"Życie seksualne studentek" to dziewczyński serial, który ma znacznie więcej uroku niż jego tytuł – recenzja

"Życie seksualne studentek" (Fot. HBO Max)

Cztery dziewczyny, elitarny kampus na Wschodnim Wybrzeżu i mnóstwo perypetii, które przeżywają studenci pierwszego roku. "Życie seksualne studentek" to kolejny udany serial Mindy Kaling.

Jeśli lubicie niezobowiązujące, ale i niegłupie komediowe produkcje, a do tego zawsze chcieliście znaleźć się na amerykańskim kampusie, Mindy Kaling (twórczyni "Jeszcze nigdy..." i "Świata według Mindy") i Justin Noble (scenarzysta "Jeszcze nigdy..." i "Brooklyn 9-9") mają coś dla was. "Życie seksualne studentek" to czysta przyjemność, mnóstwo bezpretensjonalnego humoru i serial udanie prezentujący znacznie więcej barw i odcieni studenckiego życia, niż sugeruje jego tytuł.

Życie seksualne studentek nie tylko o seksie

Od tego tytułu – niestety i stety – muszę zacząć, bo jeśli spodziewacie się produkcji przekraczającej granice, zawierającej dużo nagości czy generalnie skupiającej się na seksie, to muszę was rozczarować (albo ucieszyć, w zależności od potrzeb). To nie jest tego typu rozrywka. Serial, który od dziś możemy oglądać w Polsce na HBO Max, przede wszystkim jest dziewczyńską opowieścią o dorastaniu, wyrwaniu się z rodzinnego domu i próbach przetrwania pierwszego roku studiów. Tak, seks stanowi ważną część całej opowieści, ale nie powiedziałabym, że najważniejszą.

życie seksualne studentek serial hbo max recenzja opinie

"Życie seksualne studentek" (Fot. HBO Max)

Akcja dzieje się na kampusie fikcyjnego – ale zapewniają nas, że prestiżowego – college'u w Essex, gdzie cztery bardzo różne od siebie 18-latki dostają wspólne lokum w akademiku. Kimberly (Pauline Chalamet, znana np. z "The King of Staten Island", ale pewnie bardziej zainteresuje was fakt, że to siostra Timothée Chalameta) pochodzi z małego miasteczka w Arizonie i reprezentuje po trosze Midwest, po trosze biedniejszych studentów, a po trosze licealnych nerdów, którzy niekoniecznie chcą nimi pozostać na studiach. Whitney (Alyah Chanelle Scott, "Stars in the House") to szkolna sportsmenka i córka senatorki USA (Sherri Shepherd, "Trial & Error), uwikłana w daleką od właściwej relację z jednym z trenerów.

Leighton (Reneé Rapp, "Mean Girls: Musical") wydaje się być dziewczyną jak z kasty rządzącej w "Scream Queens", ale szybko okazuje się, że pozory mylą, a prawda o niej jest znacznie bardziej skomplikowana. Z kolei Bela (Amrit Kaur, "The D Cut") jest pochodzenia hinduskiego, co wiąże się z pewnymi oczekiwaniami rodziców – ją jednak bardziej od neurobiologii interesuje kariera scenarzystki komediowej i zdobywanie nowych doświadczeń seksualnych. Wszystkie bohaterki bardzo szybko dają się polubić – choć bywają też irytujące, bo w końcu to jeszcze nastolatki – i co równie ważne, tworzą razem zgraną i niebanalną dziewczyńską ekipę.

Życie seksualne studentek to serial o dorastaniu

O czym jest serial HBO Max, skoro nie aż tak bardzo o seksie? Przede wszystkim o pierwszych krokach w dorosłym życiu, pierwszych mocniejszych zderzeniach z konsekwencjami swoich błędów i komplikacjach związanych z poszukiwaniem własnego ja. "Życie seksualne studentek" to historia jednocześnie uniwersalna i bardzo współczesna – z jednej strony, wyrwanie się na wolność po zdaniu matury zawsze i wszędzie ma ten sam smak, z drugiej, czwórka bohaterek serialu zmaga się z licznymi problemami, które 10 czy 20 lat temu zamietlibyśmy pod dywan. A teraz o nich rozmawiamy, a produkcja Kaling i Noble'a jest częścią tej konwersacji.

