"Rojst '97" to historia o małych i dużych końcach świata na Grontach – recenzja serialu Netfliksa

"Rojst '97" (Fot. Netflix)

"Rojst '97" to serial, którego nikt się nie spodziewał. W końcu po tym jak Showmax zniknął z Polski, mało kto miał nadzieję, że Netflix nakręci kontynuację hitu rynkowego rywala. A jednak!

Gdy serial "Rojst" autorstwa Jana Holoubka, w 2018 wystartował z pięcioma odcinkami, spotkał się z dużym entuzjazmem widzów i krytyków. W nowym sezonie wracamy do tego samego fikcyjnego miasteczka w zachodniej Polsce, położonego przy lesie na Grontach, który od zawsze napawał mieszkańców przerażeniem i kojarzył się ze złem popychającym ich do najpodlejszych zbrodni. Scenariusz inspirowany jest tekstem zatytułowanym "Mord", napisanym wspólnie przez Marcina Wronę i Pawła Maślonę. Na jego podstawie Jan Holoubek i Kasper Bajon przygotowali scenariusz do serialu "Rojst '97".

Rojst '97 to powrót do czasów powodzi tysiąclecia

Jest rok 1997, w Polsce temat numer jeden w mediach brzmi następująco: "powódź tysiąclecia”. Nie inaczej jest w miasteczku obok lasu na Grontach, gdzie pęka wał przeciwpowodziowy, zalewając osiedle zamieszkiwane przez klasę robotniczą a jakimś cudem omijając "Oazę", czyli nowe osiedle domów dla klasy średniej. Po tym zdarzeniu, w lesie policja odkrywa nie tylko kości osób pochowanych na tych terenach kilkadziesiąt lat temu, ale i ciało 12-letniego chłopca, który najprawdopodobniej utonął podczas pęknięcia wału. Sprawą zajmuje się lokalna policja oraz Anna Jass, policjantka oddelegowana z Warszawy (w tej roli brawurowa Magdalena Różczka. Kto pamięta Aldonę Ginko z serialu "Oficer" sprzed ponad 17 lat, ręka w górę!).

Rojst '97 serial netflix recenzja opinie

"Rojst '97" (Fot. Netflix)

W mieście pojawia się także dawno niewidziany Piotr Zarzycki (w tej roli ponownie Dawid Ogrodnik), który wraz z rodziną przeprowadza się tutaj z Krakowa w związku z tym, że objął funkcję redaktora naczelnego w miejscowym "Kurierze". Można by powiedzieć, że od 1984 nic się nie zmieniło i wszyscy wracają na stare śmieci.

Rojst '97 odtwarza kulturę i obyczajowość lat 90.

Zmieniło się jednak całkiem sporo. Przede wszystkim kultura i obyczajowość. Dla ludzi, którzy wychowywali się w latach 90., "Rojst’97" będzie sentymentalną podróżą do przeszłości. Przenosimy się do lipca 1997. Usłyszymy więc radiowe hity Kayah, "12 groszy" Kazika Staszewskiego, rapowe kawałki kultowego już składu Kaliber 44, a także obejrzymy kilka starych odcinków "Familiady". Co ciekawe, już blisko ćwierć wieku temu ludzie mieli dość żartów Karola Strasburgera (true story!).

Brawa dla twórców za wzorowe odtworzenie mody ulicznej. Bohaterowie ubrani są w kurtki jeansowe, sztruksowe spodnie, a bohaterki pracujące w szkołach i urzędach gmin w długie spódnice, na które dzisiaj mówimy "maxi", a wówczas mówiliśmy po prostu "długa spódnica". Sześć odcinków (widzieliśmy przedpremierowo całość) to właściwie nieustający pokaz mody użytkowej epoki najntisów – garsonki urzędniczek, tipsy właścicielki salonu fryzjerskiego, nieironiczne wąsy u mężczyzn młodszych i starszych, walkmany u dzieciaków, koszulki Nirvany noszone przez zbuntowaną młodzież oraz kawa pita w szklankach.

Rojst '97 serial netflix recenzja opinie

"Rojst '97" (Fot. Netflix)

W pokoju jednego z nastoletnich bohaterów widzimy plakaty Kalibra 44 z czasów płyty "Księga Tajemnicza. Prolog" i trzeba przyznać, że jest to idealne uchwycenie rosnącej popularności zespołu. Płyta ukazała się w listopadzie 1996 roku więc dzieciaki słuchające jej w wakacje 1997 były zjawiskiem bardzo powszechnym. Podobnie jak te, słuchające wówczas płyt (a znacznie częściej – kaset magnetofonowych) Nirvany. Skoro już jesteśmy przy odtwarzaniu realiów lat 90., warto dodać że w dialogi bohaterów wkradł się miejscami język zbyt współczesny. Mówienie "ogarnij to" nie było wtedy znane w takim kontekście jak używamy dzisiaj, podobnie jak wulgarne "ja j*bię", które w serialu pada. Ale poza tym, udała się twórcom ta wycieczka do popkulturowych lat 90. Brawo!

