"Lupin", czyli superbohater na nowe czasy – recenzja 2. sezonu francuskiego serialu Netfliksa

"Lupin" (Fot. Netflix)

"Lupin" powrócił z kolejnymi odcinkami. 2. sezon francuskiego hitu zamyka historię konfliktu Assane'a Diopa i rodziny Pellegrinich. Czy warto ponownie zajrzeć do Paryża?

Assane Diop to bohater serialowy, który na początku 2021 zyskał sporą przychylność widowni (a widownia też nie była mała, taka rzędu 76 milionów subskrybentów Netfliksa). Olbrzymia w tym zasługa aktora wcielającego się w postać współczesnego Lupina. Omar Sy jest świetny jako dżentelmen włamywacz – w szatach z XXI wieku, czyli na ogół w dresie na który narzuca nonszalancko płaszcz – inspirowany twórczością Maurice'a Leblanca. Bohater wzbudza w nas sympatię, rozumiemy, do czego dąży, jego motywacje są oczywiste i chętnie kibicujemy mu w kolejnych spektakularnych przekrętach. Ostatnio niezbyt często trafiają się nam bohaterowie z natury przyzwoici, a przy tym mający głowę na karku. Taki jest Assane. Dlatego lubimy go i życzymy mu dobrze. W końcu to klasyczne starcie jednostki z bezdusznym systemem.

Assane Diop, czyli Lupin szyty na miarę XXI wieku

Oczywiście "Lupin" to serial z gatunku tych mających poprawić nam nastrój. I z tego zadania wywiązuje się wzorowo. Sytuuje się w oddali od telewizji jakościowej, ale daleko mu również do łopatologicznych procedurali. Być może kolejne części staną się przewidywalne, ale póki co miło jest spędzać czas z Assane'em i jego ekipą (zaliczam do niej także psa!).

Lupin sezon 2 recenzja opinie

"Lupin" (Fot. Netflix)

Rozstaliśmy się z Assane'em i Claire, gdy doszło do uprowadzenia kogoś bardzo im bliskiego. W drugiej serii wkraczamy w ten sam moment i razem z bohaterami poszukujemy zaginionego. Sporo w tym brawury, zwrotów akcji, nawiązań do literackiego pierwowzoru, czyli wszystko to, co sprawdziło się w pierwszej części i po co wróciliśmy w nadziei na kontynuację. Mamy więc podróż pociągiem, ucieczkę kradzionym autem, urokliwe francuskie miasteczko nasączone rasizmem, opuszczone dworki, a może nawet małe pałace. Czyli subtelne przypomnienie o tym, że zawsze gdy nie ma chleba, możemy jeść ciastka.

Ktoś może powiedzieć, że "Lupin" jest skrajnie naiwny i nierealistyczny w stosunku do wysokich oczekiwań widza nakarmionego quality TV. Cóż, nie sposób się nie zgodzić. Chciałoby się powiedzieć "taka konwencja". Ale czy coś w tym złego, że serial opowiadający o problemach klasistowskiej Francji chce dawać nadzieję, że z czasem coś się zmieni i może być lepiej? Zderzenie grup społecznych, czyli imigrantów z Senegalu z wyższą klasą średnią wraca i tym razem. W końcu Diop nie rozliczył się jeszcze z rodziną Pellegrinich.

Systemowy rasizm, brak możliwości wyjścia ze swojej grupy społecznej i zawodowej, to bardzo aktualne problemy, których nie da się załatwić ukaraniem kilku konkretnych osób. W tym sensie, "Lupin" zawodzi nas, jeśli liczyliśmy na realistyczne ukazanie współczesnych problemów i diagnoz dla francuskiego społeczeństwa. Ale nikt ich przecież nie szuka w serialu inspirowanym literaturą łotrzykowską dla dzieci i młodzieży z początku XX wieku, prawda?

Lupin i jego reinterpretacje

Przy tej okazji warto wspomnieć, że w połowie XX wieku książki Leblanca do tego stopnia uchodziły za niebezpieczne, wywrotowe i demoralizujące, że w 1951 roku w Polsce zostały wycofane z bibliotek i ocenzurowane. Dzisiaj subkultura narosła wokół postaci Lupina, którą obserwujemy w serialu, wydaje się jedynie uroczym ekscentryzmem. Swoją drogą, moda na czytanie też nikomu nie wadzi, chociaż warto pamiętać, że nie każda lektura wzbogaca nas intelektualnie, co często wmawia się nam przy analizie kolejnych raportów na temat poziomu czytelnictwa wśród Polaków.

Lupin sezon 2 recenzja opinie

"Lupin" (Fot. Netflix)

Wracając jednak do serialu Netfliksa, "Lupin" mógłby idealnie wpisywać się w marzenia Reeda Hastingsa o serialu dla każdej widowni, gdyby nie zaangażowane wątki społeczne. W końcu senegalski superbohater nie każdemu przypadnie do gustu, jednak narzekanie na ten wybór nie było tak silne w mediach społecznościowych jak wtedy, gdy pojawiła się "groźba", że kolejny Bond będzie ciemnoskóry. Wówczas niektórzy fani serii filmowej byli bliscy zawału serca. Podsumowując kwestię kontrowersyjną, "Lupin" Netfliksa jest świetnie uwspółcześniony, jeśli chodzi o skupienie się na rozwarstwieniu społecznym i wykorzystaniu technologii cyfrowych do aranżowania kolejnych wielkich przekrętów Diopa.

Lupin i klasyka telewizyjna

To jeden z tych seriali, które idealnie wpisują się w kategorię niezobowiązującej rozrywki, nieobrażającej inteligencji widza. W końcu starcie Diopa z potężnym i uprzywilejowanym Hubertem Pellegrinim angażuje nas bez reszty i od początku kibicujemy naszemu superbohaterowi. W jakimś sensie jest to też bardzo tradycyjny serial mówiący nam, że rodzina jest najważniejsza i to ta wynikająca z więzów krwi, a nie budowanych dowolnie relacji. Jest też w "Lupinie" podkreślona istota przyjaźni i tworzenia długofalowych relacji z ludźmi.

Momentami Diop bardzo kojarzy się nam z klasycznym "McGyverem", w końcu – podobnie do telewizyjnego superbohatera lat 80. – wybrnie z każdej sytuacji, zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie, poradzi sobie z każdą przeszkodą. Ten sensacyjny element scenariusza stanowi kluczową cechę osobowości Diopa, niepoddającego się niezależnie od przeciwności losu. Brzmi to prawie jak mowa motywacyjna, tylko że wygłaszana przez sympatycznego coacha.

Lupin sezon 2 recenzja opinie

"Lupin" (Fot. Netflix)

Niektórych może razić zbytnia umowność pewnych elementów fabularnych (ucieczek, intryg, kryjówek), ale znowu musimy zaakceptować fakt, że "taka konwencja" i już. Jeśli macie ochotę pobawić się z dżentelmenem włamywaczem, to śmiało oglądajcie nowe odcinki "Lupina". To jeszcze nie koniec historii Assane'a Diopa. Kolejna część w przygotowaniu. A to oznacza prawdopodobnie, że producenci (z Omarem Sy na czele) dopiero się rozkręcają i nie zamierzają poprzestać na kilku odcinkach.

2. sezon serialu Lupin jest dostępny na Netfliksie

REKLAMA