"The Killing" skasowano w dobrym momencie?

Fani "The Killing" otrzymali bolesny cios kilka tygodni temu, gdy okazało się, że AMC skasowało serial. A może tak było najlepiej? Spoilery!

"The Killing" wciągnąło mnie od samego początku. Mimo tego, że nie lubię i nie oglądam seriali kryminalnych "The Killing" urzekło mnie - jeśli można użyć takiego słowa o serialu dotyczącym brutalnego morderstwa - atmosferą i precyzyjnym, metodycznym sposobem budowania fabuły. Wszystkie elementy układanki powoli, w trakcie dwóch sezonów budowały jedną całość. I chociaż serial ma swoje słabsze momenty, dłużyzny i chwile w których "suspension of disbelief" jest wystawione na poważną próbę, to dzięki świetnej grze aktorów a także chemii między Linden a Holderem nie jest to coś, wobec czego można przejść obojętnie.

"The Killing" ma w sobie coś z "The Wire". Chociaż nie jest tak ambitne jak serial Davida Simona w pokazywaniu społecznego pejzażu współczesnej, miejskiej Ameryki, to poszukiwanie sprawcy morderstwa Rosie daje możliwość pokazania korupcji i zepsucia - nie tylko w Seattle jako takim, ale także tkwiącego w instytucjach i ludziach miasta. "The Killing" jest oczywiście dużo bardziej osobiste, dużo bardziej nastawione na personalne poszukiwania, dużo bardziej melodramatyczne niż "The Wire", ale ma coś w sobie z tego wybitnego serialu.

"The Wire" zakończyło się po pięciu sezonach, z których ostatni - pokazujący media w Baltimore - powszechnie uznaje się za najsłabszy. "The Killing" zostało brutalnie skasowane przez AMC już pod drugim sezonie. Ale stało się to w momencie, w którym historia opowiadana przez twórców ma swoje wyraźne zakończenie. I jest to zakończenie dość satysfakcjonujące. Larsenowie przeprowadzają się do nowego domu. Richmond zostaje burmistrzem. Morderstwo Rosie zostaje wyjaśnione. Oczywiście, ostatnia scena serialu to pojawienie się nowej sprawy - ale wątek Rosie jest ukończony. Dla Linden - która w symbolicznym geście nie decyduje się pomóc Holderowi - temat Rosie także jest zamknięty.

I być może tak było najlepiej. Twórcy opowiedzieli i zamknęli pewną historię, a "The Killing" kończy się w chwili, gdy jest bardzo wysoko oceniane. Jasne, to tylko dwa sezony. Ale czy nie lepiej dla statusu serialu, że kończy się właśnie w takim momencie, gdy wszystko wydaje się już zamknięte? Na pewno kolejne sezony i kolejne sprawy do rozwiązania w amerykańskiej wersji "The Killing" byłby fascynujące i bardzo szkoda, że już ich nie zobaczymy. Ale - biorąc pod uwagę przykłady takich seriali jak "Firefly" czy "Space: Above and Beyond" mogło być gorzej. Dużo gorzej.

REKLAMA