Rojst '97 stawia na wyrazistą panią detektyw

W serialu następuje zmiana warty. Owszem, Piotr Zarzycki i Witold Wanycz (Andrzej Seweryn) nadal mają swoje ważne sprawy do wyjaśnienia, ale pojawia się nowa bohaterka mocno dynamizująca akcję. Anna Jass z Warszawy nie ma w zwyczaju czekać, aż sprawa sama się rozwiąże albo ktoś zrobi to za nią. Od razu bierze się do pracy i mimo że musi znosić niewybredne docinki komendanta i niektórych kolegów, to daje radę i szuka informacji o okolicznościach śmierci chłopca oraz powodach, dla których pękł wał przeciwpowodziowy. To prawdziwa supermanka, prawie jak z piosenki Kayah. Fajnie, że w scenariuszu znalazło się miejsce dla kobiety żyjącej wbrew ówczesnej obyczajowości i zasadom decorum. Anna robi, co chce i kiedy chce, i mało kto odważy się jej podskoczyć.

Rojst '97 serial netflix recenzja opinie

"Rojst '97" (Fot. Netflix)

Temperatura drugiego sezonu jest nieco inna niż w przypadku pierwszej serii. Czasy się zmieniły, władza ucywilizowała, a służby mundurowe nie mogą już uprawiać kompletnej samowolki. Mimo że w mieście jak zawsze rządzą układy, to jednak można się wychylić trochę bardziej i próbować walczyć ze skorumpowanymi deweloperami, leniwymi policjantami i, niechętnymi wykonywaniu swojej pracy, prokuratorami. Dziennikarze też mogą trochę wnikliwiej przyglądać się lokalnym prominentom. Chociaż Wanycz jest sceptyczny i uważa, że niewiele się zmieniło. Ale mimo wszystko sam wraca do przeszłości i chce się z nią rozliczyć. Za jego sprawą funkcjonujemy w dwóch osiach czasu i poznajemy życie na Grontach w latach 40., gdy do miasta wkroczyła Armia Czerwona, a Niemcy musieli z niego uciekać, gdyż w innym wypadku, czekał ich tragiczny los.

Jedno się nie zmieniło. Wódka zagryzana ogórkami wciąż leje się strumieniami. Hotel Centrum nadal działa, a bohater grany przez Piotra Fronczewskiego zagaduje swoich gości. W hotelowej restauracji bywa zarówno Anna Jass, jak i starzy wyjadacze, czyli Piotr Zarzycki i Witold Wanycz. Jest to bardzo urokliwe i klimatyczne rozwiązanie fabularne, ale prawdę powiedziawszy niewiele wnosi do rozwoju akcji. Widać twórcy chcieli utrzymać ten motyw z pierwszego sezonu, mimo że w drugim nie jest on zbyt funkcjonalny.

Rojst '97 – warto obejrzeć, ale już bez efektu WOW

"Rojst '97" nie rozczaruje fanów pierwszego sezonu, ale nie ma już efektu "WOW!". Jest wszystko to, co sprawdziło się w 2018 roku, ale przez to pewne mechanizmy są już nam znane i nie zaskakują. To nadal serial kryminalny, w którym ważniejsze jest szukanie połączeń z przeszłością i próba zrozumienia, dlaczego ludzie robią głupie i tchórzliwe rzeczy, niż wskazywanie kogoś konkretnego palcem.

Rojst '97 serial netflix recenzja opinie

"Rojst '97" (Fot. Netflix)

Serial wiele zyskuje dzięki obecności Magdaleny Różczki i Łukasza Simlata, którzy zdominowali duet z pierwszego sezonu, czyli Dawida Ogrodnika i Andrzeja Seweryna. Łukasz Simlat świetnie buduje swoją postać – starszego sierżanta Adama Mikę. Mika często chciałby pokozaczyć na komendzie, ale na ogół się boi. Ten bohater zdecydowanie jest wart waszej uwagi, a także sprawa jego pralki.

Z pewnością "Rojst '97" to jedna z ciekawszych tegorocznych polskich premier, która znajdzie się w całorocznych podsumowaniach "naj", ale poczekajcie na recenzję "Kruka", ponieważ wyścig o miano najlepszego polskiego serialu roku jeszcze się nie zakończył.

Rojst '97 – premiera serialu 7 lipca na Netfliksie

REKLAMA