10 najlepszych odcinków amerykańskiego "The Office"

"The Office" (Fot. NBC)

1 2 3

"The Office" to jeden z najgłośniejszych tytułów tej jesieni. Amerykańską wersję możecie oglądać na Netfliksie, Canal+ i Prime Video – które odcinki warto sobie przypomnieć?

W zeszłym tygodniu amerykańskie "The Office" trafiło w Polsce na Netfliksa i od tego czasu nie opuszcza top 10 najchętniej oglądanych programów. Czy ten kultowy w Stanach sitcom i swego czasu najpopularniejszy serial na amerykańskim Netfliksie ma szansę na zdobycie podobnej popularności w naszym kraju? Niewątpliwie na nią zasługuje, o czym może świadczyć fakt, że moja pierwsza wersja listy najlepszych odcinków tej produkcji była kilkukrotnie dłuższa. Poniższy top jest moim całkowicie subiektywnym wyborem, jednak już teraz mogę zaznaczyć, że z pewnością brakuje w nim kilku perełek.

The Dundies (sezon 2, odcinek 1)

Premiera 2. sezonu "The Office" to prawdziwy restart tego serialu – scenarzyści "odświeżyli" postać Michaela (Steve Carell). Nie chodzi tu tylko o to, że główny bohater doczekał się nowych włosów. Twórcy wyraźnie zaczęli oddzielać go od jego brytyjskiego pierwowzoru, dając widzom szansę na polubienie postaci, która miała jeszcze przez wiele sezonów dźwigać ten serial na swoich plecach. Gdyby nie ta zmiana, amerykańskie "The Office" z pewnością nie doczekałoby dziewięciu sezonów. Poza tym "The Dundies" to po prostu szalenie zabawny odcinek – masa żenujących dowcipów ze strony Michaela, kłopotliwe sytuacje i pijana Pam (Jenna Fischer), czyli niemal wszystko to, co w "The Office" lubimy najbardziej.

The Injury (sezon 2, odcinek 12)

Któż nie lubi być budzonym przez zapach piekącego się bekonu? Fanem takiej pobudki z pewnością jest Michael, jednak tym razem zapłacił za nią sporą cenę – wstając z łóżka, przypiekł sobie stopę lub, jak ironicznie twierdzą niektórzy z pracowników biura, ugotował ją. Ten odcinek to Michael Scott w najczystszej postaci – chcący, by wszystko kręciło się wokół niego, wiecznie szukający atencji i przekraczający kolejne granice w jej poszukiwaniu. Scenarzyści w tym odcinku wiadrami wylewają na widzów uczucie cringe'u, ale to ten przypadek, że choć nieraz zwijamy się przed ekranami z zażenowania, nie możemy przestać patrzeć.

Benihana Christmas (sezon 3, odcinek 10)

Świąteczne odcinki "The Office" od samego początku wyróżniały się na plus, dlatego trudno wybrać mi jeden ulubiony. Stawiam na "Benihana Christmas", ponieważ to w tym odcinku wyraźnie widzimy wręcz desperackie podejście Michaela do znalezienia miłości, które oczywiście nie może przynieść niczego dobrego. W tym odcinku na zmianę współczujemy głównemu bohaterowi lub jesteśmy zażenowani jego zachowaniem – jak np. wtedy, gdy nie potrafi odróżnić, która z poznanych przez niego młodych Azjatek jest jego "dziewczyną", więc postanawia oznaczyć ją markerem. Żarty takie jak ten to kolejny dowód na to, że "The Office" dziś nie mogłoby powstać, a pojawiające się co jakiś czas dyskusje o jego wskrzeszeniu powinny być zduszane w zarodku.

1 2 3
REKLAMA