"How I Met Your Mother": 7. sezon za nami

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

"How I Met Your Mother" (Fot. CBS)

Jakie imię wymyślił Barney dla dziecka Lily i Marshalla? I z kim tak naprawdę się żeni? Już wiemy! Uwaga na spoilery.

Po 7. sezonie "Jak poznałem waszą matkę" nie spodziewałem się wiele. Już od serii czwartej serial, którym na początku byłem zachwycony, podobał mi się coraz mniej, w piątej zaś na dobre przestał mnie śmieszyć nawet Barney (skończył się na "Scuba Diver" w odcinku "The Playbook"). A 6. sezon? Szkoda słów.

7. seria, pamiętam, zaczęła się nieco lepiej, twórcy jednak od razu pozbawili mnie złudzeń. Nie, na pewno nie będzie już tak śmiesznie, jak kiedyś – pokazali na starcie; za to poplątanych wątków romantycznych pojawi się zatrzęsienie. I tak też się stało.

Barney i Robin. Ted i Victoria. Robin i Kevin. Barney i Nora. Ted i Zdzirowata Dynia. Barney i Quinn... Ale żeby jakieś nowe dowcipy? Zabawne sytuacje? OK, ojciec Lily (Chris Elliott) robił, co mógł – ale mógł najwyraźniej za mało. Dotrwałem jednak do dwuodcinkowego finału, czyli do "The Magician's Code" (Part 1&2). Czy rzeczywiście zrobiło się magicznie?

Pierwsza rzecz, jaką mogę zaliczyć na plus, to Barney podrywający nowym sposobem. "Terminatorowi", co prawda, daleko do "Płetwonurka", ale na bezrybiu... Drugi plus to drugie imię syna Lily i Marshalla, wymyślone przez Barneya. Jakie? Już piszę. Wait for it. Czy może raczej: WaitForIt (albo Wait-for-it? Sam już nie wiem). Marvin Wait-for-it Eriksen. No dobra, Marshall tak pijany, że mówi jak mistrz Yoda, też był w porządku. Ale co poza tym?

Poza tym, niestety niewiele ciekawego. Taki, na przykład, kwadrans budowania napięcia pod znakiem "co takiego Barney ukrył w magicznym pudełku" – kompletna porażka, bo przecież każdy zgadnie od razu, że pierścionek zaręczynowy dla Quinn. Albo Victoria, czyli uciekająca panna młoda. Miejcie litość, ile razy już to widzieliśmy w sitcomach?

Mimo wszystko, w odróżnieniu od wielu wcześniejszych epizodów 7. sezonu (i całej 6. serii), finałowe odcinki dało się oglądać, nie ziewając i nie zgrzytając zębami... zbyt często. Pojawiły się iskierki nadziei, że w 8. sezonie mogą się przydarzyć udane momenty.

Aha, jeszcze kilka słów o ostatniej scenie ostatniego odcinka. Ted wchodzi do pokoju, a tam w białej sukni stoi... No właśnie, niby zaskoczenie – a jednak wcale nie, prawda?