"Boss" (2x01-03): Ewolucja bez rewolucji

"Boss" powrócił! Kelsey Grammer jako bezwzględny burmistrz Chicago w 2. sezonie zmaga się z postępami choroby i walczy z politycznymi przeciwnikami. Na szczęście "Boss" zmienił się na tyle, że można powiedzieć o poprawie. Spoilery.

Pierwszy sezon "Bossa" został przyjęty z mieszanymi uczuciami. Krytycy podeszli do niego chłodno, ale jeszcze chłodniejsi byli widzowie - serial Starz miał dramatycznie niskie wyniki oglądalności. Sieć jednak zdecydowała się na ryzyko i jeszcze przed premierą serialu zamówiła 2. sezon. Mogliśmy już obejrzeć trzy jego odcinki.

Jakie są pierwsze wnioski? "Boss" jest nadal ciężkim, kompletnie pozbawionym dystansu do siebie serialem. Ale jest jednocześnie o jeden stopień mniej nadęty niż w 1. sezonie. Ta zmiana jest zbawienna. Nie ma też nadmiernego epatowania seksem i przemocą, które w 1. sezonie było tak nachalne, że ocierało się o parodię. Twórcy systematycznie "odpuszczają" sobie też próby nawiązywania do tradycji szekspirowskich ("Król Lear" był wymieniany jako inspiracja), co serialowi wychodzi na dobre, przede wszystkim w dialogach.

"Boss" kontynuuje niektóre wątki z poprzedniego sezonu. Kelsey Grammer (burmistrz Tom Kane) zmaga się z nowymi politycznymi przeciwnościami - w tym projektem rewitalizacji jednego z osiedli w Chicago - i jednocześnie zatrudnia nowych doradców, w tym byłą asystentkę radnego Rossa Monę Fredricks (Sanaa Lathan). U jego boku pojawia się młody i ambitny Ian Todd (Jonathan Groff). Nowe postacie wprowadzają spore ożywienie do serialu.

Kane musi także zmagać się z postępami śmiertelnej choroby, na którą zapadł - są to m.in. halucynacje, które pokazane są z dobrym wyczuciem. W tle trwa kampania wyborcza o fotel gubernatora Illinois, w której niedoświadczony Ben Zajac (Jeff Hephner) jest uwikłany w wyrównaną walkę ze swoją republikańską rywalką, senator Walsh (Amy Morton). Co ciekawe, w trzecim odcinku do sztabu Walsh dołącza Kitty, była doradczyni Kane'a ,co zapowiada ciekawe starcie w przyszłości. Swoje śledztwo w sprawie Kane'a i jego choroby kontynuuje również Sam Miller, świeżo mianowany redaktor naczelny dziennika "Sentinel".

"Boss" w tym sezonie jest lepszy, mniej nadęty, mniej patetyczny, historie opowiadane w odcinkach są bardziej spójne, a wątki główne i metody, którymi posługują się politycy, w tym sam Kane, nieco bardziej realistyczne. To nie znaczy, że nowy "Boss" bardzo różni się od 1. sezonu. Nadal jest to zimny, trudny w odbiorze, melodramatyczny, napuszony serial polityczny. Nowy sezon, by go polubić, wymaga specyficznego podejścia i chęci zrozumienia świata kreowanego w serialu. Twórcy wprowadzili niezbędne zmiany, by był bardziej przystępny. Ale jest to nadal w swym rdzeniu mroczny serial o politykach i bardzo brzydkiej polityce.

Jednak jeśli komuś nie spodobał się 1. sezon "Bossa", to wprowadzone zmiany mogą nie być wystarczające. "Boss" przeszedł ewolucję, nie rewolucję

REKLAMA