"Archiwum 81", czyli okultyzm, kłamstwa i kasety wideo – recenzja nowego horroru od Netfliksa

"Archiwum 81" (Fot. Netflix)

"Archiwum 81" to pierwsza serialowa niespodzianka tego roku. I kolejny dowód na to, że na Netfliksie często lepsze są te produkcje, o których słyszymy dopiero po premierze.

Trzeba oddać Netfliksowi, co jego – w zalewie przeciętnych produkcji, o których zapominamy lub chcemy zapomnieć zwykle chwilę po ich obejrzeniu, udało mu się wydać na świat kolejny udany serialowy horror. 8-odcinkowe "Archiwum 81" może być gratką dla wszystkich tych, którzy są fanami niepokojących historii lub po prostu lubią się czasem pobać. Bez większej promocji i zapowiedzi Netflix może mieć kolejny hit. Pod warunkiem że algorytmy pozwolą mu przebić się do świadomości widza.

Archiwum 81 – o czym jest serial Netfliksa?

Dan Turner (Mamoudou Athie, "Sorry for Your Loss") to specjalista od odzyskiwania starych nagrań na kasetach wideo. Nadawanie drugiego życia nagraniom, o których istnieniu często zapomniano, to jego praca, ale też pasja. Dan to magik – odzyskuje obrazy z nawet najbardziej uszkodzonych taśm, ale teraz stoi przed nim największe wyzwanie. Na zlecenie tajemniczej firmy LMG i jej szefa, Virgila Davenporta (Martin Donovan, "Firefly Lane"), ma odrestaurować nagrania z 1994 roku, które być może odpowiedzą na pytanie, jak doszło do tragicznego pożaru, w którym zginęli wszyscy mieszkańcy budynku Visser w Nowym Jorku.

Archiwum 81 recenzja opinie

"Archiwum 81" (Fot. Netflix)

Nie będzie to jednak zlecenie jak każde inne. Ze względu na stan nagrań ich odrestaurowywanie może odbywać się tylko w miejscu, gdzie obecnie się znajdują, czyli w położonej na uboczu posiadłości Davenporta, w której – jak to powinno być w prawdziwym horrorze – nie ma internetu i trudno znaleźć zasięg. Oczywiście szybko okaże się, iż nie jest to dom jak każdy inny, a Dan zrozumie, że jest obserwowany.

Główny bohater szybko zda sobie sprawę, że nie jest to zlecenie jak każde inne i że wplątuje się w historię, z której z każdym dniem wyplątać będzie mu się coraz trudniej. Na taśmach nagrywanych przez Melody (Dina Shibabi, "Altered Carbon"), młodą kobietę pracującą nad projektem, w którym opowie historię Vissera i jego mieszkańców, zaczyna pojawiać się coraz więcej niepokojących rzeczy. To przez te nagrania Dan zacznie kwestionować nie tylko otaczającą go rzeczywistość, ale także całe własne życie.

Odludna posiadłość i zamknięty w niej pracownik – brzmi znajomo? Twórcy sięgają po tropy z klasyków gatunku, ale przy tym nie bawią się w kopiowanie, na ich podstawie próbują stworzyć własną, oryginalną formułę. Oczywiście motyw z nagraniami wideo nie jest szczególnie innowacyjny – nawet twórcy serialu puszczają oczko do widza wspominając "Blair Witch Project" – ale to właśnie on najbardziej przykuwa do ekranu i jest największą siłą "Archiwum 81".

Archiwum 81 to kolejny udany horror Netfliksa

Serial funkcjonuje na dwóch płaszczyznach czasowych – widzowie mogą obserwować zarówno Dana, którego coraz bardziej pochłania sprawa tajemniczych nagrań, jak i nierozstającą się z kamerą Melody. To dzięki niej poznajemy kolejnych mieszkańców budynku, który wyraźnie skrywa mroczną tajemnicę. Nie pokuszę się o ocenę, która płaszczyzna serialu jest lepsza, ponieważ prezentują one nieco odmienne klimaty, choć obie skupiają się na odkrywaniu tajemnic miejsc, w których znajdują się bohaterowie.

