"Julie and the Phantoms", czyli dziewczyna, która śpiewa z duchami – recenzja młodzieżowego musicalu Netfliksa

"Julie and the Phantoms" (Fot. Netflix)

0

Jeśli potrzebujecie czegoś podnoszącego na duchu i nie przeszkadza wam, że to serial dla 12-latek, sprawdźcie "Julie and the Phantoms". To coś więcej niż serialowy "High School Musical".

W lipcu zachwycaliśmy się mądrym i uroczym współczesnym "Klubem Opiekunek", we wrześniu z przyjemnością witamy na Netfliksie "Julie and the Phantoms". Młodzieżowy musical, wyprodukowany przez Kenny'ego Ortegę, reżysera "High School Musical", nie jest może aż tak świetny jak opowieść o Kristy i jej koleżankach, ale zdecydowanie ma w sobie "to coś", miksując występy muzyczne z wdzięcznymi absurdami życia pozagrobowego i ciepłą historią o przyjaźni, rodzinie, stracie.

Julie and the Phantoms, czyli dużo muzyki i ciepła

Mieszkająca w Los Angeles nastoletnia Julie (Madison Reyes, kolejny młody talent odkryty przez Netfliksa) nie może pozbierać się po śmierci mamy, z którą łączyła ją pasja do muzyki. Dziewczyna nie jest w stanie grać ani śpiewać, przynajmniej dopóki w jej garażu nie materializuje się trio pełnych energii młodych muzyków: Luke (Charlie Gillespie), Alex (Owen Patrick Joyner) i Reggie (Jeremy Shada). Chłopaki dosłownie spadają z nieba, to znaczy są duchami. Wszyscy trzej zgodnie zmarli w roku 1995, po zjedzeniu podejrzanych hot-dogów i przed ważnym występem.

Julie and the Phantoms serial recenzja

Brzmi jak totalne głupoty? Oj tak, przynajmniej na początku. Ale po wprawiających w konfuzję perturbacjach z pilota "Julie and the Phantoms", oparte na sprawdzonym brazylijskim formacie "Julie e os Fantasmas", w kolejnych odcinkach łapie wiatr w żagle, przemieniając się w jedną z tych sympatycznych produkcji, które można oglądać całą rodziną. I które zdecydowanie potrafią poprawić humor w tych paskudnych czasach. Są tutaj pełne energii, świetnie nakręcone występy, jest trochę klasycznej high school dramy, sporo humoru, wrażliwości i wszelkiego typu ciepła.

Julie and the Phantoms ma świetne występy

Julie i trójka duchów szybko zaprzyjaźniają się i zaczynają razem występować (Julie widzi i słyszy chłopaków przez cały czas, reszta świata szczęśliwym trafem może ich zobaczyć i usłyszeć podczas występów), grając przyjemny, choć niespecjalnie dający się zapamiętać poprockowy miks, i zawsze dbając o fantastyczną oprawę wizualną. Każdy występ (autorem muzyki jest David Lawrence, znany ze współpracy z Disney Channel) to małe widowisko, w którym czuć fenomenalną energię i chemię w ekipie. Jest w tym trochę "Glee", trochę klimatów Disneya, nienarzucająca się nutka lat 90.

Julie and the Phantoms serial recenzja

A co dzieje się pomiędzy? W przypadku Julie fabuła sprowadza się do perypetii szkolno-rodzinnych: przyjaźni z Flynn (Jadah Marie), wojenek z wredną dziewuchą Carrie (Savannah Lee May), pierwszego zadurzenia w chłopaku, okazjonalnych kłopotów w szkole, prób przetrawienia rodzinnej tragedii. Nie jest to nic skomplikowanego ani wyjątkowego, ale Madison Reyes wypada tak naturalnie w roli Julie, że szybko zaczynamy się angażować w jej codzienne radości i smutki.

Czy warto obejrzeć serial Julie and the Phantoms?

Świat duchów, w którym połowicznie egzystują chłopaki, okazuje się zadziwiająco rozbudowany, zwłaszcza kiedy w 4. odcinku (widziałam przedpremierowo cały 9-odcinkowy sezon) wjeżdża roztańczony, rozśpiewany Hollywood Ghost Club i jego diaboliczny przywódca Caleb Covington (świetny Cheyenne Jackson). To niezwykle kuszące miejsce funkcjonuje pod hasłem "Life Is Good on the Other Side of Hollywood" (przy okazji to też jedna z najbardziej wpadających w ucho piosenek z całego sezonu) i robi, co może, by przeciągnąć trio muzyków na swoją stronę.

O powody nawet nie pytajcie, bo ani nie są one aż tak ważne, ani szczególnie warte pamiętania. Liczy się to, że "Julie and the Phantoms", zarówno w swoich najbardziej absurdalnych, jak i tych sympatycznych i ciepłych momentach dostarcza widzowi czystej frajdy. A Cheyenne Jackson robi cuda ze swoją przerysowaną postacią.

Julie and the Phantoms serial recenzja

Wady serialu? No cóż, to po prostu nie zawsze działa. "Julie and the Phantoms" potrzebuje paru odcinków, żeby się rozkręcić. Chemia w obsadzie nie pojawia się od razu. Większość postaci nie jest porządnie napisana, a zaledwie zarysowana. Dialogi bywają przyciężkawe, a cała "mitologia" świata duchów to zwykłe bzdurki. Jest w tym jednak tyle uroku, tyle energii i bezpretensjonalnej zabawy, że da się nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego i po prostu cieszyć się fajnymi występami, szkolnymi perypetiami i autentyczną dziewczyną w czasach plastiku.

Julie and the Phantoms jest dostępne na Netfliksie