"Castle" (4x22): Znów będzie "jutro"

"Castle"

"Castle"

W "Undead Again" obiecano nam zombie i mieliśmy zombie. W roli uroczego tła do rodzinno-uczuciowych problemów Castle'a.

Już ze sneak peeków wiadomo było, że Castle (swojsko Rysiek) zamierza zakończyć współpracę z Beckett. Trudno mu się dziwić - ma dosyć niejasnej sytuacji emocjonalnej między nim a nią i aż dziw, że wcześniej nie zaczął się buntować albo wpadać w depresję. Kate, oczywiście, czuje, że coś jest nie tak i próbuje przeciwdziałać. Ale nim to nastąpi pojawia się nowa zagadka i wcale niemały problem, jaki Rick ma ze swoją córką.

Swoją drogą, chyba straszną chwilą musi być w życiu człowieka, moment, w którym to jego własne dziecko mówi, że "trzeba już dorosnąć". I raczej ma na myśli ojca, nie siebie. Alexis stoi przed trudnym wyborem uczelni i chciałby mieć szansę na to, by móc żyć dorosłym życiem. Co, na szczęście, nie przeszkadza jej bawić się z ojcem. Ale i tak decyzje nie są łatwe ani dla niej, ani dla Ricka.

Obiecane zombie pojawiają się, w sumie, przypadkiem i są mocno zamieszane w morderstwo. Kate i Rick, oczywiście, rozwiążą zagadkę, ale nim to nastąpi otrzymujemy kilka naprawdę przednich scen - Ricka radośnie oznajmiającego "To właśnie jest zombie" czy Kate reagującą z niezwykłym opanowaniem (od paniki do działania w mniej niż sekundę) w chwili, w której zombie nagle wstaje z stołu w prosektorium.

Wiadomo jednak, że w "Castle" zagadki od dawna stanowią już świetne tło do tego, co dzieje się między Rickiem a Kate. I ten wątek znów się rozwinął, gdy Beckett zdobyła się wreszcie na bardzo nieśmiałą próbę rozmowy z Castle'em. Wiele mu nie powiedziała, ale jednak poczyniła krok naprzód. Castle zareagował odruchowo i obiecał, że znów będzie "jutro".

Pytanie tylko, czemu Rick godzi się na tak niewiele?