życie seksualne studentek serial hbo max recenzja opinie

"Życie seksualne studentek" (Fot. HBO Max)

Na przestrzeni 10 odcinków (pierwszy ma blisko godzinę, kolejne poniżej 30 minut) dziewczyny romansują, imprezują, eksperymentują z seksem i alkoholem, szukają swojej tożsamości, popełniają błędy, zawierają przyjaźnie, próbują spełniać ambicje, pracują za niewielką stawkę, żeby dorobić do stypendium, okłamują rodziców i siebie nawzajem, wpadają w kłopoty dość typowe dla pierwszoroczniaków.

Serial ma ambicje, by komentować sprawy społeczne – od molestowania na kampusie, przez konkretne oczekiwania związane z takim, a nie innym pochodzeniem, po nierówności ekonomiczne – ale w żadnym momencie nie zamienia się w wykład. Raczej pozostaje bezpretensjonalnym sobą, bez wielkiego zadęcia mówiąc choćby, że tak, reprezentacja ma znaczenie. To niewątpliwie jedna z tych produkcji, które są świadome problemów współczesnego świata i próbują też mimochodem uświadomić trochę widzów. Ale przede wszystkim to sympatyczny, ciepły, wypakowany estrogenem i lekkim humorem komediodramat o dorastaniu.

Życie seksualne studentek – czy warto oglądać?

"Życie seksualne studentek" jest zabawne, urocze i bardzo na czasie, a do tego ma świetną kobiecą obsadę. Bardzo różne od siebie dziewczyny, ewidentnie dobrane tak, żeby pokazać amerykański przekrój społeczny – cóż za cudowna zmiana w porównaniu na przykład do "Gilmore Girls", gdzie wszyscy na podobnym kampusie byli tak samo biali, elitarni i uprzywilejowani do granic absurdu – szybko przemieniają się w pełnowymiarowe bohaterki, a chemia w obsadzie od początku jest niesamowicie naturalna. Do tego młode aktorki nie mają problemów z szybkimi zmianami tonu oraz przeskakiwaniem pomiędzy komedią i dramatem.

życie seksualne studentek serial hbo max recenzja opinie

"Życie seksualne studentek" (Fot. HBO Max)

Nawet jeśli to tylko serial podobny do innych, w tym polskiego "Sexify" (przy czym z mniejszą dawką cringe'u), nietrudno się w niego zaangażować. "Życie seksualne studentek" z łatwością daje radę stanąć na własnych nogach dzięki dobrze dobranej obsadzie, błyskotliwym dialogom i umiejętnym wkręcaniu widzów w perypetie Kimberly, Whitney, Beli i Leighton. Ostatnie nastoletnie burze hormonalne przeplatają się z pierwszymi bardzo dorosłymi decyzjami i nawet na tak banalnym polu jak romanse nie brakuje zaskoczeń – począwszy od tożsamości seksualnej jednej z głównych postaci, a skończywszy na wątku, w którym występuje szkolny przystojniak Nico (Gavin Leatherwood, "Chilling Adventures of Sabrina").

Ten serial to czysta frajda, a często i coś więcej. Spodoba się zarówno fanom komediowych historii o dorastaniu w stylu "Jeszcze nigdy...", przynajmniej tym nieco starszym, jak i "Seksu w wielkim mieście", z którym łączą go dowcipne, pieprzne rozmowy i otwartość w prezentowaniu kobiecej seksualności. Warto obejrzeć.

Życie seksualne studentek znajdziecie na HBO Max

REKLAMA