezdecydowaniem Majki, wciąż będącej z Antkiem. A wtedy stojąca obok klientka baru, zmagająca się z terminalem, komentuje awarię: "Odmowa".

Sprawdzają się w "Kontroli" intensywne, ale grane subtelnie emocje. Bardzo łatwo dać się wciągnąć w tę trudną miłosną grę między bohaterkami. Tytułowa kontrola szybko bowiem wychodzi poza dosłowne lotniskowe sensy. Mamy do czynienia z opowieścią o związku, w którym pozornie silniejsza Natalia wciąż traci grunt pod nogami w relacji z pozornie delikatniejszą Majką. Parzymies pokazuje tę związek wielowymiarowo, nie pomijając tkwiącej u jego podstaw toksyczności, zawłaszczającej i główne bohaterki, i ludzi wokół nich A jednak trudno też parze nie kibicować.

kontrola serial recenzja

Duża w tym zasługa aktorek, niezwykle naturalnie wypadających zarówno w codziennych, jak i najbardziej poruszających scenach. Serial przy całym natężeniu uczuć i zmysłowości wypada lekko. Wpływa na to też aspekt techniczny, bo "Kontrola" nie ma nic z typowego dla polskich produkcji stylu teatru telewizji (nie odmawiając niczego prawdziwemu teatrowi telewizji!). To produkcja niskobudżetowa, a wyglądająca naprawdę profesjonalnie – nie tylko aktorsko, ale także zdjęciowo, muzycznie, produkcyjnie.

Serial Kontrola korzysta z najlepszych wzorców

Widać trochę inspirację wspominanym przez Parzymies w wywiadach filmem "Carol" Todda Haynesa, można się też doszukać podobieństw do zmysłowości "Tamtych dni, tamtych nocy", chociaż młoda scenarzystka i reżyserka radzi sobie z plenerami Warszawy, bez włoskiej atmosfery. A równocześnie fakt, że chodzi o format internetowy, złożony w krótkich odcinków dobrze tu gra. Dostajemy tylko najważniejsze momenty, cięcia w historii uzasadnione są formą, konieczność uzupełniania "luk" pozytywnie wpływa na zaangażowanie widza.

Twórczyni zapowiada kolejny sezon i fabularnie nie mam do tego przekonania. 1. seria świetnie wypada jako zamknięta całość. Zakończenie mnie przekonuje, chociaż podejrzewam, że sporo osób oczekiwało innego. Ale równocześnie myślę, że Parzymies zasłużyła na szansę zrobienia 2. sezonu już pełnowymiarowo, prawdopodobnie na którejś z platform streamingowych. To naprawdę imponujące, czego już dokonała, nie tylko w zakresie artystycznym, ale tez w ramach wykorzystania medium (darmowa dostępność "Kontroli", z angielskimi napisami, dobra promocją) i organizacji (zrzutki internetowe, uzyskanie wsparcia ze strony Parady Równości i Panavision).

Kontrola dostępna jest w serwisie YouTube