W "The Expanse" Ziemianie dowiadują się, jak to jest być Pasiarzami – recenzja premiery finałowego sezonu

"The Expanse" (Fot. Amazon Prime Video)

"The Expanse" jest obecnie najlepszym serialem sci-fi, jaki możemy oglądać, i właśnie powrócił z ostatnim, 6. sezonem. Recenzujemy ze spoilerami pierwszy z zapowiadanych sześciu odcinków.

5. sezon "The Expanse" pozostawił nas w punkcie zwrotnym. Ziemia została skutecznie zaatakowana przez Marco Inarosa (Keon Alexander), a Pasiarze uwierzyli w siłę swojego przywódcy, decydując się na walkę o niepodległość. Równocześnie z wielkimi tragediami wydarzyły się te prywatne, ale nie mniej bolesne, jak śmierć Alexa (Cas Anvar), którego ani załoga, ani widzowie nie byli gotowi stracić.

Finałowy sezon przez pierwsze minuty tylko pozornie nie wraca do centrum wydarzeń. Lądujemy na drugiej planecie Pierścienia nr 673, oglądając małą dziewczynkę, zafascynowaną otaczającą ją naturą. Chwilowa sielanka jednak nie trwa długo, gdy kamera podnosi się do góry, ukazując statek Laconia, cały świecący się od protomolekuły. Wstęp ten nie ma nic wspólnego z dalszą fabułą odcinka, dając tylko malutki przedsmak chaosu, jaki nas czeka w przyszłości.

The Expanse sezon 6: Umierająca Ziemia

Serial wykonuje krótki skok w czasie, zabierając nas o pół roku do przodu. Ale choć Ziemianie walczą dzielnie, unieszkodliwiając 200 kolejnych skał w nich skierowanych, a Mars wspiera ich walkę jak tylko może, sytuacja jest dramatyczna.

Atmosfera Ziemi jest uszkodzona wystarczająco, by planeta umierała powoli, nawet bez kolejnych odłamków skalnych uderzających w nią bezpośrednio. Plony zanikają, a Chrisjen Avasarala (Shohreh Aghdashloo) nie daje nam żadnych złudzeń, mówiąc krótko: "to wygląda jak nuklearna zima". Biorąc pod uwagę, że Ziemia była jedynym miejscem, w którym żywność mogła być produkowana bez większych problemów, może to być przedsmak większego kryzysu. I choć Chrisjen Avasarala dostała to, co chciała i odzyskała pełnię władzy, jej działania ograniczają się tak naprawdę do czekania na jakiś cud i próby zminimalizowania strat.

the expanse sezon 6 recenzja

"The Expanse" (Fot. Amazon Prime Video)

Oczywiście, wszyscy liczą, że tym cudem będzie właśnie Rocinante i niezawodna załoga – trudno się dziwić, zwykli zajmować się rzeczami niemożliwymi. Tym razem jednak nie jest to tak zgrany zespół. Nie mieli za dużo czasu, by porządnie opłakać Alexa, a Amos (Wes Chatham) bez pytania wprowadził do zespołu Clarissę Mao (Nadine Nicole). Biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno próbowała ich wszystkich pozabijać, nic dziwnego, że nawet miesiące na jednym statku nie zasklepiły wzajemnej nieufności.

Rocinante jest obecnie rozdarte na dwie podgrupy, Holdena (Steven Strait) i Naomi (Dominique Tipper) oraz Amosa i Clarissę, a napiętą atmosferę na statku można kroić nożem. Wydaje się więc tylko kwestią czasu, aż dojdzie między nimi do poważnej konfrontacji. Serial udowodnił w poprzednich sezonach, że świetnie radzi sobie z przemyślanym i naturalnym rozwojem bohaterów, a 6. sezon już teraz podkreślił, jak wielkie zmiany w nich zaszły poza kadrem. Tymczasem cała czwórka usilnie udaje, że daje radę i zajmuje się zdejmowaniem kolejnych statków z zagrażającej Ziemi Free Navi.

The Expanse sezon 6: Triumf Pasiarzy?

W nie lepszej kondycji jest poszukiwana listem gończym Drummer (Cara Gee). A sytuacja jej załogi jest nie do pozazdroszczenia: wygnani przez Pasiarzy, niemile widziani w okolicach Marsa czy Ziemi, dosłownie nie mają gdzie uciekać. Co sprowadza nas do Pasa Asteroid, gdzie Marco napawa się swoim triumfem.

The Expanse sezon 6 recenzja

"The Expanse" (Fot. Amazon Prime Video)

Jednak serial wyraźnie sugeruje, że poza walką ten wielki lider nie do końca ma plan, jak wyprowadzić Pasiarzy na prostą i zadbać o ich przyszłość. Wydaje się to bardzo obiecującym wątkiem: czy od miłości Pasiarzy Marco przejdzie do niespełnionych nadziei i pustych obietnic? "The Expanse" nigdy nie uciekało od skomplikowanej polityki i następstw błędnych decyzji, a wątek Marco jest tym, czego obecnie wyglądam z największą ciekawością. Tym bardziej że tuż za nim stoi zazdrosny o pozycję ojca Filip, który nie umie znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca w całej tej strukturze.

The Expanse sezon 6: Zapowiada się mocny finał

Więc już na wstępie widać, że 6. sezon "The Expanse" podąża podobnym śladem jak piąty, rozbijając fabułę na wiele pojedynczych wątków, tworzących jeden wielki obraz. Jak zawsze było to siłą tego serialu, bo choć nie każdy wątek zawsze był tak samo udany, to finalnie zawsze prowadziły do ciekawych rozwiązań. Ciężko jednak oczekiwać happy endu – trudno sobie wyobrazić, by serial mógł skończyć się dobrze dla każdego z bohaterów. Tym bardziej, że zajęci wojną, stracili z oczu największą tajemnicę serialu: protomolekułę. A możemy być pewni, że to zaniedbanie na pewno odbije się wszystkim czkawką.

The Expanse recenzja sezon 6

"The Expanse" (Fot. Amazon Prime Video)

A jako fani przygotować musimy się na pożegnanie. Bo choć podobno to nie jest koniec samego "The Expanse" (w końcu materiał źródłowy jest ogromny), a tylko dłuższa przerwa – to zamykamy za sobą emocjonujący rozdział. I serial, który na pewno zasłużył na miejsce na liście kultowych produkcji sci-fi.

Nowe odcinki 6. sezonu The Expanse co piątek na Prime Video

REKLAMA