"Episodes" (2x01): Powrót w dobrej formie

Są rzeczy pewne na tym świecie. Śmierć, podatki lub to, że wszyscy grają w piłkę, a na końcu wygrywają Niemcy. Wydaje się, że możemy dodać do tego jeszcze jeden pewnik - wysoką formę "Episodes". Uwaga na spoilery dotyczące premierowego odcinka 2. sezonu!

Druga seria komedii o robieniu komedii na podstawie komedii miała kilka dni temu premierę w Wielkiej Brytanii, dwa miesiące przed debiutem na antenie amerykańskiej stacji Showtime. Mam nadzieję, że szybsza premiera w Europie nie zabije oglądalności w Stanach (równie ważnej, a może nawet ważniejszej), bo, skoro serial krąży już w sieci, po co czekać do lipca? Pełen obaw siadam do więc do oglądania następnego sezonu, zapowiadającego się równie smakowicie, co jego poprzedni.

Od wydarzeń z finału pierwszej serii minęły cztery miesiące. "Krążki" za chwilę wchodzą na antenę, mimo wielu nieprzychylnych recenzji. Beverly i Sean, mimo jej zdrady, nadal współpracują razem na produkcją swojego show. Zupełnie zmieniły się jednak ich relacje, nie mieszkają razem, dyskutują głównie o pracy, nie czuć już między nimi chemii. Beverly wciąż chciałaby wrócić do męża, bardzo żałuje swojego skoku w bok, ten jednak jest na to odporny. A przynajmniej dobrze udaje. Matt natomiast próbuje poskładać jakoś swoje relacje z tą dwójką. Póki co idzie mu to dość opornie, ale przecież wciąż wiele przed nami.

Rzecz najważniejsza, "Episodes" nadal bawi. Tak, jak poprzednio, twórcy nie próbują bombardować nas żartami przez cały odcinek. Wiedzą, kiedy się wycofać, by chwilę później przeprowadzić kolejne natarcie. Bardzo rzadko robi się to za pomocą gagów, chyba że za taki uznać scenę pomiędzy Mattem i Jamie. Od początku postawiono na dialogi i, co trzeba przyznać, był to strzał w dziesiątkę. Przejmujący się wszystkim Beverly i Sean w zestawieniu z wyluzowanym i traktującym wszystko z odpowiednim dystansem Mattem tworzą mieszankę wybuchową. Jest tak nadal, nawet jeśli zmieniły się relacje pomiędzy tą trójką.

Drugi sezon "Episodes" otwiera przed scenarzystami nowe możliwości, w końcu "Krążki" trafiły na antenę, od teraz zapewne zacznie się walka o oglądalność, zaspokajanie potrzeb widzów i szefa stacji, Merca – buraka, przez którego nasuwa się pytanie, jak to możliwe, że ktoś taki piastuje tak wysokie stanowisko. To także przyniesie zapewne kolejne sceny, pokazujące zderzenie brytyjskiego i amerykańskiego podejścia do robienia seriali. Przedsmak tego mieliśmy już w tym odcinku, gdy Beverly zachwycała się wynikami oglądalności, nie mając pojęcia, co znaczą liczby przed jej oczami.

No i wreszcie to, co najbardziej lubię w "Episodes", czyli nawiązania do show biznesu. Premiera drugiego sezonu oczywiście również nie mogła się bez nich obejść, słyszeliśmy więc między innymi nawiązania do prawdziwego wieku "licealistów" z "Glee" czy zazdrości, w jaką popadnie David Schwimmer po sukcesie "Krążków". Czekam na kolejne dialogi z takimi odnośnikami, myślę, że nie będę musiał robić tego długo. Wymieszanie fikcji z rzeczywistością to jedna z najlepszych rzeczy, jeśli nie najlepsza, jakie mogły przytrafić się temu serialowi.

Cóż, wydaje się, że jedyne, co może zabić ten serial to różnica między emisją w Wielkiej Brytanii a w Stanach. Twórcy pozostają wciąż w najwyższej formie i nic nie wskazuje na to, by miała ona spaść. Zwłaszcza, że drugi sezon otwiera przed nimi wiele nowych możliwości. Zdążyłem na tyle polubić perypetie Brytoli kręcących hit dla zjadaczy hamburgerów, że nie wybaczę, jeśli ktoś spartaczy ten serial.

REKLAMA