"Clickbait", czyli mroczna strona pogoni za sensacją – recenzja serialu Netfliksa

"Clickbait" (Fot. Netflix)

Wiele seriali ogranicza obecność internetu do minimum lub udaje, że w ogóle go nie ma. Tymczasem netfliksowy thriller "Clickbait" zbudował wokół niego całą sprawę kryminalną.

Możliwości internetu często utrudniają twórcom budowanie napięcia. Dlatego z reguły jego obecność ograniczona jest do minimum – to coś, co bohaterowie sprawdzają w tle, ale nie wnosi wiele do ich życia. Internet w serialach rzadko służy postaciom za realną pomoc lub zagrożenie. "Clickbait" podszedł do sprawy całkowicie inaczej, trafnie portretując zachowania społeczne w sieci, pokazując równocześnie jego ogromne możliwości, jak i zagrożenia. I ani na chwilę nie zapominając o budowaniu głównych postaci i historii, jaką należy opowiedzieć.

Wstęp do całości jest prosty i łatwy do wyobrażenia: na popularnej stronie pojawia się film z mężczyzną, Nickiem Brewerem (Adrian Grenier), trzymającym kartki, na których przyznaje się do strasznych czynów. Jeżeli film obejrzy 5 milionów widzów, mężczyzna umrze. Wygląda to dokładnie jak wiele innych internetowych wyzwań – nic więc dziwnego, że mało kto bierze film na poważnie.

Clickbait, czyli mroczne strony social mediów

Serial już na wstępie zadaje bardzo poważne pytanie: czy w takim przypadku powstrzymalibyśmy się od kolejnych wyświetleń filmiku? Czy udostępnili go i wysłali do znajomych? Pytania te nie są rzucane w próżnię, ponieważ odkrycie nagrania oglądamy z perspektywy rodziny. Tam, gdzie jedni widzą ekscytujący film i zastanawiają się, czy to głupi żart, inni przeżywają największy możliwy dramat. Patrzą na rosnącą liczbę wyświetleń i nic nie mogą z tym zrobić. Równocześnie serial pokazuje inny problem, nad którym rzadko się zastanawiamy. Z internetu naprawdę trudno jest usunąć niechciane nagrania, nawet gdy w całość zaangażowana jest już policja.

zoe kazan clickbait netflix recenzja

"Clickbait" (Fot. Netflix)

Oczywiście, "Clickait" nie zapomina także o znanym już, ale bardzo skutecznym narracyjnie osaczeniu rodziny Brewerów przez bezwzględnych dziennikarzy. Bezwzględnych, tym bardziej że ich sukces i kariera opiera się właśnie na clickbaitach. Im większa sensacja, im większy dreszcz emocji, tym więcej widzów i czytelników. I to właśnie ta mieszanka natarczywej medialnej roboty, z internetowym szaleństwem zamienia życie rodziny Brewerów w jeszcze gorsze piekło.

Bardzo szybko wychodzi na jaw, że Nick Brewer może wcale nie być taki święty, jakim widziała go rodzina. Ale nie tylko on – na światło dzienne wychodzą sekrety także innych osób. A internauci i dziennikarze nie czekają na potwierdzenie, jakie informacje są prawdziwe, a jakie nie. Osąd zostaje wydany bardzo szybko. Każdy w końcu ma swoje zdanie na temat tego, co się naprawdę wydarzyło, a zwyzywanie i grożenie śmiercią w sieci przecież nic nie kosztuje. A każdym razie nic nie kosztuje tych, którzy komentują. Bo po drugiej stronie ekranu widzimy rodzinę objętą nie tylko strachem o życie najbliższej osoby, ale także martwiącą się o swoje własne bezpieczeństwo. Bardzo znaczące są słowa Pii, siostry Nicka: "Przez to wszystko, nawet nie mam możliwości zastanowić się, co naprawdę czuję".

Wiele punktów widzenia w serialu Clickbait

Serial nie posiada jednego głównego bohatera ani nie opowiada historii w sposób linearny. Każdy z odcinków opowiedziany jest z perspektywy innej osoby, łącząc ze sobą bieżące wydarzenia ze wspomnieniami tego, kim dla nich był Nick. Oglądamy więc między innymi perspektywę siostry Nicka, Pii (Zoe Kazan), jego żony Sophie (Betty Gabriel) czy policjanta zajmującego się sprawą, Roshana Amiri (Phoenix Raei). Pozwala to nie tylko na lepsze poznanie bohaterów, zżycie się z nimi, przejęcie ich losem, ale także na lepsze poznanie samego Nicka. "Clicbait" pokazuje także różny sposób godzenia się z tym, co się dzieje. Od upartego zaprzeczania i walki o niewinność Nicka po zadanie pytania: "A co, jeżeli to wszystko jest prawdą?"

clickbait netflix recenzja

"Clickbait" (Fot. Netflix)

To, co jest warte uwagi, to narracja, która nie zawsze jest wiarygodna. Przyjmując różne perspektywy postaci, serial nie informuje nas, czy jest to prawda obiektywna, czy może coś, co oni chcą wiedzieć i pamiętać.

Clickbait – czy warto obejrzeć serial Netfliksa?

Netflix nie pokazuje jednak tylko ciemnej strony sieci i jej użytkowników. W opozycji do tych wszystkich, którzy z tragedii rodziny Brewerów zrobili sobie rozrywkę, są ci, którzy chcą im pomóc. Jak znane w grupy, które analizują hobbystycznie nagrania filmów, w celu znalezienia sprawców przestępstwa. Czy różnego rodzaju aplikacji, począwszy od namierzania telefonów członków rodziny po ogólnodostępną aplikację pozwalającą oznaczać przeszukany obszar.

"Clickbait" nie wysnuwa więc wniosków, że internet jest zły, a ludzkość stoczyła się na dno – bardziej pokazuje, że wszystko zależy od nas samych, od tego, jak będziemy internetu używać i czy widzimy po drugiej stronie człowieka, czy tracimy całkowicie tę ważną perspektywę.

clickbait netflix recenzja

"Clickbait" (Fot. Netflix)

"Clickbait" pamięta, że serial kryminalny powinien mieć odpowiednie tempo – i utrzymuje je od początku do końca. Dzięki temu, pomimo że nie jest to serial wybitny, ogląda się go tak, jak Netflix nas przyzwyczaił: za jednym zamachem, chcąc wiedzieć, co wydarzy się dalej. Serial warto obejrzeć ze względu na ciekawe podejście do narracji, doskonałą muzykę i dobre aktorstwo. 8-odcinkowy "Clickbait" jest idealnym tytułem, gdy szukamy krótkiej, zamkniętej historii, która zaangażuje nas na jeden weekend.

Clickbait jest dostępny w serwisie Netflix

REKLAMA