Pytanie na weekend: Który serial okazał się dla was najlepszym zaskoczeniem pierwszej połowy 2020 roku?

Fot, HBO/Netflix

0

Choć w tym roku seriali jest mniej niż zwykle, nie zabrakło dużych zaskoczeń na plus. Nasze to m.in. "W głębi lasu", "Unorthodox" i "Betty". A jakie tytuły wy byście wyróżnili?

Za nami dosyć nietypowe pół roku z serialami, bo w pewnym momencie seriali zaczęło trochę brakować i tak już póki co zostało. Postanowiliśmy więc zrobić półroczne podsumowanie. Ale uwaga, w naszym dzisiejszym pytaniu na weekend nie pytamy o najlepszy serial ostatnich sześciu miesięcy, tylko o taki, który was najbardziej zaskoczył na plus.

Marta Wawrzyn: W głębi lasu

najlepsze seriale 2020

U mnie wygrywa "W głębi lasu", nie jako najlepszy czy jeden z najlepszych seriali półrocza, ale jako produkcja, po której spodziewałam się naprawdę niewiele. Powiedziałabym wręcz, że nie ma dla mnie bardziej odstraszających haseł, niż "Harlan Coben", "Netflix" i "polski serial". Co mogło wyjść z ich połączenia? Jak się okazuje, bardzo przyzwoity, klimatyczny kryminał, który chętnie oglądano także za granicą (choć nie tak chętnie jak "365 dni"). Oby więcej takich niespodzianek.

Na podobnej zasadzie zaskoczył mnie "Outsider". Seriale na podstawie książek Stephena Kinga prawie nigdy nie wychodzą i nie sądziłam, że HBO będzie w stanie to zmienić. A jednak – wystarczyło postawić mniej na straszenie, a bardziej na budowanie atmosfery, złożone postacie i elementy dramatu psychologicznego. Bardzo wysoko na liście moich tegorocznych "ochów" jest też "Devs", "Opowieści z Pętli" i "Klub Opiekunek". Przyjemną świeżynką okazała się także "Wielka", choć oczywiście po scenarzyście "Faworyty" powinnam była oczekiwać czegoś ekstra.

Kamila Czaja: Betty

najlepsze seriale 2020

Większość zaskoczeń to premiery z ostatnich trzech miesięcy. Pandemiczny stan świata i ducha sprawił najwyraźniej, że oczekiwałam od seriali głównie otuchy. Wyłamuje się z tego obrazka "W głębi lasu". Nie spodziewałam się wiele, zwłaszcza że nie przepadam za książkami Cobena, a dostałam naprawdę klimatyczną i świetnie zagraną historię, którą jednak trudno nazwać optymistyczną.

Poza tym zaskoczenia są jednak z gatunku wesołych. Apple TV+ dramatami nadal mnie nie przekonuje, ale komediowe "Trying" było urocze, a animowany musical "Central Park" co tydzień poprawia mi humor. Nie spodziewałam się też, że aż tak "wsiąknę" w netfliksowe "Jeszcze nigdy…" i "Klub Opiekunek". Sięgałam po te seriale dla dobrych emocji i żeby uciec w niezobowiązujące opowieści, a okazało się, że to poza emocjonalnym wsparciem spora dawka mądrych diagnoz o dorastaniu i wspólnym pokonywaniu trudności.

Przede wszystkim chciałabym jednak wyróżnić "Betty" (HBO). To również historia grupy dziewczyn, chociaż starszych niż te z dwóch wcześniej wspomnianych seriali Netfliksa. Też mądra, chwaląca różnorodność, pokazująca radzenie sobie z codziennością, przyjaźń, walkę o realizację pasji. Różnica polegałaby na niewpisywaniu się w gatunkowe schematy i bardziej artystycznym stylu kręcenia. A także na tym, że wcale nie planowałam "Betty" oglądać, bo świat nowojorskich skejterek wydawał mi się czymś zupełnie obcym. Tymczasem po lekkiej konsternacji wywołanej pilotem każdy kolejny odcinek stawał się moim serialowym priorytetem na dany tydzień. Kameralna, stawiająca na niezależność wizja, która na szczęście doczeka się dalszego ciągu.

Mateusz Piesowicz: Unorthodox

najlepsze seriale 2020

Muszę przyznać, że jak na okres, w którym z wiadomych powodów wszystkiego było mniej, niż być powinno, i tak miałem w czym wybierać. Mógłbym choćby postawić na "Betty", która oczarowała mnie w nie mniejszym stopniu co Kamilę. Kolejnym kandydatem było "Devs", bo choć twórczość Alexa Garlanda znałem i lubiłem, jego serial dostarczył mi wrażeń, których się nie spodziewałem. Zresztą inne tegoroczne science fiction, czyli amazonowe "Opowieści z Pętli", również.

Zastanawiając się nad wyborem, uświadomiłem sobie jednak, że najbardziej w pamięć zapadł mi inny tytuł i to już naprawdę taki, po którym zupełnie niczego się nie spodziewałem. Ba, w innych okolicznościach całkiem możliwe, że w ogóle bym "Unorthodox" przegapił. Tymczasem netfliksowy miniserial inspirowany prawdziwą historią młodej kobiety uciekającej od życia w środowisku ortodoksyjnych chasydów wciągnął mnie bez reszty, zapewniając przy tym multum atrakcji.

Od trzymającej w napięciu fabuły, przez fantastyczną Shirę Haas w głównej roli, po tonę autentycznych emocji – zalet serialu było tyle, że wady ginęły gdzieś pod nimi. A że coraz rzadziej zdarzają się produkcje, które oglądam z wypiekami na twarzy, tym bardziej muszę taką docenić, gdy w końcu się pojawiła.