"Wiedźmin: Zmora Wilka" pokazuje świat, którego nie znamy – recenzja animacji Netfliksa

"Wiedźmin: Zmora Wilka" (Fot. Netflix)

"Wiedźmin: Zmora Wilka" przenosi nas w przeszłość, na długo przed historią, jaką znamy z książek Andrzeja Sapkowskiego. To świat, w którym Kaer Morhen ciągle szkoliło młodych wiedźminów.

Animacja Netfliksa jest półtoragodzinnym filmem, opowiadającym o młodości Vesemira (w oryginalnej wersji głos podkłada Theo James, w polskiej Kamil Pruban). Fani książek doskonale znają tę postać – najstarszego i najbardziej doświadczonego wiedźmina z Kaer Morhen.

Opowieści krążące wokół legendarnego Geralta, niezależnie od tego, czy myślimy o książkach, grach czy serialu, pokazują Kontynent jako miejsce, w którym wiedźminów jest coraz mniej. Kaer Morhen jest już tylko miejscem do zimowania, a zabójcy potworów lada moment staną się miejską legendą. Dlatego tak ciekawe jest to, co Netflix prezentuje w "Zmorze Wilka".

Wiedźmin: Zmora Wilka, czyli młodość Vesemira

"Wiedźmin: Zmora Wilka" doskonale buduje charakter Vesemira. Podobnie jak w serialu "Wiedźmin", historia Vesemira nie jest linearna i obserwujemy przeskoki czasowe, ale na szczęście tym razem nie ma wątpliwości co do kolejności wydarzeń. A sam Vesemir nie jest też mrukliwą kopią Geralta. Wręcz przeciwnie. Bliżej mu do bohaterów Marvela, którzy podczas walki rzucają żartami. Jednak pod tą przykrywką wesołka kryje się przebiegłość i kalkulacja zysku. Bo jeżeli Vesemir coś naprawdę lubi, to wygodne życie i luksusy.

I nie dzieje się tak bez powodu. Jako dziecko Vesemir dorastał jako sługa jednego z bogatych szlachciców. I za nic nie umiał zaakceptować, że musi się cieszyć z posiadania dachu nad głową i niewygodnego łóżka. Jeżeli wraca myślami do tamtych czasów, to tylko po to, by przypomnieć sobie o swojej przyjaciółce i pierwszej, nastoletniej miłości.

Wiedźmin: Zmora Wilka recenzja

"Wiedźmin: Zmora Wilka" (Fot. Netflix)

Buta Vesemira sprawia, że zostaje zmuszony do współpracy z czarodziejką Tetrą (Lara Pulver/Ewa Prus), z którą wyruszają na poszukiwanie źródła dziwnych, nowych potworów nawiedzających okolicę. Tetra – jak większość czarodziejek tego świata – jest osobą bardzo zaangażowaną politycznie. Relacja tych dwojga jednak mogłaby być lepiej napisana – opiera się na zasadzie "on nie lubi jej, ona nie lubi jego", ale dobrze ze sobą współpracują w walce. Jest to motyw tak częsty, że jego pisanie zdaje się być lenistwem scenarzystów.

Co ciekawe, animacja oddaje ducha książek, pozwalając sobie na typowe dla Andrzeja Sapkowskiego rozważania o inności, przetrwaniu i zmieniającym się świecie. Dzięki temu film ma do powiedzenia coś więcej, a twórcom udało się uciec od moralizatorskiego grożenia palcem w stronę widza i wskazywania na jedno słuszne rozwiązanie.

Wiedźmin: Zmora Wilka to dobrze zrobione anime

Netflix postawił na anime i okazało się to bardzo dobrym wyborem. Animacja jest piękna i podczas oglądania aż chce się zapisywać poszczególne stopklatki. Nie brakuje efektownych i przesadzonych scen walki, które w każdym innym wydaniu wyglądałyby źle. Jednak ten styl aż prosi się o przesadzone zamachy mieczem, niemożliwe do wykonania skoki i czary trzęsące całą okolicą. Anime pozwoliło także na pokazanie dużej brutalności i rozlewu krwi, bez poczucia, że twórcy chcą wywołać w widzach uczucie obrzydzenia.

Wiedźmin: Zmora Wilka recenzja

"Wiedźmin: Zmora Wilka" (Fot. Netflix)

"Wiedźmin: Zmora Wilka" zabiera nas do Kaer Morhen za czasów jego świetności. Nie tylko możemy zobaczyć, jak wielu wiedźminów było na świecie, ale nie zapomniano także o Próbie Traw – trudnym i morderczym wyzwaniu, jakie czeka młodych chłopców, którzy zostali przygarnięci przez wiedźminów. Andrzej Sapkowski nie opisał w sadze, jak dokładnie to wygląda, twórcy mieli więc okazję popuścić wodzy wyobraźni. Ich podejście jest ciekawe i odpowiednio brutalne, chociaż nie wszystkie pomysły wydają się tutaj trafione – jak choćby pozbawienie młodych wiedźminów broni w momencie, w którym powinni dostać możliwość wykazania się swoimi umiejętnościami.

Wiedźmin: Zmora Wilka – czy warto obejrzeć?

"Wiedźmin: Zmora Wilka" jest zdecydowanie wart uwagi. Z jednej strony dlatego, że pójście w stronę anime daje możliwości, jakich nie dostalibyśmy w serialu aktorskim. Z drugiej strony dlatego, że opowiada historię Kontynentu, o jakiej mogliśmy słyszeć tylko ze wspomnień bohaterów "Sagi o wiedźminie". A patrzenie na świat fantasy sprzed wielkich zmian, który jeszcze nie stoi na granicy upadku, zawsze jest bardzo satysfakcjonującym przeżyciem.

Wiedźmin Zmora Wilka recenzja

"Wiedźmin: Zmora Wilka" (Fot. Netflix)

Równocześnie "Wiedźmin: Zmora Wilka" wywołuje pewien żal: żal, że nie dostaliśmy wiedźmińskich opowiadań w dokładnie takiej formie. I dopiero po nich mógłby być serial aktorski.

Wiedźmin: Zmora Wilka – premiera 23 sierpnia na Netflix

REKLAMA