"Continuum" (1x04): Zabawa w boga

Rachel Nichols na zdjęciu promującym "Continuum"

Rachel Nichols na zdjęciu promującym "Continuum"

W "Matter of Time" możemy zobaczyć jak trudne są czasem wybory osoby z przyszłości znajdującej się w przeszłości. Choć... niektórzy problemów z decyzjami nie mają.

"Continuum" jest serialem, który rozwija się coraz bardziej interesująco. Już pierwszy odcinek mile zaskoczył, drugi potwierdził, że to niezły serial, zaś trzeci utrzymał poziom. Za to czwarty - "Matter of Time" pokazał, że "Continuum" nawiązuje również do filozoficznych tradycji związanych nieodłącznie z gatunkiem SF. I, o dziwo, nie robi tego zbyt nachalnie.

Oczywiście, proza Lema to to nie jest (ani nawet Asimova), ale faktycznie wybory, przed jakimi staje Kiera (Rachel Nichols) do łatwych nie należą. Z czym się wiążą, możemy obserwować w przebitkach z jej przeszłości (czyli przyszłości), w których widzimy, jakie mogły być skutki podjęcia innych decyzji. Ale moralnie nie są one łatwe - oznaczają, że morderca będzie chodzić swobodnie i bezkarnie.

Nie wszyscy jednak mają problemy z podejmowaniem trudnych decyzji. Edouard Kagame (Tony Amendola), przywódca terrorystów nie ma wątpliwości, co chce zrobić. Za to my nabieramy ich co do tego, kto może mieć rację w konflikcie, jaki targa przyszłością. Możemy zobaczyć, jakie początki miał ruch, którego członkowie, tak skutecznie terroryzują naszą współczesność.

Ale to nie wszystko - wciąż mamy przyjemne obrazki pokazujące, jak Kiera odnajduje się w naszej rzeczywistości (kłopoty z tuszem do rzęs), a Alec (Erik Knudsen) pilnie notuje to, co mówi ona o technologiach przyszłości. Dochodzi też wreszcie do spotkania Aleca z Kierą. Okoliczności nie zachwyciły Kiery, ale pojawiła się szansa na naprawienie jej skafandra.

Fabuła serialu układa się bardzo zgrabnie i zręcznie się zazębia. Sporo rzeczy można się już domyślić, pytanie tylko, czy nasze domysły są prawidłowe. Jednak można już śmiało powiedzieć, że postacie Aleca i Kiery (oraz głównego antagonisty naszej bohaterki) są ze sobą bardziej powiązane niż to na pierwszy rzut oka wygląda.

A smaczku wszystkiemu dodaje postępowanie Kelloga, który odszedłszy od terrorystów wziął się za grę na giełdzie. Z dużą przewagą nad innymi inwestorami... Któż z nas powstrzymałby się od czegoś takiego? Któż nie chciałby pobawić się w boga?

REKLAMA