Archiwum 81 recenzja opinie

"Archiwum 81" (Fot. Netflix)

Atmosfera u Danny'ego jest bardziej klaustrofobiczna – widzowie są w stanie odczuć, że znajduje się on w zamknięciu i nie do końca ma kontrolę nad tym, co dzieje się dookoła. Wszechobecne kamery, problemy z zasięgiem czy niedostępne pomieszczenia budują napięcie i poczucie grozy. Ktoś mógłby powiedzieć, że żadna normalna osoba nie zgodziłaby się pracować w takich warunkach, i zapewne miałby rację. Twórcy jednak szybko wybijają ten argument z rąk oponentów, gdy okazuje się, że istnieje związek między tajemniczymi taśmami a życiem głównego bohatera.

Tymczasem w roku 1994 Melody odkrywa kolejne niepokojące informacje na temat budynku, w którym przeprowadza swój projekt i jego mieszkańców. Jednocześnie twórcy starają się, by granica między prawdą a wyobraźnią była jak najbardziej zatarta, przez co nie wiemy, czy powinniśmy wierzyć w to, co widzimy na ekranie. Czy mieszkający w Visserze Samuel (Evan Jonigkeit, "Frontier") to jedynie miły sąsiad czy może lider okultystycznej sekty prowadzącej niepokojące rytuały tuż pod nosem Melody?

Visser, budynek, wokół którego toczy się cała historia, jest tak naprawdę pełnoprawnym bohaterem serialu. Jego ponure korytarze i słabo oświetlone mieszkania działają na wyobraźnię i potęgują jedynie atmosferę niepokoju, nie tylko u widzów, ale także u Melody i jej przyjaciółki Anabelle (Julia Chan, "Saving Hope"). Gdy obie bohaterki zaczynają zdawać sobie sprawę, że nie jest to budynek jak każdy inny, coraz trudniej utrzymać im jasność umysłu. To poczucie, że cały czas są one tylko o krok od popadnięcia w obłęd, sprawia, iż trudno oderwać się od ekranu. Chcemy wiedzieć, co się wydarzy, gdy ten krok zostanie postawiony.

Archiwum 81 – czy warto obejrzeć serial Netfliksa?

To ciągłe balansowanie między szaleństwem i poczytalnością, między jawą a snem jest prowadzone z dużym wyczuciem. Twórcy, na czele z showrunnerką Rebeccą Sonnenshine ("Pamiętniki wampirów"), nie szarżują z tempem akcji, skupiając się raczej na konsekwentnym budowaniu napięcia, zagęszczaniu atmosfery i odsłanianiu kolejnych elementów skomplikowanej układanki, w której skład wchodzą m.in. okultystyczne praktyki, niepokojące wizje i alternatywne wymiary. Każde kolejne nagranie Melody jest jak puzzle, z których powoli tworzy się szerszy obraz.

Archiwum 81 recenzja opinie

"Archiwum 81" (Fot. Netflix)

I to właśnie to powolne odsłanianie kolejnych elementów układanki, gdzie co chwilę pojawiają się nowe pytania, a z każdym odcinkiem sytuacja komplikuje się coraz bardziej, jest zdecydowanie najmocniejszym elementem serialu. Dwójka głównych aktorów w wiarygodny sposób oddaje stan psychiczny bohaterów, którzy z czasem coraz bardziej odczuwają, że znaleźli się w pułapce i są jedynie częścią niebezpiecznej gry, której stawka znacznie wykracza poza ich wyobraźnię.

"Archiwum 81" wypada bardzo dobrze także od strony technicznej. Duet Ben Salisbury i Geoff Barrow skomponował budującą napięcie muzykę, czyli element, bez którego nie może się obejść żaden szanujący się horror. Swoje robią także zdjęcia i oświetlenie – sceny z seansu spirytystycznego w jednym z późniejszych odcinków to prawdziwa perełka, która może przywoływać klimat niemych filmów grozy.

Netflix wraz z premierą "Archiwum 81" mocno rozpoczął ten rok. Trochę z zaskoczenia, bo raczej nikt nie miał żadnych oczekiwań względem tej produkcji, dostaliśmy gęsty serial, którego twórcy unikają tanich chwytów przy budowaniu napięcia i poczucia grozy. Jeśli lubicie horrory, które stawiają na klimat zamiast tanią sieczkę, "Archiwum 81" jest dla was.

Archiwum 81 jest dostępne w serwisie Netflix

REKLAMA