"Obsesja zbrodni" to pełna empatii historia kobiety, która odmieniła gatunek true crime – recenzja serialu

"Obsesja zbrodni" (Fot. HBO)

Na HBO startuje dziś "Obsesja zbrodni", dokument, który jest pozycją obowiązkową dla fanów true crime. Ale nie tylko, bo ten serial to tak naprawdę dwa seriale, z których jeden jest wyjątkowy.

21 kwietnia 2016 roku fani popkultury przeżyli szok: w wyniku przedawkowania leków zmarł Prince, jeden z największych, najbardziej genialnych muzyków w historii. Tego samego dnia komik Patton Oswalt pożegnał swoją żonę Michelle McNamarę. Jej śmierć, również po przedawkowaniu leków, była nie mniejszym szokiem zarówno dla tych, którzy wiedzieli, jak i dla tych, którzy nie mieli pojęcia, czym zajmowała się przez ostatnie lata. Jej historię przybliża 6-odcinkowy serial dokumentalny HBO "Obsesja zbrodni". I to właśnie z jej powodu warto zobaczyć, choć będzie to jeden z najcięższych, najtrudniejszych seansów waszego życia.

Obsesja zbrodni to wyjątkowy serial true crime

"Obsesja zbrodni" to produkcja true crime o tyle wyjątkowa, że bardziej niż na mordercy i toczącym się śledztwie skupia się na osobie, która to śledztwo prowadzi, oraz ogromnych kosztach natury psychicznej, jakie ona ponosi. Jednocześnie serial, którego główną producentką i reżyserką jest Liz Garbus ("Kto zabił Garretta Phillipsa?"), usiłuje dociec, co takiego sprawiło, że szczęśliwa żona i matka zaczęła poświęcać noce na ściganie sprawcy 50 gwałtów i 12 morderstw, coraz bardziej traktując właśnie to jako swoje główne zajęcie czy wręcz misję do wypełnienia.

Obsesja zbrodni serial hbo recenzja

Michelle McNamara, która sprawami kryminalnymi i umysłami morderców zaczęła interesować się już jako nastolatka, po tym jak brutalnie została zamordowana jej sąsiadka na przedmieściu Chicago, zamieniła się w prawdziwą detektywkę, kiedy poznała szczegóły historii mordercy i gwałciciela z Kalifornii. Mężczyzna, znany m.in. jako Golden State Killer i Original Night Stalker, odmienił na zawsze złoty stan w latach 70. i 80. Spokojne miejscowości, jak Sacramento, gdzie ludzie wcześniej nie zamykali nawet domów, były dosłownie terroryzowane przez nieznanego sprawcę. Pojawiły się straże sąsiedzkie, kobiety zaczęły uczęszczać na zajęcia z samoobrony. A wszystko to w czasach, kiedy gwałt nie był traktowany jak poważne przestępstwo.

Obsesja zbrodni HBO, czyli dwa seriale w jednym

"Obsesja zbrodni" opowiada równolegle dwie historie i tą bardziej klasyczną z nich – przynajmniej dopóki mówimy o gatunku true crime – jest śledztwo w sprawie kalifornijskiego zbrodniarza. Kim był, czy wciąż żyje i jak to się stało, że przez tyle lat nie udało się go złapać? McNamara i jej współpracownicy po nitce docierają do kłębka, a my śledzimy z jednej strony ogromne zainteresowanie wokół sprawy, a z drugiej to, co dzieje się z osobą, która je wywołała. Wszystko zaczyna się od forów internetowych i niesamowitej popularności bloga True Crime Diaries, a kończy się artykułem w "Los Angeles Magazine" oraz umową na książkę. Sprawa staje się całym życiem McNamary, presja robi się coraz większa, a stany lękowe coraz trudniejsze do opanowania. W końcu autorka zaczyna sięgać po pigułki.

Obsesja zbrodni serial hbo recenzja

Jednocześnie dokonuje się swego rodzaju rewolucja gatunku. Michelle McNamara pisze o sprawach kryminalnych tak, jak jeszcze nikt o tym nie pisał – z empatią i bez sensacji, podkreślając ludzki wymiar mrocznych zbrodni. A do tego pisze świetnie, nierzadko wtrącając osobiste uwagi. Fragmenty jej bloga, czytane przez narratorkę serialu, aktorkę Amy Ryan ("The Wire"), są fascynujące, przerażające i pod każdym względem niezwykłe. Nie przesadzają też ci, którzy mówią, że to najlepiej napisane true crime od czasów Trumana Capote'a. I tworzone z podobnym zaangażowaniem.

Obsesja zbrodni to zapis rewolucji w true crime

Serial HBO najlepszy jest właśnie wtedy, kiedy zamienia się w drobiazgową wiwisekcję fascynacji zwykłej kobiety najbardziej koszmarnymi zbrodniami, jakie sobie można wyobrazić. I pod tym względem jest równie rewolucyjny, co sama praca McNamary. Wrażenie robi również jej dziedzictwo – oddanie głosu ofiarom, które po latach od dramatycznych wydarzeń zaczynają spotykać się ze sobą, razem przepracowywać traumę i wspólnie angażować się w zmienianie świata. Nie brakuje aż za bardzo amerykańskich scen, kiedy wszyscy ściskają się, płaczą i zapewniają, że będą dalej walczyć, ale trudno mieć o to pretensje do twórców. Ta historia ma siłę.

Obsesja zbrodni serial hbo recenzja

Ponieważ "Obsesja zbrodni" (widziałam wszystkie sześć odcinków) łączy w sobie wiele różnych opowieści i wątków, często przeskakuje z tematu na temat i siłą rzeczy bywa nierówna. Jest tutaj szczegółowo pokazane śledztwo, kontynuowane po śmierci McNamary przez jej współpracowników. Jest element "Mindhuntera", czyli próba wniknięcia w umysł zbrodniarza, już po jego zidentyfikowaniu. Jest próba odtworzenia wydarzeń z przeszłości. Jest wreszcie miejsce na historie zgwałconych kobiet oraz przedstawienie różnego rodzaju samozwańczych detektywów i całego specyficznego środowiska pasjonującego się tematyką prawdziwych zbrodni.

A wszystko to spaja osoba zmarłej pisarki, której twórcy dokumentu, w tym jej mąż, składają w sześciu odcinkach ogromny hołd. To właśnie z jej powodu warto serial obejrzeć i to dzięki niej spojrzycie na gatunek true crime inaczej niż do tej pory. Choć w żadnym momencie nie dostaniecie satysfakcjonującej i łatwej do zrozumienia odpowiedzi na pytanie, co dokładnie stało za tytułową obsesją Michelle McNamary. Bardzo możliwe, że ona sama nie potrafiłaby takiej odpowiedzi udzielić.

Premiera Obsesji zbrodni 29 czerwca w HBO. Nowe odcinki co poniedziałek

REKLAMA